Najlepsi boczni obrońcy ekstraklasy 2015/2016


17 maja 2016 Najlepsi boczni obrońcy ekstraklasy 2015/2016
Grzegorz Rutkowski

Koniec sezonu przypomina nieco ostatnie dni każdego kolejnego roku. To czas podsumowań, wewnętrznego bilansu tego, co złe i dobre w minionych dwunastu miesiącach. Nie inaczej jest w przypadku naszej ekstraklasy, z której części graczy bez wątpienia przydałby się porządny rachunek sumienia.


Udostępnij na Udostępnij na

My jednak skupiamy się na dobrych stronach i nagrodzimy najlepszych, naszym zdaniem, zawodników ubiegłego sezonu. Po bramkarzach pora na boki obrony. Kto zasłużył w ubiegłych dziesięciu miesiącach na największe pochwały?

Prawi obrońcy

5) Marcin Pietrowski (Piast Gliwice)


Gdy związany całą karierę z Lechią Gdańsk zawodnik przychodził latem do Gliwic, mówiono, że bardzo przeciętny piłkarz zmienia klub z mniej przeciętnego na bardziej przeciętny. Okazało się, że wszechstronny gracz zakotwiczył na Śląsku w bardzo dobrym stylu. Kojarzony wcześniej głównie ze środkiem pola Pietrowski, w Piaście często występował z prawej strony bloku defensywnego (trener Latal bardzo mieszał w ustawieniach). Wszyscy zachwycali się Patrikiem Mrazem, tymczasem 28-letni Polak, oprócz dobrej postawy w defensywie, dołożył siedem asyst i wydatnie przyczynił się do sensacyjnego wicemistrzostwa gliwiczan.

4) Jakub Wójcicki (Cracovia)


Przypadek osobliwy. Gdy razem z Zawiszą pojawił się w ekstraklasie był skrzydłowym lub ofensywnym pomocnikiem, mogącym występować w ataku. Sukcesywnie cofany, w tym sezonie o niebo lepiej prezentował się, gdy mógł występować właśnie jako prawy obrońca. Gol i dziewięć asyst w sezonie to wynik bardzo dobry, do tego w większości spotkań bardzo duża pewność siebie. Wójcicki dokonał ostatnimi czasy wielkich postępów i jeśli ten progres nadal będzie trwać, już niedługo może stać się poważnym kandydatem do gry w naszej reprezentacji. Prawdziwym testem będą nadchodzące europejskie puchary.

3) Adam Frączczak (Pogoń Szczecin)


Synonim słowa uniwersalność. W zasadzie nie grał tylko jako stoper i bramkarz. Jako że najczęściej występował jako prawy defensor, właśnie tutaj docenimy jego niebywałą adaptację do każdych boiskowych warunków. Typowy walczak, który nigdy nie odstawia nogi. Potrafiący odbierać piłkę, ale też zawsze groźny z przodu. Sezon zamknął z dorobkiem sześciu trafień i czterech asyst, czyli więcej niż przyzwoitym. Powoli zaczyna wyrastać na symbol obecnej Pogoni Szczecin.

2) Grzegorz Wojtkowiak (Lechia Gdańsk)


Obrońca powinien przede wszystkim bronić. Właśnie z takiego założenia wychodzimy honorując defensora Lechii Gdańsk. Trochę spotkań opuścił z powodu kontuzji, kilka razy zdarzyło mu się zagrać słabiej, ale na przestrzeni całego sezonu gwarantował stabilny poziom. Z pewnością grałby w pierwszym składzie każdego klubu ekstraklasy poza jednym, w którym wiosną występował zwycięzca rankingu. Forma przemija, klasa trwa wiecznie.

1) Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa)


W zasadzie nie powinno być go w tym rankingu. Gdyby podstawą do sklasyfikowania była minimalna liczba rozegranych minut, to reprezentant Polski miałby ich poniżej połowy. Ranking bez niego byłby jednak najzwyczajniej w świecie niesprawiedliwy. Mimo bardzo poważnej kontuzji, z powodu której pauzował przez większość 2015 roku, jego powrót do Polski pokazał, ile nauczył się w Rosji. W defensywie jest absolutnie wybitny, a i w ataku potrafi wnieść wartość dodaną. Powinniśmy się cieszyć, że bezpośredni zmiennik Łukasza Piszczka w reprezentacji jest w tak dobrej formie.


 

Lewi obrońcy

5) Kamil Sylwestrzak (Korona Kielce)


Ileż było kłótni w redakcji, ile się przez to rozpadło przyjaźni… Ostatecznie po burzliwej debacie i latających w każdym kierunku niebezpiecznych narzędziach, piąte miejsce przyznajemy Kamilowi Sylwestrzakowi, nie zaś Jakubowi Wawrzyniakowi. Ogółem ciekawa refleksja – jeszcze kilka miesięcy temu biadoliliśmy na niedobór ludzi na lewą i nadmiar na prawą stronę obrony, dziś jest zupełnie na odwrót. Sylwestrzak prezentował to, do czego przyzwyczaił nas odkąd wywalczył sobie miejsce w składzie Korony, czyli ciągłe stwarzanie zagrożenia przy stałych fragmentach gry pod bramką rywali, a także niezłe zdolności defensywne. Trzy gole i pięć asyst to wynik bardzo przyzwoity. Do tego wpływ na zespół, powiedzmy sobie szczerze, kielczanie bez „Małpy” w obronie tracą bardzo wiele.

4) Djordje Cotra (Zagłębie Lubin)


Na czwartym miejscu jeden z najbardziej zbilansowanych bocznych obrońców w ekstraklasie. Serb z lubińskiego Zagłębia jest jednym z trudniejszych do przejścia bocznych obrońców, do tego uwielbia angażować się w ofensywę. Skutkiem było pięć asyst i bramka w minionym sezonie ligowym i kilka nominacji do jedenastek tygodnia. Z całą pewnością Cotra był jednym z najlepiej działających trybów w rewelacyjnej maszynie Piotra Stokowca.

3) Paweł Jaroszyński (Cracovia)


Podium na pozycji lewego obrońcy to już bardzo wysoka półka. Jak tylko opadnie euforia (lub smutek) związana z mistrzostwami Europy, powoli wypada zacząć agitować za przetestowaniem młodego piłkarza przez Adama Nawałkę w reprezentacji Polski, bowiem na chwilę obecną lepszej kandydatury z polskiej ligi po prostu nie ma. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej imponuje zdolnościami defensywnymi, a jako były napastnik ma naturalny ciąg na bramkę. Choć jest to teza dość kontrowersyjna, na ten moment to prawdopodobnie najlepiej dośrodkowujący w pełnym biegu zawodnik w całej ekstraklasie.

2) Adam Hlousek (Legia Warszawa)


Przypadek podobny jak Artur Jędrzejczyk, aż żal by było nie uhonorować świetnej postawy Czecha wiosną. Hlousek pokazuje swoją osobą, jak wielki dystans dzieli ekstraklasę do najlepszych lig. Przeciętniak ze Stuttgartu w naszych realiach jest zawodnikiem w zasadzie kompletnym. Drybluje bardzo dobrze, ogółem jest ogarnięty technicznie. Dośrodkować potrafi, w defensywie także prezentuje się o niebo lepiej od poprzednika, czyli Tomasza Brzyskiego. Choć minęło dopiero pół roku, wydaje się, że Adam Hlousek szybko może stać się jednym z najlepszych transferów w erze Bogusława Leśnodorskiego. Klasyfikację lewych obrońców wygrałby w cuglach, gdyby nie…

1) Patrik Mraz (Piast Gliwice)


Zaskoczenia być nie mogło. Trzy gole i trzynaście(!) asyst, kilka albo i kilkanaście meczów, po których cała piłkarska Polska zastanawiała się, gdzie do tej pory Słowak skrywał tak wielkie umiejętności. Ten sam schemat grany co mecz. Przejęcie w środku pola, piłka do Vacka, przerzut na skrzydło do Mraza, podanie lub dośrodkowanie idealnie do nabiegającego partnera, bramka. W pewnym momencie stawało się to do bólu przewidywalne, ale i tak działało. Gdyby do tego, co prezentuje w ofensywie dorzucił choć trochę więcej pod względem gry w destrukcji, zapewne… nigdy nie zagrałby w Polsce.

Komentarze
Budyń (gość) - 3 lata temu

Nie no, bez przesady - Sylwestrzak nie jest lepszy od Wawrzyniaka...

Odpowiedz
Patryk Motyka (gość) - 3 lata temu

Osobiście również byłem za Wawrzyniakiem, kapituła redakcyjna przegłosowała jednak piłkarza Korony. Obaj mieli całkiem udany sezon pod względem indywidualnym, więc wybór nie był łatwy.

Odpowiedz
sjmon234 (gość) - 3 lata temu

Oczywiście, że był lepszy. Patrząc na pierwszy rzut oka Wawrzyniak fajnie, fajnie, ale ileż on się gubił w defensywie, a i w ofensywie niewiele dawał. No i Sylwestrzak jednak trzymał w ryzach całą obronę Korony. Myślę, że bez niego straciliby z kilka bramek więcej. Dobrze, że dostrzegacie pewną głębię wyborach, a nie tylko patrzenie na pozory i nazwiska ;) Pzdr

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski