Występy polskich klubów w europejskich pucharach przypominają zabawę na karuzeli. Zdarzały się klęski, które nasuwały kibicom samobójcze myśli, ale były też chwile, w których stan ducha przekraczał granicę euforii. Tym razem przypominamy Państwu te miłe chwile, a trzeba przyznać, że było ich naprawdę wiele.
Pięknych chwil w europejskich pucharach było tak wiele, że trudno policzyć je na palcach obu rąk. My wybraliśmy dziesięć spotkań, które przeszły do historii. Te spotkania nie tylko na zawsze wryły się w pamięć kibicom w Polsce, ale też zostawiły piętno na drużynach, które musiały uznać wyższość klubów znad Wisły.
10. LECH – MAN CITY 2010

Świetnie spisujący się w Lidze Europy Lech Poznań tuż przed meczem z Manchesterem City zmienił trenera. W miejsce Jacka Zielińskiego przyszedł Jose Maria Bakero. Trudno powiedzieć, czy był to chwyt marketingowy, czy może ta zmiana miała wywołać dodatkową determinacje w piłkarzach „Kolejorza”. Wiemy jednak, że w 31. minucie Dimitrije Injac strzałem z daleka dał prowadzenie biednym gospodarzom w starciu z bajecznie bogatym Manchesterem City. Bajka o Kopciuszku nie trwała długo, ponieważ tuż po przerwie wyrównał Emmanuel Adebayor. Historia o Kopciuszku ma zarówno radosne, jak i smutne chwile, lecz kończy się szczęśliwie. Tak też było w Poznaniu. Na cztery minuty przed końcem spotkania Manuel Arboleda dał gospodarzom prowadzenie, a w doliczonym czasie gry fantastyczne uderzenie z dystansu Możdżenia przyniosło lechitom trzecią bramkę.
9. WISŁA – LAZIO 2002
Wisła fundowała swoim kibicom wiele horrorów. Niektóre kończyły się szczęśliwie, inne kończyły się ciężką do przełknięcia porażką, ale były też takie, które mimo przegranej do dziś kojarzą się pozytywnie. Jednym z takich bojów był dwumecz „Białej Gwiazdy” z Lazio Rzym. Po wyeliminowaniu Schalke Gelsenkirchen (o tym za chwilę), włoski zespół obawiał się krakowian. Najpierw z powodu złego stanu murawy przełożono mecz, lecz to nie pomogło Włochom, bo w Rzymie wielki spektakl zakończył się remisem 3:3. Na gola Kalu Uche i dwa trafienia Macieja Żurawskiego odpowiedzieli Nikola Lazetić i Enrico Chiesa, oraz… Mariusz Jop, który wpakował piłkę do własnej bramki.
Po pięciu minutach meczu rewanżowego Wisła była w ćwierćfinale. Trafienie Marcina Kuźby wprawiło kibiców w stan euforii, której nie zburzyła nawet bramka wyrównująca Fernando Couto. Dopiero gol Enrico Chiesy w 53. minucie wyrwał fanów „Białej Gwiazdy” ze snu. Podopieczni Henryka Kasperczaka się nie poddawali i, zamykając rywali niczym w hokejowym zamku, naciskali do ostatniej sekundy, jednak perfekcyjna defensywa Lazio stanęła na wysokości zadania i to rzymianie cieszyli się z awansu do kolejnej rundy.













