Dzisiaj na stadionie GIEKSA Arena Raków Częstochowa podejmował Wisłę Płock. Faworytem była oczywiście drużyna prowadzona przez Marka Papszuna. Wisła Płock w tym sezonie sprawiła już problemy niejednemu faworytowi, co czyniło mecz bardziej interesującym. Jednak Petrasek i spółka okazali się tym razem zbyt mocni dla oponentów.
Nasz kolejny rywal dotychczas prezentował się bardzo dobrze. Co więcej, według mnie Raków Częstochowa może być czarnym koniem tych rozgrywek. To zespół budowany od dłuższego czasu, mądrze i konsekwentnie. I to widać w ich grze – uczciwie przyznał przed meczem trener „Nafciarzy” Radosław Sobolewski. Nie sposób mu nie przyznać racji. Do czasu meczu z Wisłą Raków przegrał jedynie z Legią Warszawa w pierwszym spotkaniu tego sezonu. Tym razem jego ekipa również szła po zwycięstwo.
Wyjściowa jedenastka lekko zaskakiwała. Marek Papszun z nieznanego powodu zdecydował się posadzić na ławce Petra Schwarza. Jego miejsce w składzie zajął Mirko Poletanovic. Poza tym można było dostrzec klasyczną dla Rakowa formację wykorzystującą wahadłowych.
Z kolei Radosław Sobolewski ponownie postanowił zagrać defensywnym ustawieniem z piątką obrońców. Klasycznie zobaczyliśmy w pierwszej jedenastce m.in. Mateusza Szwocha, Patryka Tuszyńskiego i Alana Urygę. Co ciekawe, wyjściowa jedenastka była identyczna jak w meczu z Wartą Poznań. Czyli ze strony Wisły Płock można było spodziewać licznych fauli, stałych fragmentów gry oraz długich piłek.
Ofensywny Raków
Co nie zaskakiwało, Raków błyskawicznie rzucił się do ataku. Wisła od początku została zepchnięta do głębokiej defensywy. Tylko czasami udawało jej się wychodzić 3-ma lub 4-ma piłkarzami z mało znaczącym kontratakiem. Tymczasem rywale nie bali się przejąć inicjatywy. W pierwszych minutach sytuację sam na sam z bramkarzem miał Gutkovskis. Niedługo później Petrasek wykorzystał dośrodkowanie Cebuli i pięknym strzałem z główki pokonał Kamińskiego. Było 1:0 w 11. minucie.










