Jeszcze parę lat temu Mateusz Szwoch był uważany za młodego i niezwykle utalentowanego ofensywnego pomocnika. Wykręcał fantastyczne liczby w Arce Gdynia, a potem uchodził za przyszłość Legii Warszawa. Ostatecznie zawodnik ze Starogardu Gdańskiego nie zdołał się przebić do pierwszej jedenastki stołecznej drużyny. Na dziś, 27-latek po licznych zawirowaniach stanowi pewny punkt Wisły Płock. Jednak stylem gry nie przypomina już niezłego technicznie zawodnika, lecz typowego walczaka.
Kojarzycie Henninga Berga? Na pewno tak. To właśnie u Norwega Szwoch zadebiutował w Ekstraklasie. To był sierpień 2014 r. i wygrany 2:0 mecz z Koroną Kielce. 21-latek zmienił w końcówce meczu innego „młodego i zdolnego” – Adama Ryczkowskiego. Tydzień później wystąpił już od pierwszych minut. Jednak cała drużyna tragicznie spisywała się w pojedynku z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Szwoch został zmieniony już po pierwszej połowie. Mimo wszystko sam fakt, że taki zawodnik przebił się do pierwszego zespołu, mógł stanowić dobry prognostyk dla przyszłość. Zwłaszcza, że mówimy o najlepszej wersji Legii – zespole rozłoszczonym po niesłusznym walkowerze w meczu z Celticiem, który potem roznosił wszystkich rywali zarówno w lidze, jak i w fazie grupowej Ligi Europy.
Zdrowie zaważyło
W lutym 2015 r. obiecująca kariera Mateusza Szwocha prawie legła w gruzach. U piłkarza Legii wykryto arytmię serca – Po rezonansie, czyli jednym z najdokładniejszych badań, okazało się, że serce jest powiększone i z upośledzoną kurczliwością, czyli Mateusz ma tzw. kardiomiopatię. Zaczęliśmy szukać odpowiedzi na pytanie, czy przyczyna zaburzeń pracy serca, których w trakcie doby było ponad 20 tys., jest pierwotna, genetyczna czy wtórna, czyli nabyta np. w przypadku grypy – opowiadał dla Sport.pl kardiolog, Stanisław Piłkowski.
W związku z powyższym zawodnika czekała wymuszona przerwa i okres kuracji. Musiał przejść ablację serca. Do gry był dopiero w październiku. Zastały go duże zmiany, bo z Henningiem Bergiem pożegnano się po serii kiepskich meczów, a na jego miejsce zatrudniono Stanislava Cherchesova. Rosjanin nie widział miejsca w składzie dla ofensywnego pomocnika. Szwoch trenował z drużyną, ale nie miał okazji wystąpić w jakimkolwiek meczu. – To dziwny stan – niby jestem, a jednak mnie nie ma. Trener Czerczesow zna jednak moją historię, więc spokojnie do tego podchodzę. Jestem pewny, że w sobotę moja sytuacja się zmieni i dostanę zgodę na bycie pełnoprawnym piłkarzem. Ciągnie mnie do meczu – mówił wówczas dla Sport.pl.
Niechcianego piłkarza ostatecznie postanowiono wypożyczyć. Z okazji chętnie skorzystała Arka Gdynia, która wypożyczyła swojego byłego zawodnika. Ten przyczynił się do genialnej formy swojego zespołu i imponował na boiskach I Ligi 6 asyst i 2 bramki w 14 meczach mówiły swoje.










