Częstochowianie dostali gwiazdkę z nieba w postaci czerwonej kartki w 6. minucie dla najlepszego snajpera Sportingu. Czy coś to dało? Częściowo tak, gdyż Raków Częstochowa wydarł remis, a mogło być zwycięstwo. Dzięki temu drużyna Dawida Szwargi zdobyła upragnionego gola oraz punkt. Zapraszamy zatem na oceny pomeczowe, wystawiane jak zawsze w skali szkolnej (1-6).
Bramkarz i obrońcy
Vladan Kovacević: 3-
Nie za dobrze zachował się przy golu na 1:0. Zrobił krok do przodu, potem do tyłu, a koniec końców wyciągał piłkę z siatki. Oprócz tego wybronił parę strzałów, przy czym jeden sam sprokurował swoim zbyt wysokim wyjściem po piłkę.
Milan Rundić: 2+
Przegrał kluczowy pojedynek główkowy we własnym polu karnym z Sebastianem Coatesem, dzięki czemu Sporting mimo gry w osłabieniu prowadził. Miał swoją szansę w 33. minucie, ale posłał piłkę nad bramką. Gdy Sporting przyspieszał albo zagrywał piłkę za plecy, Serb zwyczajnie się gubił. Często próbował dalszych zagrań i robił to skutecznie.
Bogdan Racovitan: 3-
Rumun zagrał solidnie, ustrzegł się błędów, pewny w rozegraniu, ale przeciwnik po czerwonej kartce przestał naciskać przy rozegraniu od bramki. Czy coś z jego licznych podań wynikało? Niezbyt, głównie koncentrowały się one na podaniu do najbliższego gracza.
Zoran Arsenić: za krótko, by ocenić
Wszedł od początku, ale opuścił boisko z powodu kontuzji po brzydkim faulu Gyokeresa. Choć na boisku nie spędził nawet dziesięciu minut, to trzeba powiedzieć, że to po faulu na nim Szwed otrzymał asa kier i musiał on opuścić boisko. Szkoda, bo Raków w obronie bez niego to nie ta sama drużyna i to było widać.
Jean Carlos (wszedł z ławki w 14. minucie): 2+
Już od początku czuliśmy, że to nie będzie dobra zmiana. Najpierw rozgrzewał się przez blisko 10 minut, gdy Zoran Arsenić zszedł z boiska, a Raków grał w dziesiątkę. A na boisku nie wniósł niczego ciekawego. Miał piłkę na wyrównanie, ale ją zmarnował. Chwilę potem zarobił żółtą kartkę.
Pomoc i wahadłowi
Srđan Plavšić: 4
Najlepszy gracz na boisku. Co prawda pierwsze 30 minut Serba było do zapomnienia, tak jak u całej drużyny. Lecz od tego momentu zaczął robić wiatr na lewej flance i przestał dopiero, gdy skończył się mecz. W ciągu minuty posłał dwie świetne centry, ale ani Yeboah, ani Rundić nie wykorzystali jego podań. To były jedyne szanse, jakie wykreował sobie Raków Częstochowa w pierwszej połowie. Za to w drugiej części spotkania miał olbrzymi udział przy golu. To jego cudowne podanie w uliczkę zapoczątkowało akcję bramkową. Jeśli ktoś stwarzał w drużynie Rakowa zagrożenie, to był to lewy wahadłowy.











