Polonia Warszawa. Klub założony w 1911 roku. Przez ponad sto lat przeszedł bardzo wiele. Przeżywał miłe chwile, dwukrotnie zostając mistrzem Polski, przeżywał też trudne, kiedy tułał się po niższych klasach rozgrywkowych. Jednak dziś wszystko wskazuje na to, że lada chwila będziemy mu śpiewać marsz żałobny.
Był już w Polonii Józef Wojciechowski, którego posądzano o dywersje, chroniczny zanik mózgu, czy z którego robiono celebrytę. Jego działalność w klubie z ulicy Konwiktorskiej była jednak pozytywna. JW wnosił tony szaleństwa do nieco stetryczałej ligi. Wyglądał jak dziecko, któremu rodzice właśnie kupili klub piłkarski na urodziny. Jednak to dziecko było niegroźne. Szalone, ale nie niebezpieczne. Obecnie sytuacja ma się zupełnie inaczej.

Ireneusz Król jest znacznie mniej szalony, ale zdecydowanie bardziej niebezpieczny. A może jest i szalony, i niebezpieczny? Kogo to obchodzi, bo już na pewno nie kibiców Polonii, którzy z przyjemnością wyobrażają sobie, jak możny biznesmen podobnie jak ŁKS Łódź… pije herbatę z wody po pierogach (taki napis widnieje na jednym z murów w Łodzi). Jedyne, co Król w tej chwili wnosi do ligi, to pożałowania godna obłuda, na którą nikt nie daje się już nabrać. Nawet Piotr Stokowiec zmienił front i już nie karze swoich podopiecznych, jeśli ci w mediach głośno mówią o zaległościach finansowych.
Śledź Oddech Futbolu na Facebooku
Sprawy finansowe są głównym tematem rozmów o Polonii Warszawa. Oczywiście piłkarze zarabiają dobrze i zazwyczaj brak jednej czy dwóch wypłat nie stanowi większego problemu, ale jeśli weźmiemy takiego Adama Pazio, który nie ma zbyt wysokiego kontraktu, to rodzi się pewien problem. Zresztą, człowiek planuje wydatki wedle swoich zarobów i nieważne, ile zarabia, umowa jest umową. Prawdą jest, że Król tych umów nie podpisywał, ale wiedział, w co się pakuje, kiedy przejmował klub razem z jego zobowiązaniami.
Jedyne, co Ireneusz Król ma pozytywnego, to jego nowa ksywka. Od niedawna w gronie dziennikarzy jest on nazywany panem „robię przelew”. Wszystko się zaczęło od informacji, jakie biznesmen podawał na temat przelewu, który właśnie wykonał na konta piłkarzy. Początkowo mieli oni zobaczyć pieniądze następnego dnia, potem mieli poczekać, bo przelew był robiony w Wiedniu, następnie była mowa o przelewie dla jednego zawodnika. Kto wie, może Król wciąż robi ten przelew. W końcu niektórzy starsi dżentelmeni do dziś mają problem z wejściem na swoje konto bankowe przez Internet, a co dopiero z dokonaniem jakiejś transakcji.











