Nadzieje były olbrzymie – reprezentacja od lat nie wyglądała tak dobrze, w końcu wyklarował się pewien trzon zespołu, atmosfera dopisywała. Potrzebny był ostatni czynnik – szczęście. To dzisiaj jednak nie było potrzebne. W meczu Polska – Irlandia Północna nasi kadrowicze byli lepsi o przynajmniej dwie klasy i zwycięstwo nam się zwyczajnie należało. Szczęście zostawmy na kolejne spotkanie.Nerwowe oczekiwanie dobiegło końca. Na kilka godzin przed meczem wszyscy mieli tylko jedno życzenie: oby batalia w końcu się rozpoczęła, oby było już po wszystkim, oby nasi reprezentanci w końcu sprostali jednocześnie prostemu i piekielnie trudnemu wyzwaniu – zdobyciu trzech punktów w meczu otwarcia. Nie udało się na Euro 2008, nie wyszło również cztery lata temu podczas turnieju organizowanemu na naszych boiskach. Do trzech razy sztuka!
Kapustka – kto to w ogóle jest?
Podobne pytanie mogą sobie zadawać nie tylko fani naszych dzisiejszych rywali, ale zapewne również kibice drużyn całej Europy, jak ta długa i szeroka. Skrzydłowy Cracovii prawdopodobnie nie wybiegłby w ogóle na plac gry, gdyby w pełni zdrów był Kamil Grosicki. Przekorny los sprawił, że „Grosika” trzeba było oszczędzić, dzięki czemu francuską murawą mógł pooddychać właśnie 19-latek.
Piąty najmłodszy gracz Euro 2016 był dzisiaj naszym najlepszym zawodnikiem. Dryblował, kręcił, umiejętnie się ustawiał, miał niespożyte siły. Więcej o jego występie przeczytacie w tekście Krzysztofa Pulaka. Reszta drużyny? Nikt nie zszedł poniżej tego poziomu, którego oczekiwaliśmy po kadrze grającej na mistrzostwach Europy.
http://igol.pl/mistrzostwa-europy/bartosz-kapustka-ze-zmiennika-w-gwiazde-kadry/
Irlandczycy z Północy od początku pokazali, na czym będzie im zależało w tym spotkaniu. Wąskie ustawienie, dwie formacje połączone w jedną obronę – wszystko rozmieszczone w taki sposób, aby zmuszać naszych pomocników i bocznych obrońców do dośrodkowań. Te długo nam nie wychodziły, ale koniec końców właśnie po jednej z akcji z boku boiska Arek Milik dał nam tak długo wyczekiwaną bramkę. Reakcja naszych rywali? Żadna, grali dokładnie tak samo, jak wcześniej.
Otworzyli grę na dziesięć minut przed końcem i dopiero wtedy można było zobaczyć to, co tak długo starał się wypracować Adam Nawałka u swoich podopiecznych – konsekwencję. Jak to bywało dawnymi czasy? Nasi piłkarze potrafili się spalić psychicznie i stracić w głupi sposób wszystko, co osiągnęli przez 90 minut. Dzisiaj Kyle Lafferty i spółka mieli jedną sytuację – która w ostateczności nawet nie zakończyła się strzałem, a piłkę zgarnął bezrobotny Wojciech Szczęsny.
Minusy tego spotkania? Powinniśmy strzelić o wiele więcej. Brakowało dostawienia nogi, czasem przeszkadzało pięciu zawodników w zielonych koszulkach, którzy kładli się na murawie przed piłką, byleby tylko nie dopuścić do straty bramki. Plan „zero z tyłu” nie wyszedł naszym rywalom, za to nam udało się dokonać tej sztuki pierwszy raz od 1986 roku – to właśnie wtedy na mistrzostwach świata zaliczyliśmy ostatni mecz (z Portugalią) bez straty bramki na turniejach międzynarodowych. Minęło 30 lat.











