W piłkarskich karierach braci Milito to Gabriel przeważnie był na szczycie, zaś Diego znajdował się w jego cieniu. Ostatnio jednak role wyraźnie się odwróciły.
Diego błyskawicznie zaaklimatyzował się w Interze Mediolan, będąc w tej chwili jedną z największych gwiazd Nerrazzurich. Gabriel z kolei dopiero niedawno wznowił treningi z piłką, a przecież kontuzji doznał w maju 2008 r.
Przeklęte kolano
Kwiecień 2008. FC Barcelona desperacko walczy z Manchester United o finał Ligi Mistrzów. Górą są jednak Czerwone Diabły, które po bezbramkowym remisie na Camp Nou u siebie wygrywają 1:0. Milito nigdy nie będzie miło wspominał tego pojedynku, nie tylko ze względu na jego rezultat. Wszak to wtedy doznał kontuzji kolana, która z początku wydawała się niezbyt groźna. Takie bowiem były pierwsze rokowania lekarzy, lecz po dokładniejszych badaniach medycy z Barcelony mogli ogłosić: — Gabriel doznał zerwania więzadeł w kolanie i czeka go operacja. Nie wiadomo jeszcze ile dokładnie czasu będzie pauzował, ale naszym zdaniem przerwa w grze wyniesie około sześciu miesięcy.
Milito zatem udał się do Argentyny, by w ojczyźnie, z dala od medialnego zgiełku, w spokoju się leczyć. Niestety dla piłkarza, rehabilitacja zaczęła się przedłużać i już we wrześniu lekarze orzekli, że nie ma najmniejszych szans na to, by argentyński obrońca wrócił do gry w okresie Świąt Bożego Narodzenia. W związku z tym piłkarz został zmuszony do powrotu do Katalonii, bowiem pojawiły się głosy, że przedłużająca się rehabilitacja to wina tamtejszych lekarzy. Kolejny szok Milito czekał już w Barcelonie, tam bowiem stwierdzono, że powrót do gry na przełomie grudnia i stycznia nie jest wcale nierealny.
— Gabriel nadal jest kontuzjowany — stwierdził lekarz Barcy, Homero Agostini. — Jesteśmy dopiero w połowie drogi do jego wyleczenia, więc na razie nie ma co zastanawiać się nad tym, kiedy zawodnik wróci do gry. Niemniej jeżeli konsekwentnie będą stosowane założenia rehabilitacji, może uda się mu szybciej wyzdrowieć. Nie można jednak podejmować żadnych gwałtownych i niepotrzebnych kroków.
Sam zainteresowany jednak jakby nie do końca zrozumiał ostatnie słowa Agostiniego, bo w grudniu wyznał, że jego celem na 2009 rok jest powrót na boisko, ale… już w lutym, co przy skomplikowanej rehabilitacji i różnych diagnozach lekarzy było wręcz nierealnym. O dziwo jednak Milito dopiął swego. Tak jak zakładał, pojawił się na treningu Blaugrany w lutym, ale znów kolano odmówiło posłuszeństwa. Tym razem lekarze wyciągnęli wnioski i nie robili już wychowankowi Independiente de Avellaneda nadziei. Opracowali we współpracy ze służbami medycznymi Dumy Katalonii i Piłkarskiej Federacji Argentyńskiej dwufazowy system rehabilitacji. Pierwszy etap Milito miał przejść w ojczyźnie, drugi w Barcelonie, zaś lekarze argentyńscy i hiszpańscy na bieżąco mieli się wymieniać spostrzeżeniami.
— To najgorszy okres w mojej karierze — przyznawał z żalem Gabriel, ale ciężko pracował, by wreszcie wrócić do zdrowia. I w końcu udało się! We wtorek Milito oficjalnie wrócił do treningów. Trochę pobiegał z kolegami, pokopał trochę też piłkę. Oczywiście intensywności zajęć Argentyńczyka nie ma co porównywać z treningami reszty zespołu, ale ważne jest, że nie skończyło się jak w lutym. Powrót do pierwszego składu Barcy dla 32-krotnego reprezentanta Albicelestes na pewno nie będzie zadaniem łatwym, zwłaszcza że w tej chwili w rankingu środkowych obrońców Pepa Gaurdioli zajmuje piąte miejsce (za Carlesem Puyolem, Gerardem Pique, Rafaelem Marquezem i Dymitro Czyngryńskim). Tyle że droga do pełnej sprawności też nie była dla Milito usłana różami, więc i w przypadku walki o miejsce w wyjściowej jedenastce waleczny Argentyńczyk też się pewnie nie podda.










