Przed wtorkowym rewanżem pomiędzy Chelsea i Benficą przedstawiciele obu klubów wypowiadali się podczas konferencji prasowej.
Korespondencja ze Stamford Bridge
Dzięki minimalnej przewadze z pierwszego meczu Chelsea jest już jedną nogą w półfinale Ligi Mistrzów. W domowych spotkaniach w europejskich pucharach rzadko zawodzi. Nie przeszkadza to Benfice wierzyć, że losy dwumeczu można jeszcze odwrócić.

Roberto Di Matteo bardzo ostrożnie ważył słowa. – Jesteśmy pewni, że nie będzie łatwo – powiedział włoski szkoleniowiec. – Musimy podejść do meczu jak do spotkania z Napoli. To jest niebezpieczna sytuacja, ponieważ do przerwy prowadzimy jedynie 1:0, a w futbolu 1:0 to nic. Tak naprawdę to jeszcze nic nie osiągnęliśmy, a Benfica to świetny zespół. Pokazała to na Estadio da Luz i podczas poprzednich spotkań w tegorocznej LM. Ma wyjątkowych piłkarzy, jak np. Bruno Cesar, Gaitan czy Aimar, i wiemy, że może nam zagrozić. Będzie oczywiście chciała wygrać. Zaatakuje, zagra ofensywnie i będzie chciała coś strzelić, ale nie oczekuję, aby desperacko rzuciła się do szarży.
Włoch odniósł się także do potencjalnego wygrania Ligi Mistrzów, potwierdzającego pozycję Chelsea w Europie. – Ostatnia dekada pokazała, że Chelsea jest już krajową i europejską potęgą, która zawsze walczy o trofea – podkreślił Di Matteo. – Może i nie wygraliśmy jeszcze najważniejszego trofea w Europie, ale to niczego pozycji Chelsea nie ujmuje. Jeżeli chodzi o ten sezon, to jeszcze nie zakwalifikowaliśmy się do półfinału, więc nie ma co spekulować.
W pierwszym spotkaniu na ławce znaleźli się m.in. Lampard i Drogba. Wielu ekspertów nazywało te decyzje co najmniej odważnymi, ale tymczasowo szkoleniowiec Chelsea się z tym nie zgadza. – To nie była odważna selekcja, ale właściwa, zważywszy na dostępnych piłkarzy, technikę oraz rywala – podkreślił.
Jeżeli Chelsea uda się awansować do półfinału, drużynę z Londynu czeka maraton 11 meczów w 40 dni. Di Matteo uśmiechnął się, myśląc o takiej ewentualności. – Wiele klubów chciałoby grać tyle meczów i być w tylu rozgrywkach – ze spokojem zaznaczył. – To wymagająca perspektywa, ale cieszymy się, bo możemy jeszcze coś wygrać w tym sezonie. Mamy świetnych piłkarzy i to nam teraz pomoże.
Pomimo kurtuazji Di Matteo przyznał, że zamierza obejrzeć mecz Barcelony z Milanem w telewizji, tak jak zrobił to przy okazji pierwszego spotkania. Wyciągnął jakieś wnioski? – Oglądałem dla przyjemności, nie żeby cokolwiek analizować – zaśmiał się szkoleniowiec.
Mecz z pewnością będzie miał dodatkowe znaczenie dla Ramiresa, który trafił do Londynu właśnie z Benfiki. – – przyznał piłkarz, zaznaczając, że to trochę dziwne uczucie. – .










