Premiership: Zwycięstwo Boltonu


Jedenasta kolejka rozgrywek Premiership podzielona została na trzy dni. Jedynym niedzielnym meczem były derby hrabstwa metropolitarnego Manchesteru. Na Reebok Stadium podopieczni Gary’ego Megsona podejmowali ekipę Marka Hughesa.


Udostępnij na Udostępnij na

Bolton musi…

Przed spotkaniem Boltonu z Manchesterem City można było mieć obawy o to, czy drużyny zdołają zapewnić odpowiednie emocje kibicom zgromadzonym na stadionie. Bardzo słabo ostatnio spisywali się przede wszystkim gospodarze niedzielnego spotkania, którzy nie tylko nie wygrali, ale także nie zdobyli od trzech spotkań bramki. Dodatkowo w meczu nie mógł zagrać szwedzki internacjonał, Johan Elmander, co mocno osłabiło siłę ofensywną The Trotters. Nieszczęść Boltonu nie było końca, wszak po sobotnim zwycięstwie Tottenhamu nad Liverpoolem zespół Megsona spadł na ostatnie miejsce w tabeli. Jeśli więc popularne Kłusaki marzyły o poprawieniu swojej sytuacji, spotkanie z City musiały bezwzględnie wygrać. Polscy kibice mogli mieć nadzieję, że w takich okolicznościach w pierwszej jedenastce zespołu z Reebok Stadium wybiegnie Euzebiusz Smolarek. Niestety po raz kolejny okazało się, że Ebi nie jest faworytem Gary’ego Megsona i niedzielne spotkanie znów rozpoczął na ławce rezerwowych.

…City chce

Przed spotkaniem z Boltonem Mark Hughes mówił przede wszystkim o przerwaniu fatalnej serii meczów wyjazdowych. W obecnym sezonie City prezentują się o wiele lepiej w roli gospodarzy niż gości; co więcej, od trzech spotkań nie zdobyli na obcych stadionach żadnego punktu. Tak więc Hughes nie mógł sobie więc wymarzyć lepszej okazji na poprawę tych statystyk niż spotkanie z ostatnim zespołem w tabeli.

O pierwszej połowie meczu ciężko napisać coś pozytywnego. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a sytuacje podbramkowe można było policzyć na palcach jednej ręki. Oba zespoły raziły wręcz niedokładnością w rozgrywaniu piłki, a z boiska wiało nudą. Jedyne okazje do zdobycia bramki mieli goście, którzy dwukrotnie po akcjach Irelanda i Elana mogli objąć prowadzenie. Świetnie jednak w bramce gospodarzy spisywał się Jussi Jaaskalainen.

Show Gardnera

W drugiej połowie spotkanie było o wiele ciekawsze, przede wszystkim za sprawą gospodarzy. Podopieczni Megsona postawili wszystko na jedną kartę i bez kompleksów atakowali drużynę Manchesteru City. Zanim jednak Kłusaki rozpoczęły swój koncert, doskonałe okazje do zdobycia gola mięli Brazylijczycy Elano (48. minuta) i Robinho (57. minuta). Oba strzały obronił w doskonałym stylu Jaaskalainen. Później inicjatywę w meczu przejęli gospodarze i nie oddali jej aż do końca spotkania. Fantastyczne sytuacje do zdobycia bramki mięli Nolan, Davis i Taylor, jednak dopiero wprowadzony pod koniec pierwszej połowy Ricardo Gardner strzałem z dwóch metrów zdobył prowadzenie dla gospodarzy. Dużą winę za utratę tego gola ponosi Robinho, gdyż od jego straty w środku pola rozpoczęła się bramkowa akcja Boltonu. Determinacja piłkarzy z Reebok Stadium była tak olbrzymia, że nie poprzestali na jednej bramce i w końcówce meczu zepchnęli gości do rozpaczliwej obrony. Taka postawa przyniosła efekt w postaci samobójczego trafienia Richarda Dunne’a na dwie minuty przed końcem spotkania. Bohaterem znów był Gardner, który tak dośrodkował piłkę z lewej strony boiska, że desperacko interweniujący Dunne wpakował ją do własnej bramki. Dla Dunna’a jest to drugi samobójczy gol w sezonie. Wcześniej pokonał własnego bramkarza w meczu z Newcastle.

Jak widać, pieniądze arabskich szejków nie przynoszą na razie punktów podopiecznym Hughesa. Piłkarze Manchesteru City po raz czwarty z rzędu musieli przełknąć gorycz porażki w meczu wyjazdowym. Natomiast Bolton wykonał swój plan w stu procentach i dzięki trzem punktom odbił się od dna tabeli. Szkoda, że po raz kolejny bez udziału Euzebiusza Smolarka.

Najnowsze