Premiership: Świetne widowisko na Stamford


Boeing Day rozpoczęło fantastyczne spotkanie pomiędzy Chelsea i Aston Villą. W tym meczu zobaczyliśmy aż 8 bramek, z czego ta najważniejsza padła już w doliczonym czasie gry. Do tego sędzia pokazał 3 czerwone kartki. W reszcie spotkań faworyci na ogół wygrywali.


Udostępnij na Udostępnij na

„The Blues” przed spotkaniem nie mieli powodów do obaw o wynik. Jednak już po 14. minutach było 1:0 dla gości po tym, jak do siatki trafił Shaun Maloney. Prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w końcówce pierwszej części spotkania. Najpierw swoją drugą bramkę zdobył Maloney i całe Stamford Bridge zamilkło. Jednak jeszcze przed przerwą Zat Knight sfaulował w polu karnym Michaela Ballacka, który w 26. minucie zastąpił kontuzjowanego Franka Lamparda. Sędzia podyktował rzut karny, a Anglikowi pokazał czerwony kartonik. Już pięć minut po wznowieniu gry gospodarze wykorzystali grę w przewadze i Andriy Shevchenko zdobył kontaktowego gola. Wydawać by się mogło, że piłkarze Avrama Granta będą od tej chwili kontrolować wydarzenia na boisku, tym bardziej, że do siatki trafił również Alex i Chelsea prowadziła 3:2. Tym prowadzeniem „The Blues” nacieszyli się jednak tylko sześć minut, bowiem po rzucie rożnym do wyrównania doprowadził tym razem Martin Laursen. Jakby tego było mało, w 80. minucie z boiska wyleciał Ricardo Carvalho po faulu na Agbonlahorze. W końcu, na trzy minuty przed końcem piękną bramkę z rzutu wolnego zdobył Ballack. Nikt już nie myślał o tym, że w tym spotkaniu może się coś zmienić. A jednak, w 90. minucie ręką w polu karnym zagrał Ashley Cole, za co wyleciał z boiska. Do piłki podszedł Gareth Barry i ustalił wynik spotkania na 4:4. Prawdziwie kapitalne widowisko.

Gerrard ratuje Liverpool

W pozostałych spotkaniach zespoły z górnej połowy tabeli wygrały swoje spotkania, choć Liverpool do ostatnich sekund męczył się z najgorszą drużyną ligi – Derby. „The Reds” prowadzili wprawdzie od 12. minuty za sprawą świetnego Fernando Torresa, gospodarzom udało się jednak wyrównać w drugiej połowie spotkania za sprawą byłego zawodnika… Evertonu, Jamesa McEveleya. Ten sam piłkarz popełnił jednak błąd w końcówce spotkania, kiedy „podarował” piłkę Stevenowi Gerrardowi, a kapitan „The Reds” rzutem na taśmę uratował trzy punkty swojej drużynie.

Sentymentalne spotkanie Roya Keane’a z Manchesterem United, czyli klubem, w którym spędził prawie całą swoją karierę, zakończyło się wysoką porażką. „Czerwone Diabły” bez problemów strzeliły cztery gole, a w tym już 12. raz do siatki trafił Cristiano Ronaldo. Ponownie pełne 90. minut w bramce Man Utd stał Tomasz Kuszczak.

Tottenham miażdży

Wysoka forma piłkarzy Juande Ramosa chyba powoli staje się normą. „Koguty” zdemolowały wręcz inną drużynę z Londynu – Fulham i już definitywnie oddali się od strefy spadkowej.
Gospodarze mieli miażdżącą przewagę od początku do końca spotkania. Łupem bramkowym podzielili się Robbie Keane z Tomem Huddlestonem, a wynik w doliczonym czasie gry ustalił Jermaine Defoe.

Everton po porażce w miniony weekend na Old Trafford tym razem przeciwnika miał sporo łatwiejszego, bowiem walczący o utrzymanie Bolton Wanderers. Mecz był jednak bardzo zacięty, szczególnie w pierwszej połowie, a „The Toffees” mieli bardzo dużo szczęścia w tym zwycięstwie. Najpierw po zagraniu Phile’a Nevilla z piłką minął się Jaaskalainen i futbolówka wpadła do siatki, a potem Leon Lescott wybił piłkę z linii bramkowej. Gości dobił Tim Cahill, który wykorzystał podanie właśnie Lescotta. Gospodarze nadal utrzymali swoją szóstą lokatę w tabeli tracąc do Manchesteru City jeden punkt, ale „Citizens” jutro u siebie podejmą Blackburn.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze