Powrót Premier League bez sensacji. Klasyk na Etihad Stadium rozczarował, choć przebiegł zgodnie z przewidywaniami. Manchester City potwierdził status jednego z najlepszych zespołów angielskiej ekstraklasy, pewnie pokonując Arsenal. „The Gunners” przed znacznie wyższą porażką uratował Bernd Leno, co tylko potwierdza różnicę klas obu zespołów. Co jeszcze wiemy po spotkaniu na Etihad Stadium?
Wznowienie rozgrywek w końcu stało się faktem. Premier League powróciła, lecz różnic w porównaniu do poprzednich 29 kolejek bieżącego sezonu nie brakowało. Puste stadiony, liczne restrykcje. Mimo znacznie odmiennych warunków rywalizacja po przerwie spowodowanej pandemią znów zagościła na murawach. W zaległym meczu Manchester City pewnie pokonał Arsenal, a samo spotkanie udzieliło odpowiedzi na kilka kwestii. Co wiemy po starciu na Etihad Stadium?
1) Kyle Walker naładował baterie
Od początku spotkania defensor Manchesteru City starał się brać udział praktycznie w każdej akcji. Solidnie prezentował się w destrukcji, tworząc także zagrożenie pod bramką Bernda Leno. Szarża zawodnika prawą stroną w pierwszej połowie prawie zakończyła się bramką. Prawie, gdyż zabrakło partnera, który skorzystałby z podania Anglika w pole karne. Po dyspozycji gracza gołym okiem było widać, że chciał odpowiedzieć na krytykę mediów i kibiców spowodowaną irracjonalnym zachowaniem w trakcie przerwy od futbolu. W trakcie rozbratu z piłką Kyle Walker myślenie o powrocie do rywalizacji dzielił z szukaniem towarzystwa.
Wbrew temu, czego można było oczekiwać, cała afera wywarła jednak pozytywny wpływ na defensora Manchesteru City. Powrót Premier League zbiegł się z powrotem Kyle’a Walkera do naprawdę wysokiej formy. Jeśli Anglik utrzyma dyspozycję na tym poziomie, może jeszcze znacznie pomóc „The Citizens” w walce o trofea. Zespół Pepa Guardioli nadal ma przecież o co grać.
2) Aymeric Laporte gwarancją silnej defensywy
Problemy zdrowotne Francuza dobiegły już końca, co pozytywnie podziałało dzisiaj na blok obronny zespołu z Etihad Stadium. Oprócz wypełniania obowiązków w destrukcji Aymeric Laporte dbał także o ustawienie partnerów z defensywy i inicjował akcje ofensywne prostopadłymi podaniami. W grze zawodnika nadal było co prawda widać skutki dłuższej przerwy spowodowanej kontuzją, lecz z byłym zawodnikiem Athleticu Bilbao w składzie obrona „The Citizens” spisuje się znacznie lepiej. Kto wie, może gdyby nie uraz kolana francuskiego defensora, zespół z Etihad Stadium nadal liczyłby się w walce o mistrzowski tytuł. Długa absencja Aymerica Laporte potwierdziła jednak tylko, jak ważnym obecnie jest zawodnikiem w układance Pepa Guardioli.











