Po kilku kolejkach Primera Division wydawało się, że sytuacja z poprzedniego sezonu, kiedy to Barcelona i Real od samego początku i do samego końca zdominowali rozgrywki, już się nie powtórzy. Na czele tabeli widzieliśmy kolejno Atletico, Valencię i Villarreal, ale ich przodownictwo trwało krótko. Od kilkunastu dni „Barca” oraz „Los Blancos” udowadniają nam, że poważnymi kandydatami do zdobycia mistrzostwa są oni i tylko oni. Nie inaczej było w 10. kolejce La Liga.
Real lepszy również w derbach
Po nie najlepszym występie w Mediolanie, w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów, gdzie „Los Merengues” pogrążył dwoma golami Filippo Inzaghi, Real miał szansę na rehabilitację w meczu derbowym z Atletico. Stwierdzenie, że wszystko, co decydujące, miało miejsce w pierwszych 45 minutach tego spotkania, jest najbardziej adekwatne do jego podsumowania. Co prawda w początkach drugiej odsłony swoje szanse miało Atletico, a w samej końcówce meczu Real, jednak nie miało to wpływu na końcowy wynik, ustalony już w 23. minucie.

Bramki dla Realu zdobywali Carvalho (trafienie Portugalczyka było zresztą wisienką na torcie, doświadczony stoper zaliczył bowiem kapitalne zawody) oraz Oezil, bez którego naprawdę trudno wyobrazić sobie obecnie podstawową jedenastkę Realu. Na ogromne brawa za mecz derbowy zasłużyli również Casillas (dwie, trzy interwencje zapobiegające niemal pewnej utracie gola), który zaprezentował się o niebo lepiej niż w wyżej wspomnianym spotkaniu z Milanem (wtedy wielce zawinił przy obydwu bramkach, choć druga padła z pozycji spalonej), a także rozgrywający bodaj najlepszy mecz w barwach „Los Blancos” Sami Khedira, któremu zresztą pochwał na pomeczowej konferencji prasowej nie szczędził sam Mourinho.
Co wynika jednak z kolejnego zwycięstwa Realu? Ano to, że chociaż w innych rozgrywkach (Lidze Mistrzów, Pucharze Króla) podopieczni „The Special One” mogą jeszcze momentami stracić głupio punkty, to w lidze potrafią odnieść niemal bezproblemowe zwycięstwo nawet z tak mocnym zespołem jak Atletico. Aby być pewnym tej tezy, należy jednak poczekać na kolejne mecze Realu z trudniejszymi przeciwnikami.
„Barca” goni
Zwycięstwo z Getafe przyszło Barcelonie bez najmniejszych problemów. Czy „Blaugrana” w jedenastu, czy w dziesięciu (czerwona kartka dla Gerarda Pique za grę w siatkówkę we własnym polu karnym, tym bardziej głupia, że zarobiona przy prowadzeniu „Barcy” 3:0), obrona Getafe była niemiłosiernie rozrywana przez składne akcje „Dumy Katalonii”. Zwycięstwo mogłoby nawet bardziej okazałe, gdyby lepiej wyregulowane celowniki mieli Messi i Villa. „La Pulgę” ratuje jednak gol i dwie asysty, „El Guaje” zaś bramka i jedno podanie decydujące.










