Remis, wygrana i porażka. Piłkarze z Madrytu zaliczyli falstart. O ile ich celem był tytuł mistrza Hiszpanii, o tyle w kiepskim stylu rozpoczęli bieżącą kampanię ligową. Co ciekawe, jest to najgorszy start Atletico w historii pod skrzydłami Diego Simeone. Tak źle nie było jeszcze nigdy, ale wciąż jest czas na rehabilitację i powrót na właściwe tory. Czy to się uda? Co prawda dowiemy się wkrótce, ale spekulować można już dzisiaj.
Po odejściu Cristiano Ronaldo do Juventusu walka o prym w Madrycie mogła stać się bardziej wyrównana. To Real miał być tą słabszą ekipą, a nie Atletico. Jednak jak widzimy, jest inaczej. Dominacja w stolicy to niemały prestiż, więc nie dziwi fakt, jak ważnym spotkaniem na Półwyspie Iberyjskim jest mecz „Rojiblancos” z „Królewskimi”. Na co dzień spotykają się na boiskach hiszpańskiej La Liga, są też i spotkania, w których stają naprzeciw siebie w Lidze Mistrzów. Grali ze sobą w krajowym Pucharze oraz Superpucharze, a co więcej, w ostatniej edycji Supercopa de España stroną dominującą było Atletico. Nic nie wskazywało na to, że będzie tak źle.
Od początku sezonu nie było dobrze
„Los Indios” zainaugurowali sezon ligowy remisem. Może i w rywalizacji z Valencią byli lepsi, ale swojej przewagi nie byli w stanie udowodnić liczbą strzelonych bramek. Konfrontacja z Rayo, będącym beniaminkiem, także nie dostarczyła nam zbyt wielu emocji. Wówczas to „Los Vallecanos” oddali więcej strzałów, mieli przewagę w posiadaniu futbolówki, wymienili więcej podań, aczkolwiek geniuszem błysnął Antoine Griezmann i gospodarze wymęczyli trzy punkty. Zawody z Celtą były już zgoła inne. Najpierw Gomez, następnie Aspas, a słaby występ madrytczyków zwieńczyła czerwień dla Savicia. Reasumując, cztery punkty w trzech meczach na Wanda Metropolitano nie zadowalają dosłownie nikogo. Po części tak słabej sytuacji w tabeli mogliśmy się spodziewać po Realu, niemniej koszmarna passa spotkała „Rojiblancos”.
Zawodzi ten, w którego każdy wierzył
Na tegorocznym mundialu w Rosji jako jeden z nielicznych imponował wśród swoich kolegów z narodowej kadry. Był groźny, a co ważniejsze, piekielnie skuteczny. Świetnie pokazał się przede wszystkim w meczu z Portugalią, gdy zdobył dwie bramki. Diego Costa, bo o nim mowa, to bezapelacyjnie jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy zawodnik reprezentacji Hiszpanii, który grał w Rosji na światowym czempionacie. Równie dobrze Costa przepracował okres przygotowawczy, a swoją wysoką dyspozycję udowodnił w finale Superpucharu przeciw Realowi, gdy zdobył dwie bramki i przyczynił się do końcowego triumfu Atletico.











