W meczu Portugalia – Polska niewielu liczyło na sensację. Tymczasem przez blisko godzinę to my byliśmy lepsi od Portugalczyków. Wystarczyła jednak jedna strata po rożnym, jedna kontra Portugalczyków i całe nasze wysiłki poszły psu w ogon. Bo to, co się działo w ostatnich 30 minutach, zakrawa na bluźnierstwo. Panowie, to był dramat, blamaż i kompromitacja. Z całej pozytywnej otoczki zostały strzępki, bo strata pięciu goli w pół godziny zamazała obraz spotkania.
W pierwszej godzinie meczu trzeba oddać Polakom, że naprawdę widać było ręce i nogi w ich grze. Mało tego, to my jako pierwsi zagroziliśmy bramce przeciwnika. Widać było, że chcieliśmy zaskakiwać Selecao prostopadłymi zagraniami na Nikolę Zalewskiego oraz Mateusza Bogusza. My chcieliśmy grać w piłkę, czyli to, o co apelował Michał Probierz.
I graliśmy. Postraszył strzałem z dystansu wahadłowy Romy, Krzysztof Piątek też był bliski szczęścia po woleju z 20 kilku metrów. Portugalczycy byli nawet blisko samobója. Polacy, sami nie wierzymy w to, co piszemy, zdominowali Portugalczyków.
To była Portugalia? Raczej jakaś popierdółka
A podopieczni Roberto Martineza w niczym nie przypominali siebie z ostatniego występu na Narodowym. Wolni, nudni, przewidywalni. Pierwszą ciekawszą akcję skonstruowali w 14. minucie, gdy bliski skutecznego wykończenia wrzutki był Bruno Fernandes. Jednak poza wspomnianą sytuacją gospodarzy nie było niczego. Wyjątkowo pasywni, pozwalali Polakom na swobodne wymienianie podań w środku.
Musieli ratować się desperackimi wybiciami, do których to raczej Polska przyzwyczaiła w swoich meczach. Pod koniec pierwszej połowy po zgraniu głową Leao bardzo bliski szczęścia był Cristiano Ronaldo. Zblokował go Jan Bednarek, który nie pozwalał na za wiele CR7, co tylko go coraz bardziej frustrowało, za co w pierwszej połowie otrzymał jeszcze żółty kartonik.
Bereszyński miał być najsłabszym ogniwem, a był jednym z najlepszych na boisku
Byliśmy ciekawi, jak zaprezentuje się Bartosz Bereszyński. Obrońca Sampdorii nie ma zbyt wysokich notowań w reprezentacji mimo sporych problemów na tej pozycji. A on był jednym z najlepszych. Miał całkiem dogodną sytuację w 12. minucie, gdy ładnie wyskoczył do główki, z którą nie miał jednak kłopotów Diogo Costa.











