Przed meczem pomiędzy Chelsea Londyn a KRC Genk można było się spodziewać, że pomiędzy tymi zespołami wytworzy się spora różnica poziomów. Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że przewaga „The Blues” będzie aż tak miażdżąca.
Ekipa gospodarzy od pierwszych minut starała się stwarzać sobie sytuacje bramkowe. Już w 5. minucie pierwszym groźnym strzałem popisał się młody pomocnik, Oriol Romeu. Chwilę później po strzale Fernando Torresa piłka uderzyła w słupek bramki strzeżonej przez Kotelesa. Mimo początkowych niepowodzeń, podopieczni Andre Villasa-Boasa nie poprzestali w swoich atakach. Na efekty nie trzeba było długo czekać – w 8. minucie Raul Meireles strzałem z dystansu pokonał golkipera drużyny gości. Trzy minuty później na tablicy świetlnej widniał już wynik 2:0, gdy Fernando Torres wykorzystał dobre podanie od Franka Lamparda.

Dwie szybko stracone bramki oszołomiły piłkarzy Genk, którzy nie potrafili zbudować żadnej ładnej akcji. Gospodarze również nieco zwolnili tempo gry. W 19. minucie wydawało się, że kolejną okazję do zdobycia bramki będzie miał Torres, ale tym razem snajper Chelsea był na pozycji spalonej. W 27. minucie Hiszpanowi udało się zdobyć swoją drugą bramkę w tym spotkaniu, kiedy głową uderzył piłkę po dośrodkowaniu Meirelesa. Chwilę później po przeciwnej stronie boiska szczęścia próbował Kevin De Bruyne, ale jego strzał został zablokowany przez obrońców. W 37. minucie swojej szansy szukał Ashley Cole, ale uderzył niecelnie, więc wynik nie uległ zmianie. Tuż przed końcem pierwszej połowy Chelsea zdobyła jednak kolejną bramkę za sprawą Branislava Ivanovicia, który wykorzystał dobre dośrodkowanie Florenta Maloudy z rzutu wolnego. Wynik 4:0 do przerwy robił naprawdę spore wrażenie.
Na początku drugiej połowy drużyna gości prezentowała się zdecydowanie lepiej niż przez pierwsze 45 minut. Z pewnością pomogła w tym zmiana dokonana przez Andre Villasa-Boasa, który w przerwie zdjął z boiska Ashleya Cole’a, a w jego miejsce wprowadził Paulo Ferreirę. Bardzo aktywny był młody pomocnik, Kevin De Bruyne, który latem był bliski transferu do Chelsea właśnie. Mimo wielu prób, defensywa „The Blues” pozostała niepokonana. W 57. minucie indywidualny kontratak wyprowadził Florent Malouda, ale nie potrafił w pojedynkę wykończyć szybkiej akcji. Kilka chwil później Frank Lampard, kapitan londyńczyków w tym spotkaniu, domagał się podyktowania rzutu karnego, ale sędzia nie zdecydował się wskazać na wapno. W 68. minucie Villas-Boas zdecydował się wpuścić na boisko Salomona Kalou. Okazało się, że była to niezwykle trafna decyzja – piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej już cztery minuty później odwdzięczył się bramką na 5:0. Po tym trafieniu gospodarze zaczęli spokojnie rozgrywać piłkę w środkowej strefie boiska. Jedynie momentami zapuszczali się pod bramkę rywali, ale ani strzał z dystansu Maloudy, ani uderzenie głową Kalou nie przynosiły kolejnych goli. Bez większego wysiłku doprowadzili do ostatniego gwizdka wysokie prowadzenie, wygrywając spotkanie trzeciej kolejki fazy grupowej aż 5:0.









