Sezon 2018/2019 to dla kibiców i piłkarzy Lecha droga przez mękę. Parafrazując słynną wypowiedź Radosława Janukiewicza – w klubie z Poznania panuje jedno wielkie zdenerwowanie. Fani „Kolejorza” są załamani faktem, jak bardzo przeciętny stał się ich ukochany klub, i zadają sobie pytanie, kiedy to wszystko się zepsuło. Chcąc jakoś ratować sytuację, zarząd „Dumy Wielkopolski” ogłosił, że aż dziesięciu piłkarzy odejdzie po sezonie z Lecha, a to wcale nie musi być koniec transferów z klubu. Jednakże nie można nie zadać pytania: co dalej?
W tygodniu poznaliśmy nazwiska zawodników, którzy na pewno odejdą z Lecha po zakończeniu obecnego sezonu. 30 czerwca kończą się kontrakty takim piłkarzom, jak: Matus Putnocky, Jasmin Burić, Nikola Vujadinović, Marcin Wasielewski, Maciej Gajos i Łukasz Trałka. Z kolei tacy piłkarze jak Rafał Janicki, Vernon De Marco, Dimitris Goutas są do klubu tylko wypożyczeni. Cała dziewiątka opuści „Kolejorza” wraz z końcem trwających rozgrywek. Listę zawodników do odstrzału uzupełnia Mihai Radut, który dostał wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu.
Wśród zawodników, którzy na pewno odejdą z Lecha, nie ma Piotra Tomasika, Macieja Makuszewskiego czy wypożyczonego Timura Zhamaletdinova, który nie strzelił gola w pierwszym zespole i na razie z boku przygląda się temu, co wyprawia się w klubie. Rosjanin nie dostał nawet prawdziwej szansy, żeby się pokazać, ale skoro nie ma go na liście zarządu, to można domniemywać, że Lech postara się przedłużyć jego wypożyczenie. Bardzo mało prawdopodobne jest to, żeby włodarze wydali na niego 600 tysięcy euro (taka kwota jest zapisana w umowie wykupu).
Jego pozostanie w Poznaniu może wiązać się z tym, że Christian Gytkjaer najprawdopodobniej też opuści klub. Duńczyk poinformował już włodarzy „Dumy Wielkopolski”, że chce spróbować swoich sił w lepszym zespole. Te same pobudki kierują też Robertem Gumnym, który także chce odejść do silniejszej ekipy. Szanse na to, żeby Gumny czy Gytkjaer zostali w Lechu na przyszły sezon, są znikome.
Nieudane wzmocnienia
Trener Dariusz Żuraw był mocno krytykowany przez wielu ekspertów za to, że po meczu z Jagiellonią powiedział, że Lech musi już po prostu jakoś dograć ten sezon. Jednakże kibice „Kolejorza” nie mają mu za złe tych słów. Wręcz przeciwnie – doceniają szczerość szkoleniowca, bo sami myślą podobnie. Prawda jest taka, że Lech szansę na awans do europejskich pucharów ma tylko matematyczne. „Kolejorz” jest rozbity, morale w zespole są niskie, piłkarze, którzy wiedzą, że odejdą, nie będą umierać za klub.
W takiej sytuacji odrobienie pięciu punktów do świetnej Cracovii (a przecież 4. miejsce wcale nie musi dać pucharów) jest niemożliwe. Zresztą nikt w klubie nie ukrywa faktu, iż odpuszcza walkę o europejskie puchary. Świadczą o tym słowa trenera Żurawia oraz to, kiedy zostało ogłoszone odejście aż dziesięciu zawodników.
Wszystko to, co się teraz dzieję z Lechem, jest efektem wielu błędów na rynku transferowym. Do Lecha przyszli zawodnicy przeciętni, którzy nigdy nie powinni się znaleźć w takim zespole, bo to dla nich za wysokie progi. Dlatego „Kolejorz” wylądował w miejscu, w którym jest obecnie. Jak mawiał śp. Stefan Kisielewski: – .










