Czy ktoś ma jakieś wątpliwości, kto powinien zostać wybrany najlepszym graczem ćwierćfinałów? Myślę, że nie. Na to miano bezsprzecznie zasłużył rozgrywający Egiptu Ahmed Hassan, który usunął w cień wszystkie wielkie gwiazdy tegorocznego Pucharu Narodów Afryki.
Dla Ahmeda Hassana mecz przeciwko Kamerunowi był 170 występem w barwach narodowych Egiptu. W kadrze zadebiutował 15 lat temu i aż trudno uwierzyć, że wciąż jest największą gwiazdą ekipy „Faraonów”. Swoją energią, fantazją umiejętnościami sprawił, że „Nieposkromione Lwy” pogubiły pazury, a jemu w Egipcie chcą wznieść pomnik.

W meczu ćwierćfinałowym Ahmed Hassan przeszedł długą wędrówkę z piekła do nieba. Najpierw w 26. minucie nasz bohater wpakował piłkę do własnej siatki. Swoją złość musiał wyładować na słupku bramki. Jego charakter nie pozwolił mu się jednak załamać. Jeszcze przed przerwą oddał strzał z ponad 30 metrów, który zaskoczył Kameniego. Radość filigranowego rozgrywającego była ogromna. Widać było, że po tej bramce zeszła z niego nerwowość, która towarzyszyła mu od 26. minuty.
Później wszystko szło jak z płatka. Ahmed Hassan czuł się na boisku jak ryba w wodzie. Podłączał się pod każdą akcję. Był niemal wszędzie. Dzięki swej koordynacji ruchowej sprawiał spore problemy defensywie Kamerunu, która nie potrafiła mu zabrać piłki. Był prawdziwym dyrygentem, który wskazywał swojemu zespołowi, który akord ma w danym momencie zagrać.
Gracz Al-Ahly Kair przypieczętował awans Egiptu w dogrywce. Jego „gol-duch” sprawił, że Kameruńczycy najchętniej usiedliby na murawie i zapłakali. Podziw wzbudza żelazna kondycja tego piłkarza. Hassan spędził na boisku 118 minut, lecz ani przez moment nie pokazał oznak zmęczenia. A trzeba również wspomnieć, że kapitan „Faraonów” liczy sobie 34 wiosny. Gdy schodził, kibice uhonorowali go brawami na stojąco, które przyjął ze wzruszeniem.

Egipt wydaje się murowanym kandydatem do końcowego triumfu. Jeśli Ahmed Hassan utrzyma swoją formę to być może po raz drugi w historii zostanie uznany najlepszym graczem turnieju. Niewykluczone, że tak się stanie, ponieważ rozgrywający „Faraonów” jak dotąd jeszcze nie zawiódł. Nic nie wskazuje na to, by jego kryzys miał nastąpić w kolejnej fazie turnieju, choć tam Egipcjan czeka arcytrudna przeprawa z Algierią.











