– Każdy będzie miał czas pomóc drużynie. Może niektórzy będą grali więcej, ale wszyscy są ważnym ogniwem. Na koniec tytułu nie wygrywa zawodnik, który rozegrał 30 meczów, ani ten, który wystąpił pięć razy, ale zespół. Nie zawsze ten, który zaczyna mecz, jest ważniejszy – czasem trzeba przygotować piłkarzy pod konkretną taktykę, pod przeciwnika i wpuścić zmiennika w odpowiednim momencie, by odwrócić losy meczu. Nad tym również pracuję – mówił w jednym z pierwszych wywiadów na łamach „Przeglądu Sportowego” nowy szkoleniowiec Legii.
Nowy szkoleniowiec Legii od dawna był zwolennikiem niespiesznej, aczkolwiek sumiennej pracy nad wydolnością. Przed meczem z Lechem prosił o cierpliwość i czas. Bardzo dobrze wykorzystał przerwę na reprezentację. Życzy sobie, aby jego podopieczni grali przede wszystkim na wysokiej intensywności i tempie. Legioniści mają być szybsi od rywala. Mają nie pozwolić na zagrożenie defensywy już od początku do samego końca meczu. Mecz z Lechem, o którym już wspomniano, został przez Legię wybiegany. Bardzo dobrze przygotowana fizycznie Legia stłamsiła lechitów zdecydowanie częstszymi sprintami. O ile w meczu z Lechem gra Legii nie zachwycała zwykłego niedzielnego kibica, o tyle mecz z Miedzią udowodnił, że choć zdarzają się błędy w rozgrywaniu, to warszawiacy są w świetnej formie, co zaowocowało wysoką wygraną 4:1.
Pragmatyzm Portugalczyka
Jak przyznał sam Ricardo Sa Pinto, dla niego najważniejsze jest zaangażowanie zawodników. Odpowiednie przygotowanie fizyczne i nastawienie, czyli głód gry, mają być remedium na ostatnie problemy mistrzów Polski. Legia ma się składać z jedenastki „lwich serc” na boisku. Jednakże warto wspomnieć, że trener mimo tak krótkiego czasu zdążył już co nieco pomieszać, a nawet zrewolucjonizować.
Jedną z pierwszych roszad wydaje się nieoczekiwana zmiana golkipera. Od kilku sezonów najjaśniejszym punktem drużyny był Arkadiusz Malarz. Zaczynał u Henninga Berga, kiedy to został sprowadzony z GKS-u Bełchatów. Pod wodzą Norwega rozegrał raptem pięć spotkań, a na poważnie postawił na niego obecny selekcjoner Sbornej – Stanisław Czerczesow. Następnie był „jedynką” w szeregach Besnika Hassiego, Jacka Magiery, Deana Klafuricia, Romeo Jozaka czy Aleksandara Vukovicia.
Obecnie od spotkania z Cracovią, zremisowanego 0:0, Portugalczyk stawia na Radosława Cierzniaka. Tak skomentował tę decyzję na łamach „Przeglądu Sportowego” Sa Pinto:
– Arek to profesjonalista, kocham i cenię jego pracowitość, ale na mecz z Cracovią wybrałem Cierzniaka – czułem, że w tamtym momencie drużyna lepiej na tym skorzysta. Nie wystawię zawodnika, co do którego nie jestem przekonany, że w konkretnym meczu jest gotowy grać na 100 procent. Nawet, jeśli stoi za nim nie wiadomo jaka kariera. To trudne decyzje, także dla mnie – byłem reprezentantem Portugalii. I wiem, że nie mogę się ugiąć, zmienić zasad, którymi się kieruję. Nie mogę pozwolić, by serce dyktowało, co ma zrobić głowa – tłumaczył.










