12. kolejka hiszpańskiej Primera Division to przede wszystkim derby Andaluzji, pojedynek Sevilli z Realem Betis. Ciekawie będzie jednak także na innych stadionach. Real Madryt podejmie Athletic Bilbao, a Malaga poszuka pierwszego od trzech meczów zwycięstwa.
Osasuna – Malaga
12. kolejkę hiszpańskiej Primera Division rozpoczynamy z przytupem. Po pierwsze, liczymy na to, że Osasuna zacznie w końcu grać jak choćby w zeszłym sezonie i odbije się od dna. Po drugie, również Malaga ma od czego się odbijać. Podopieczni Manuela Pellegriniego przegrali dwa ostatnie ligowe mecze (obydwa na własnym stadionie) i spadli aż na piąte miejsce w ligowej tabeli. Trzecia z rzędu przegrana oznaczałaby niemały kłopot dla „Los Boquerones”. Jeśli pampeluńczycy zagrają jednak tak jak w poprzednich spotkaniach, to Malaga raczej nie powinna mieć większych problemów. Największą bolączką gospodarzy są liczne absencje. Nie dość, że z kontuzjami zmagają się Roland Lamah, Francisco Punal, Nino czy Alvaro Cejudo, to przeciwko Andaluzyjczykom nie będzie mógł wystąpić także Emiliano Armenteros, który jest zawieszony. W obozie Malagi z kolei nic nowego. Pellegrini nadal nie może korzystać z Julio Baptisty i Nacho Monreala. Dziwne jest to, że ekipie z La Rosaleda gorzej wiedzie się, odkąd do gry wrócił Jeremy Toulalan. W sobotę Francuz wybiegnie od pierwszej minuty, czy Malaga zdoła w końcu wygrać?
Valencia – Espanyol Barcelona
Derby Andaluzji nie powinny rozczarować (fot. Insidespanishfootball.com)
Ciekawie powinno być także w drugim spotkaniu 12. kolejki. Espanyol jest w podobnej sytuacji co Osasuna, okupuje miejsce w strefie spadkowej. Sytuacja Valencii nieco jednak różni się od Malagi. „Nietoperze” bowiem w ostatnich tygodniach jakby wracały na właściwe tory, choć w ostatniej kolejce tylko zremisowały z Realem Valladolid. Trzeba jednak zaznaczyć, że „Pucela” doprowadziła do remisu w kontrowersyjnych okolicznościach po rzucie karnym. W sobotę na Estadio Mestalla faworytem będą bez wątpienia „Los Ches”, chociaż Katalończycy wcale nie muszą być bez szans. Wszystko to sprawka licznych absencji, z jakimi będzie musiał zmierzyć się Mauricio Pellegrino. Kontuzjowani są: Pablo Piatti, Jeremy Mathieu, Sergio Canales i Joao Perreira. Co gorsza, na pomniejsze urazy narzekają także Fernando Gago i Nelson Valdes, a z powodu czerwonej kartki we wspomnianym meczu z Realem Valladolid nie zagra Aly Cissokho. Lepszą sytuację mają goście, w których szeregach nie będzie mogła zagrać tylko dwójka zawodników. Mowa o zawieszonym Christianie Stuanim i Javim Lopezie. Espanyol na pewno będzie musiał zagrać ofensywnie. Być może katalońska drużyna postawi wszystko na jedną kartę i spróbuje wykorzystać problemy Valencii w defensywie? Bez Cissokho, Mathieu i Perreiry powinno być łatwiej o zdobycie gola.
Szykuje się nam mecz bez historii. Goście z Saragossy w dalszym ciągu są bezkompromisowi i nie zanotowali jeszcze w tym sezonie remisu. Opcje są dwie – na Camp Nou albo przegrają, albo wygrają. Opcji numer dwa nie spodziewa się chyba nikt, zwłaszcza że Barcelona (nie licząc meczu z Celtikiem) jest w naprawdę dobrej formie. Jedynym problemem Tito Vilanovy są jednak braki kadrowe. Adriano, Eric Abidal, Marc Muniesa, Isaac Cuenca, Thiago Alcantara i Sergio Busquets to zawodnicy, którzy na pewno nie będą mogli zagrać przeciwko drużynie z La Romareda. Pierwszych pięciu jest kontuzjowanych, Busquets z kolei odsiaduje mecz zawieszenia. Co gorsza, niepewni występu są także Alex Song, Carles Puyol i Alexis Sanchez, którzy skarżyli się na różnego rodzaju problemy. Osłabiona na Camp Nou przyjedzie jednak również drużyna gości. Z powodu zawieszenia nie będą mogli zagrać Sapunaru i Abraham, a kontuzjowany jest Ivan Obradović. O nieobecności Maurizio Lanzaro nie wspominamy, gdyż w ogóle nie miał on możliwości zaprezentowania się w tym sezonie. Wydaje się jednak, że nawet pomimo takich braków kadrowych „Barca” nie powinna mieć większych problemów z wywalczeniem trzech punktów. Tito Vilanova ma na razie bezpieczną przewagę nad Realem Madryt, ale za plecami czyha Atletico. Hiszpan zdaje sobie sprawę, że po tak udanym początku sezonu nie można pozwolić sobie na jakąkolwiek stratę punktów na własnym stadionie.
Real Madryt – Athletic Bilbao
Nikomu nie trzeba chyba mówić, jaką rangą szczyci się starcie kastylijsko-baskijskie. Athletic to jeden z trzech największych rywali „Królewskich” w Primera Division. Obok Barcelony i Atletico rzecz jasna. Dodając do tego fakt, że Baskowie nie najlepiej radzili sobie w tym sezonie, możemy być pewni, że na Estadio Santiago Bernabeu wyjdą żądni krwi. Już przed tygodniem pokazali, że sprawy mogą wracać na właściwe tory, pokonując na własnym stadionie Sevillę. Jak będzie tym razem? Ano ciężko. Do Madrytu nie udadzą się bowiem Ruiz de Galarreta, Borja Ekiza i Inigo Perez, którzy są kontuzjowani. Jakby tego było mało, z powodu nadmiaru kartek nie będą mogli zagrać także Oscar De Marcos i Ander Herrera. Dużo lepszy nastrój panuje w Madrycie, gdzie liczba nieobecnych jest coraz krótsza. Ciągle pozostają na niej Higuain i Marcelo, ale tacy gracze, jak: Karim Benzema czy Sami Khedira będą już do dyspozycji Jose Mourinho. Znak zapytania stoi jeszcze przy nazwisku Mesuta Oezila, ale Niemiec trenuje już z całym zespołem i powinien móc zagrać od pierwszej minuty. Wszystko wskazuje więc na to, że jedynymi nieobecnymi będą Marcelo i Higuain. Wobec powyższego ciężko wyobrazić sobie, by „Los Leones” mieli czego w stolicy szukać. Athletic nie odnalazł jeszcze właściwego rytmu, a Real – podobnie jak Barcelona – wie, że porażki na własnym obiekcie nie będą tolerowane.
Deportivo La Coruna – Levante
Niespokojne niedzielne południe czeka kibiców Deportivo i Levante. Chociaż wiadomo, że ani jedna, ani druga drużyna nie powalczy w tym sezonie o najwyższe wysokie cele, to pojedynek na El Riazor zapowiada się pasjonująco. Deportivo po powrocie do Primera Division słynie z szalonych spotkań, dlatego liczymy na to, że szalony przebieg będzie miał również mecz z Levante. Levante, o którym w ostatnich dniach jest bardzo głośno. Wszystko rzecz jasna za sprawą pamiętnego meczu z Realem Madryt, w którym doszło do wielu dziwnych sytuacji. Mimo nietypowego przebiegu spotkania żaden z walenckich piłkarzy nie nabawił się urazu ani nie jest zawieszony. Na lekkie bóle skarży się co prawda Pape Diop, ale prawie na pewno będzie do dyspozycji swojego trenera. Jedynym nieobecnym będzie prawdopodobnie Polak Dariusz Dudka. Jeśli chodzi o gospodarzy, to Jose Luis Oltra będzie musiał poradzić sobie bez trzech zawodników. Mowa o Diogo Salomao, Nelsonie Oliveirze i Pizzim. Pierwsza dwójka jest kontuzjowana, Pizzi z kolei będzie pauzował za czerwoną kartkę. Jego miejsce w linii ataku zajmie prawdopodobnie „Riki”. Deportivo na pewno nie jest jednak bez szans. Levante na pięć wyjazdowych meczów w tym sezonie zdołało wygrać tylko raz, a Galisyjczycy na własnym stadionie pokonali między innymi Mallorcę i zgotowali istne piekło Barcelonie, która w bólach wygrała na El Riazor 5:4.
Granada – Atletico Madryt
Goście z Madrytu szybko pozbierali się po porażce z Valencią i przed tygodniem bez większych problemów pokonali u siebie 2:0 Getafe. Teraz wyjeżdżają do Andaluzji, aby zmierzyć się ze słabo spisującą się u siebie Granadą. Podopieczni Juana Anqueli w pięciu meczach na własnym stadionie zebrali tylko pięć punktów. Atletico woli co prawda rozgrywać swoje mecze na Vicente Calderon, ale ekipa Diego Simeone raczej powinna wywieźć z Andaluzji komplet punktów. Argentyński trener ma do dyspozycji wszystkich swoich zawodników i może do woli manewrować ustawieniami i wyjściową jedenastką. Powodów do narzekań nie ma jednak także wspomniany Anquela, który oprócz Frana Rico, pozostającego poza kadrą od początku sezonu, nie będzie mógł skorzystać jedynie z Jaime Romero. „Los Colchoneros” nie mogą jednak podejść do niedzielnego meczu rozkojarzeni. To w końcu Granada była sprawczynią jednej z większych niespodzianek minionej kolejki, kiedy to zdołała wywieźć trzy punkty ze stadionu Realu Betis.
Sevilla – Real Betis
Co do Betisu właśnie. Pepe Mel w najbliższą niedzielę zabierze swoich piłkarzy na obiekt Sevilli, by przystąpić do jak zawsze gorących derbów Andaluzji. Zabierze praktycznie wszystkich, bo poza kadrą znajduje się tylko Sergio Rodriguez, który w obecnym sezonie nie powąchał jeszcze murawy. Ze zgrupowania reprezentacji z bólem wrócił ponadto Damien Perquis, którego występ stoi pod znakiem zapytania. Gospodarze zagrają z kolei bez Diego Perottiego i Piotra Trochowskiego, ale za to z Jose Antonio Reyesem, który jest już w pełni zdrowy i głodny gry. Hiszpan w ostatnich dwóch meczach wchodził na murawę z ławki rezerwowych, ale istnieje duża szansa na to, że przeciwko Betisowi zagra od pierwszej minuty. Ofensywne działa będą Sevilli bardzo potrzebne. „Los Beticos” znakomicie rozpoczęli bowiem obecny sezon, choć przed tygodniem przytrafiła im się wspomniana wpadka z Granadą. Ale także Sevilla nie przystąpi do derbów w najlepszych nastrojach. Kiedy Navas i spółka straszyli najpierw Real, a później Barcelonę, wydawało się, że zespół Michela może w tym sezonie sporo namieszać. Na sześć ostatnich meczów Sevilla wygrała jednak tylko raz i poniosła aż cztery porażki. Dlatego wskazanie faworyta niedzielnego spotkania graniczy wręcz z cudem. Derby Andaluzji to całkowicie inna sprawa niż zwykły mecz ligowy, dlatego możemy spodziewać się absolutnie każdego rozstrzygnięcia.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
12. kolejka hiszpańskiej Primera Division to przede wszystkim derby Andaluzji, pojedynek Sevilli z Realem Betis. Ciekawie będzie jednak także na innych stadionach. Real Madryt podejmie Athletic Bilbao, a Malaga poszuka pierwszego od trzech meczów zwycięstwa.
Osasuna – Malaga
12. kolejkę hiszpańskiej Primera Division rozpoczynamy z przytupem. Po pierwsze, liczymy na to, że Osasuna zacznie w końcu grać jak choćby w zeszłym sezonie i odbije się od dna. Po drugie, również Malaga ma od czego się odbijać. Podopieczni Manuela Pellegriniego przegrali dwa ostatnie ligowe mecze (obydwa na własnym stadionie) i spadli aż na piąte miejsce w ligowej tabeli. Trzecia z rzędu przegrana oznaczałaby niemały kłopot dla „Los Boquerones”. Jeśli pampeluńczycy zagrają jednak tak jak w poprzednich spotkaniach, to Malaga raczej nie powinna mieć większych problemów. Największą bolączką gospodarzy są liczne absencje. Nie dość, że z kontuzjami zmagają się Roland Lamah, Francisco Punal, Nino czy Alvaro Cejudo, to przeciwko Andaluzyjczykom nie będzie mógł wystąpić także Emiliano Armenteros, który jest zawieszony. W obozie Malagi z kolei nic nowego. Pellegrini nadal nie może korzystać z Julio Baptisty i Nacho Monreala. Dziwne jest to, że ekipie z La Rosaleda gorzej wiedzie się, odkąd do gry wrócił Jeremy Toulalan. W sobotę Francuz wybiegnie od pierwszej minuty, czy Malaga zdoła w końcu wygrać?
Valencia – Espanyol Barcelona
Derby Andaluzji nie powinny rozczarować (fot. Insidespanishfootball.com)
Ciekawie powinno być także w drugim spotkaniu 12. kolejki. Espanyol jest w podobnej sytuacji co Osasuna, okupuje miejsce w strefie spadkowej. Sytuacja Valencii nieco jednak różni się od Malagi. „Nietoperze” bowiem w ostatnich tygodniach jakby wracały na właściwe tory, choć w ostatniej kolejce tylko zremisowały z Realem Valladolid. Trzeba jednak zaznaczyć, że „Pucela” doprowadziła do remisu w kontrowersyjnych okolicznościach po rzucie karnym. W sobotę na Estadio Mestalla faworytem będą bez wątpienia „Los Ches”, chociaż Katalończycy wcale nie muszą być bez szans. Wszystko to sprawka licznych absencji, z jakimi będzie musiał zmierzyć się Mauricio Pellegrino. Kontuzjowani są: Pablo Piatti, Jeremy Mathieu, Sergio Canales i Joao Perreira. Co gorsza, na pomniejsze urazy narzekają także Fernando Gago i Nelson Valdes, a z powodu czerwonej kartki we wspomnianym meczu z Realem Valladolid nie zagra Aly Cissokho. Lepszą sytuację mają goście, w których szeregach nie będzie mogła zagrać tylko dwójka zawodników. Mowa o zawieszonym Christianie Stuanim i Javim Lopezie. Espanyol na pewno będzie musiał zagrać ofensywnie. Być może katalońska drużyna postawi wszystko na jedną kartę i spróbuje wykorzystać problemy Valencii w defensywie? Bez Cissokho, Mathieu i Perreiry powinno być łatwiej o zdobycie gola.
Barcelona – Real Saragossa
Szykuje się nam mecz bez historii. Goście z Saragossy w dalszym ciągu są bezkompromisowi i nie zanotowali jeszcze w tym sezonie remisu. Opcje są dwie – na Camp Nou albo przegrają, albo wygrają. Opcji numer dwa nie spodziewa się chyba nikt, zwłaszcza że Barcelona (nie licząc meczu z Celtikiem) jest w naprawdę dobrej formie. Jedynym problemem Tito Vilanovy są jednak braki kadrowe. Adriano, Eric Abidal, Marc Muniesa, Isaac Cuenca, Thiago Alcantara i Sergio Busquets to zawodnicy, którzy na pewno nie będą mogli zagrać przeciwko drużynie z La Romareda. Pierwszych pięciu jest kontuzjowanych, Busquets z kolei odsiaduje mecz zawieszenia. Co gorsza, niepewni występu są także Alex Song, Carles Puyol i Alexis Sanchez, którzy skarżyli się na różnego rodzaju problemy. Osłabiona na Camp Nou przyjedzie jednak również drużyna gości. Z powodu zawieszenia nie będą mogli zagrać Sapunaru i Abraham, a kontuzjowany jest Ivan Obradović. O nieobecności Maurizio Lanzaro nie wspominamy, gdyż w ogóle nie miał on możliwości zaprezentowania się w tym sezonie. Wydaje się jednak, że nawet pomimo takich braków kadrowych „Barca” nie powinna mieć większych problemów z wywalczeniem trzech punktów. Tito Vilanova ma na razie bezpieczną przewagę nad Realem Madryt, ale za plecami czyha Atletico. Hiszpan zdaje sobie sprawę, że po tak udanym początku sezonu nie można pozwolić sobie na jakąkolwiek stratę punktów na własnym stadionie.
Real Madryt – Athletic Bilbao
Nikomu nie trzeba chyba mówić, jaką rangą szczyci się starcie kastylijsko-baskijskie. Athletic to jeden z trzech największych rywali „Królewskich” w Primera Division. Obok Barcelony i Atletico rzecz jasna. Dodając do tego fakt, że Baskowie nie najlepiej radzili sobie w tym sezonie, możemy być pewni, że na Estadio Santiago Bernabeu wyjdą żądni krwi. Już przed tygodniem pokazali, że sprawy mogą wracać na właściwe tory, pokonując na własnym stadionie Sevillę. Jak będzie tym razem? Ano ciężko. Do Madrytu nie udadzą się bowiem Ruiz de Galarreta, Borja Ekiza i Inigo Perez, którzy są kontuzjowani. Jakby tego było mało, z powodu nadmiaru kartek nie będą mogli zagrać także Oscar De Marcos i Ander Herrera. Dużo lepszy nastrój panuje w Madrycie, gdzie liczba nieobecnych jest coraz krótsza. Ciągle pozostają na niej Higuain i Marcelo, ale tacy gracze, jak: Karim Benzema czy Sami Khedira będą już do dyspozycji Jose Mourinho. Znak zapytania stoi jeszcze przy nazwisku Mesuta Oezila, ale Niemiec trenuje już z całym zespołem i powinien móc zagrać od pierwszej minuty. Wszystko wskazuje więc na to, że jedynymi nieobecnymi będą Marcelo i Higuain. Wobec powyższego ciężko wyobrazić sobie, by „Los Leones” mieli czego w stolicy szukać. Athletic nie odnalazł jeszcze właściwego rytmu, a Real – podobnie jak Barcelona – wie, że porażki na własnym obiekcie nie będą tolerowane.
Deportivo La Coruna – Levante
Niespokojne niedzielne południe czeka kibiców Deportivo i Levante. Chociaż wiadomo, że ani jedna, ani druga drużyna nie powalczy w tym sezonie o najwyższe wysokie cele, to pojedynek na El Riazor zapowiada się pasjonująco. Deportivo po powrocie do Primera Division słynie z szalonych spotkań, dlatego liczymy na to, że szalony przebieg będzie miał również mecz z Levante. Levante, o którym w ostatnich dniach jest bardzo głośno. Wszystko rzecz jasna za sprawą pamiętnego meczu z Realem Madryt, w którym doszło do wielu dziwnych sytuacji. Mimo nietypowego przebiegu spotkania żaden z walenckich piłkarzy nie nabawił się urazu ani nie jest zawieszony. Na lekkie bóle skarży się co prawda Pape Diop, ale prawie na pewno będzie do dyspozycji swojego trenera. Jedynym nieobecnym będzie prawdopodobnie Polak Dariusz Dudka. Jeśli chodzi o gospodarzy, to Jose Luis Oltra będzie musiał poradzić sobie bez trzech zawodników. Mowa o Diogo Salomao, Nelsonie Oliveirze i Pizzim. Pierwsza dwójka jest kontuzjowana, Pizzi z kolei będzie pauzował za czerwoną kartkę. Jego miejsce w linii ataku zajmie prawdopodobnie „Riki”. Deportivo na pewno nie jest jednak bez szans. Levante na pięć wyjazdowych meczów w tym sezonie zdołało wygrać tylko raz, a Galisyjczycy na własnym stadionie pokonali między innymi Mallorcę i zgotowali istne piekło Barcelonie, która w bólach wygrała na El Riazor 5:4.
Granada – Atletico Madryt
Goście z Madrytu szybko pozbierali się po porażce z Valencią i przed tygodniem bez większych problemów pokonali u siebie 2:0 Getafe. Teraz wyjeżdżają do Andaluzji, aby zmierzyć się ze słabo spisującą się u siebie Granadą. Podopieczni Juana Anqueli w pięciu meczach na własnym stadionie zebrali tylko pięć punktów. Atletico woli co prawda rozgrywać swoje mecze na Vicente Calderon, ale ekipa Diego Simeone raczej powinna wywieźć z Andaluzji komplet punktów. Argentyński trener ma do dyspozycji wszystkich swoich zawodników i może do woli manewrować ustawieniami i wyjściową jedenastką. Powodów do narzekań nie ma jednak także wspomniany Anquela, który oprócz Frana Rico, pozostającego poza kadrą od początku sezonu, nie będzie mógł skorzystać jedynie z Jaime Romero. „Los Colchoneros” nie mogą jednak podejść do niedzielnego meczu rozkojarzeni. To w końcu Granada była sprawczynią jednej z większych niespodzianek minionej kolejki, kiedy to zdołała wywieźć trzy punkty ze stadionu Realu Betis.
Sevilla – Real Betis
Co do Betisu właśnie. Pepe Mel w najbliższą niedzielę zabierze swoich piłkarzy na obiekt Sevilli, by przystąpić do jak zawsze gorących derbów Andaluzji. Zabierze praktycznie wszystkich, bo poza kadrą znajduje się tylko Sergio Rodriguez, który w obecnym sezonie nie powąchał jeszcze murawy. Ze zgrupowania reprezentacji z bólem wrócił ponadto Damien Perquis, którego występ stoi pod znakiem zapytania. Gospodarze zagrają z kolei bez Diego Perottiego i Piotra Trochowskiego, ale za to z Jose Antonio Reyesem, który jest już w pełni zdrowy i głodny gry. Hiszpan w ostatnich dwóch meczach wchodził na murawę z ławki rezerwowych, ale istnieje duża szansa na to, że przeciwko Betisowi zagra od pierwszej minuty. Ofensywne działa będą Sevilli bardzo potrzebne. „Los Beticos” znakomicie rozpoczęli bowiem obecny sezon, choć przed tygodniem przytrafiła im się wspomniana wpadka z Granadą. Ale także Sevilla nie przystąpi do derbów w najlepszych nastrojach. Kiedy Navas i spółka straszyli najpierw Real, a później Barcelonę, wydawało się, że zespół Michela może w tym sezonie sporo namieszać. Na sześć ostatnich meczów Sevilla wygrała jednak tylko raz i poniosła aż cztery porażki. Dlatego wskazanie faworyta niedzielnego spotkania graniczy wręcz z cudem. Derby Andaluzji to całkowicie inna sprawa niż zwykły mecz ligowy, dlatego możemy spodziewać się absolutnie każdego rozstrzygnięcia.