Reprezentacja Chile w ostatnim czasie była na marginesie wielkiego futbolu, nie biorąc udziału w finałach MŚ w 2002 i 2006 roku. Teraz wiele wskazuje jednak na to, że słońce znów zacznie świecić dla kibiców i piłkarzy La Roja.
Chile bowiem na cztery kolejki przed końcem eliminacji do MŚ w strefie Comnebol zajmuje 2. miejsce, będąc gorsze tylko od Brazylii, wyprzedzając zaś Argentynę, Paragwaj i Urugwaj!
Awans (prawie) pewny

Gdy kariery reprezentacyjne zakończyli najpierw Ivan Zamorano, a później Marcelo Salas wydawało się, że Chile raczej ugrzęźnie w sidłach przeciętności, od czasu do czasu, urywając punkty silniejszym drużynom, ale w ostatecznym rozrachunku nie mając większych szans na awans do finałów MŚ. Na przełomie 2006 i 2007 r. nastąpił jednak wysyp utalentowanych piłkarzy, a gdy zespół narodowy objął słynny Argentyńczyk Marcelo Bielsa, kibice chilijscy w końcu zaczęli mieć powody do radości. Początki Bielsy nie były jednak zbyt różowe. Na inaugurację el.MŚ Chile przegrało bowiem z rodakami Marcelo 0:2. Co prawda już kilka dni później, zrehabilitowali się, pokonując Peru 2:0, ale wkrótce potem znów zawiedli, najpierw tylko remisując z Urugwajem 2:2, a następnie przegrywając z Paragwajem 0:3. Przełomowym momentem dla piłkarzy La Roja był czerwiec 2008, kiedy wygrali dwa wyjazdowe mecze pod rząd- z Boliwią (2:0) i Wenezuelą (3:2). I choć co prawda 7-krotni uczestnicy mundialu później przegrali jeszcze dwa spotkania (z Brazylią 0:3 i Ekwadorem 0:1). Ważne jednak, że były to już tylko wpadki jednorazowe, wszak Chile potrafiło wygrać z Kolumbią 4:0, zaś zaraz po pechowej porażce z La Tri, wygrali z Argentyną 1:0. Zwycięski mecz z Albicelestes był początkiem wspaniałej passy piłkarzy Bielsy, którzy w czterech następnych potyczkach trzy razy zwyciężyli (z Peru 3:1, Paragwajem 2:0 i Boliwią 4:0) i raz zremisowali (z Urugwajem 0:0).
Zatem po 14. kolejkach eliminacji MŚ w strefie Comnebol Chile zajmuje 2. miejsce, do lidera Brazylii tracąc zaledwie punkt. A, że do końca kwalifikacji w Ameryce Południowej pozostały już tylko cztery serie spotkań, La Roja już tylko jakiś kataklizm może odebrać bilet do RPA. Zwłaszcza, że kalendarza jakiegoś specjalnie trudnego nie ma- we wrześniu Chile w Santiago zmierzą się z Wenezuelą, potem co prawda w Brasili zmierzą się z Brazylią, ale wiele wskazuje na to, że Canarinhos już wtedy będą finalistami MŚ, więc to spotkanie niekoniecznie muszą potraktować poważnie. W październiku jeszcze, na przestrzeni trzech dni, zagrają na wyjeździe z Kolumbią, a na koniec eliminacji u siebie z Ekwadorem. Śmiało można założyć, że do awansu Chile wystarczy sześć punktów w czterech potyczkach. Wiele wskazuje więc na to, że La Roja po 12 latach przerwy znów zagra na mistrzostwach globu.












