„Jeżeli byłbym czarny i mierzyłbym dwa metry, grałbym w NBA” – powiedział kiedyś Jon Aurtenetxe. Ponieważ do spełnienia tego marzenia zabrakło mu 18 centymetrów i sporo melaniny, został piłkarzem Athleticu Bilbao. Z jakim skutkiem?
W klubie z San Mames 20-latek gra z numerem trzy na trykocie. Karierę zaczynał jako stoper, ale obecnie występuje na lewej obronie. Jaki styl gry preferuje? – Najlepiej się czuję, mając futbolówkę przy nodze. Chodzi o to, żeby długo utrzymywać się przy piłce i prowadzić grę – tłumaczył „Jontxu”. Lewonożny zawodnik może się pochwalić dobrymi warunkami fizycznymi (182 centymetry i 82 kilogramy). Jest szybki i błyskawicznie się rozwija. Mimo młodego wieku Aurtenetxe gra bardzo rozważnie i mądrze. – Trener chce, żebym więcej atakował, a w obronie grał bardziej z przodu, tak aby nie dopuszczać do dośrodkowań rywala – mówił Bask. Marcelo Bielsa bez wątpienia odgrywa ważną rolę w rozwoju piłkarza. Zdaniem obrońcy „El Loco” mógłby uczyć futbolu samego Jose Mourinho. Argentyńczyk widzi swojego podopiecznego na środku obrony, zapewne w przyszłości zobaczą go tam również kibice.

W ofensywie Jon spisuje się gorzej niż jego partner z formacji obronnej, Andoni Iraola, ale za to wypada korzystniej w defensywie. W ubiegłym sezonie zaliczył więcej odbiorów i mniej strat od „El Lince”, rzadziej otrzymywał kartki i był łapany na spalonym. W sumie rozegrał 31 meczów, z czego 30 rozpoczął od pierwszej minuty. Aurtenetxe docenia zdolności i doświadczenie starszego o dekadę kolegi: – Piłkarzem, który najbardziej mnie zachwycił, jest Andoni Iraola – z powodu jego umiejętności i stylu gry. Zawsze pojawiał się na boisku, stawiał na niego każdy trener.
Bohater naszego artykułu przyszedł na świat 3 stycznia 1992 roku w położonej w prowincji Vizcaya Amorebiecie (niemającej nic wspólnego z jego klubowym kolegą). Piłkarską karierę rozpoczynał w SD Amorebieta (obecnie ekipa trzecioligowa), jednak już w wieku dziesięciu lat trafił do szkółki Athleticu Bilbao. W Lezamie radził sobie tak dobrze, że udało mu się zadebiutować w pierwszym zespole, mając w metryce zaledwie 17 lat. 16 grudnia 2009 roku „Jontxu”, mimo że oficjalnie był zawodnikiem Juvenilu, pojawił się na murawie od początku rozgrywanego w ramach Ligi Europy meczu z Werderem Brema. W tym samym sezonie zdobył młodzieżowy Puchar Króla, razem z kolegami pokonując w finale Real Madryt 2:0.
Po przepracowaniu sezonu przygotowawczego z pierwszą ekipą „Los Leones” trener Joaquin Caparros postanowił dać obrońcy szansę i powołał go na ligowe starcie z Herculesem Alicante, które odbyło się 29 sierpnia 2010 roku. Jak poradził sobie bohater naszego tekstu? Dwa dni po spotkaniu zadano takie pytanie jego kompanowi z defensywy, Mikelowi San Jose. – W Alicante dobrze krył lewą flankę i zaliczył wymarzony debiut w wieku niespełna 18 lat. Czy zaskoczyła mnie jego dyspozycja? Nie, widziałem go w wielu meczach młodzieżówki i wiem, ile może z siebie dać. Jest wyjątkowo spokojny, fizycznie bardzo dojrzały, ma wielkie umiejętności i świetny przegląd pola – chwalił kolegę „Sanjo”.
Następnie Aurtenetxe został zgłoszony do drużyny rezerw, znanej jako Bilbao Athletic. Mimo to nie udało mu się zadebiutować w zespole B, ponieważ… grał w pierwszoligowej ekipie, do której awansował bezpośrednio z Juvenilu. Coraz lepsze występy Jona na lewej obronie – przypomnijmy, że jego naturalna pozycja to stoper – sprawiły, że z klubem pożegnali się Xabi Castillo, Mikel Balenziaga i Koikili.

Nie mogło być jednak całkiem kolorowo, w grudniu 2010 roku defensor doznał poważnej kontuzji barku, która uniemożliwiła mu występy do końca rozgrywek. Po operacji dochodził do siebie w rezerwach. – Byłem kontuzjowany przez pięć miesięcy, które były dla mnie jak trzy lata, dłużyły się w nieskończoność. Mogłem robić prawie wszystko, biegać, rozgrywać piłkę, ale nie grać z przeciwnikami – wspominał Jon.
W lipcu 2011 roku Jon Aurtenetxe podpisał kontrakt z pierwszą drużyną „Lwów”, a niecałe pięć miesięcy później na La Catedral w starciu z Racingiem Santander cieszył się z pierwszego (i jak na razie ostatniego) ligowego trafienia w czerwono-białej koszulce.
Przygodę z reprezentacją rozpoczął od występów w kategorii U-17, w której rozegrał osiem spotkań. Razem z tą drużyną wystąpił na mundialu w Nigerii w 2009 roku (Hiszpania zajęła wówczas trzecie miejsce). Największy sukces w kadrze „Jontxu” odniósł w ekipie U-19. W 2011 roku wziął udział w mistrzostwach Europy w Rumunii, na których Hiszpanie zdobyli złote medale. Niemała w tym zasługa Aurtenetxe, który strzelił gola w 85. minucie finałowego starcia z Czechami – trafienie Baska z dystansu zapewniło wtedy „La Seleccion” dogrywkę.
W sumie obrońca ma na koncie osiem pojedynków w zespole do lat 19. Zadebiutował także w reprezentacji Kraju Basków – 28 grudnia 2011 roku rozegrał drugą połowę sparingu z Tunezją. W maju tego roku otrzymał powołanie na mecz kadry młodzieżowej, lecz z gry wykluczył go odniesiony wcześniej, wspomniany już, uraz barku.
Talent gracza został doceniony przez ekspertów przyznających nagrodę Futbol Draft – dla najlepszych hiszpańskich młodzików. W 2011 roku Aurtenetxe został wybrany na lewego obrońcę srebrnej jedenastki. Po otrzymaniu statuetki powiedział: – Uważam, że jest to coś bardzo pozytywnego. Dla każdego młodego piłkarza jest to impuls, by w kolejnych latach stać się jeszcze lepszym. Na Jona to podziałało. Rok później dostał wyróżnienie dla najlepszego zawodnika na tej pozycji. Jest także murowanym faworytem przyszłorocznej edycji konkursu.
Miejmy nadzieję, że kiedy o Jonie Aurtenetxe zrobi się naprawdę głośno, polscy komentatorzy nauczą się w końcu poprawnej wymowy jego nazwiska. „Aurtenecze”, panowie. Nie „Aurtencze” ani tym bardziej „Artunecz”. To wcale nie jest takie trudne.