Kto by się spodziewał takiego wyniku? GKS na ligowe zwycięstwo czekał 152 dni i kilkanaście godzin. Dokładnie 7 czerwca, dokładnie pięć miesięcy temu, dokładnie na tym samym stadionie. Bo to właśnie w Opolu, przeciwko Odrze, Jastrzębie wygrało ostatni raz w Fortuna 1. Lidze. Tylko godzina nieco inna, bo tamten mecz rozpoczął się o 17:00.
Tyle podobieństw między tymi meczami można znaleźć… Aż wydaje się, że dzisiejsze zwycięstwo GKS-u Jastrzębie zapisano gdzieś głęboko w gwiazdach. Może było to przeznaczenie? Gdyby przyjrzeć się bliżej, Farid Ali zdobywał bramkę zarówno dziś, jak i pięć miesięcy temu. Tak samo GKS w pierwszej połowie otrzymał rzut karny. Jednak tym razem został on zamieniony na bramkę.
Kiedy czar pryśnie…
Piękne koło zatoczyła historia. Cóż, przynajmniej z perspektywy GKS-u Jastrzębie, bo opolanie wrócą do domów raczej w średnich nastrojach. To co prawda dopiero druga porażka Odry w tym sezonie, jednak w tym samym czasie Górnik Łęczna potknął się w meczu z Termaliką. Opolanie mieli więc szansę wyprzedzić swoich ligowych rywali, ale jej nie wykorzystali. Choć Odrę można było uznać za faworyta, czy jej porażka powinna nas aż tak dziwić?
Za większą „anomalię” uznać można przecież czwartą lokatę Odry w ligowej tabeli. Bo czy to trener, czy zawodnicy drużyny podkreślają – w poprzednim sezonie ten zespół walczył o utrzymanie. I byłaby to naprawdę niesamowita sprawa, gdyby ekipa znad Odry faktycznie włączyła się w walkę o baraże. Rzeczywistość powinna jednak ten zespół zweryfikować – tak samo jak dziś zrobiło to Jastrzębie.
Bo przyznać trzeba, że Odra gra piłkę bardzo nudną i nieskuteczną. I tak – patrzymy na całokształt, a nie jeden nieudany mecz z drugą najgorszą ekipą w tym sezonie. Dziesięć meczów i dziewięć goli to obecny dorobek zespołu – a potencjału na bramki nie brakowało. Zawodzi m.in. Piech, który i tak w ofensywie pracuje za dwóch. Wiele okazji marnują jednak piłkarze Odry. I fakt, Górnik Łęczna czy Termalica także wygrywają skromnie. Kiedy jednak trzeba popracować nieco ciężej i przycisnąć rywala – te zespoły nie mają z tym problemu.
Tymczasem Odra nie potrafi dominować nad przeciwnikiem w taki sposób, aby ustalić wynik meczu pod siebie, a potem spokojnie kontrolować tempo gry. Oczywiście w starciu z Jastrzębiem ogromny wpływ na przebieg spotkania miała czerwona kartka pokazana już w 23. minucie. Ale sam fakt tego, że Piotr Żemło „zarobił” dwie żółte kartki w tak krótkim czasie, daje do myślenia. Łącznie sędzia pokazał zawodnikom Odry aż sześć żółtych kartek. Przecież gdyby to opolanie kontrolowali mecz – nawet przegrywając – nie musieliby faulować rywali w kluczowych momentach.











