Real Madryt zremisował wczoraj 2:2 z Valencią. Wydaje się, że wynik ten odbiera „Królewskim” szanse na zdobycie mistrzostwa Hiszpanii. Na dwie kolejki przed końcem (o ile uda się zażegnać strajk) „Los Blancos” tracą do odwiecznego rywala z Barcelony cztery punkty. Co zdecydowało o tym, że Real nie zdobędzie w tym sezonie 33. mistrzostwa kraju?

1.KONTUZJE
Kontuzje były największą zmorą Carlo Ancelottiego w tym sezonie. Modrić, Bale, James, Benzema, Ramos, Pepe, Khedira. Wszyscy poza tym ostatnim pełnią kluczowe role w układance Włocha. Wszyscy musieli w pewnym momencie tego sezonu pauzować. Do tej listy można dopisać jeszcze Kroosa, który w meczu z Valencią musiał z powodu kontuzji opuścić boisko w pierwszej połowie spotkania i przekazać pałeczkę dyrygenta Asierowi Illarramendiemu, który umiejętności do pełnienia tej roli nie ma żadnych. Kluczowe były zwłaszcza kontuzje Modricia i Jamesa. Chorwat dawał Realowi spokój. Był jak Gandalf, który pełnił rolę opiekuna nad drużyną. Misja zniszczenia pierścienia należała do kogo innego, jednak gdyby nie Gandalf, to pierścień nie zostałby zniszczony. Analogii do czarodzieja jest więcej. Od magicznych umiejętności prowadzenia gry przez Chorwata, do zostawienia drużyny na jakiś czas. I gdy wydawało się, że Chorwat, niczym Gandalf, powrócił cały w bieli, przydarzył się kolejny uraz w kluczowym momencie sezonu. Powrót po kontuzji Jamesa także pokazuje, ile dla Realu znaczy Kolumbijczyk. Po powrocie na boisko gracz z numerem „10” strzela i asystuje. Możliwe, że tych goli i asyst, które Rodriguez mógł zdobyć w czasie kontuzji, brakuje, by punktów na koncie Realu było przynajmniej o kilka więcej. Moim zdaniem to właśnie Chorwat i Kolumbijczyk są obok Ronaldo najważniejszymi postaciami w drużynie Ancelottiego. Same kontuzje nie byłyby jednak takim problem, gdyby nie…

2. BRAK JAKOŚCI NA ŁAWCE
Nacho, Khedira, Lucas Silva, Illarramendi, Jese. Żaden z tych zawodników nie jest w stanie odmienić losów meczów swoją grą. Są to piłkarze do pomocy, załatania dziury. Dużo czasu na ławce spędza również „Chicharito”. Meksykanin w ostatnich tygodniach pokazał jednak, że można na niego liczyć. Klub pokroju Realu na ławce powinien mieć zawodników, którzy w każdej chwili mogą wejść na boisko i pomóc kolegom odwrócić losy meczu. Żaden z tych piłkarzy nie jest w stanie czegoś takiego zapewnić. Nacho Fernandez jest dopiero czwartym wyborem „Carletto” na pozycji środkowego obrońcy. W tym sezonie wychowanek „Królewskich” wystąpił w 20 meczach, z czego dziewięć rozpoczął w pierwszym składzie (dwa przeciwko UE Cornella w CdR). Sami Khedira, któremu kontrakt z Realem kończy się z końcem czerwca, swój ostatni występ w białej koszulce zaliczył 10 marca przeciwko Schalke. Sami w tym sezonie wystąpił jedynie w 17 meczach i chociaż przez długą część sezonu był kontuzjowany, to nie ma wątpliwości, że nie jest on ważną postacią w ekipie „Los Blancos”. Lucas Silva został do Realu sprowadzony w zimie. Brazylijczyk zagrał w dziewięciu spotkaniach i jest raczej melodią przyszłości. Jese był nadzieją wszystkich kibiców „Królewskich”, jest w końcu wychowankiem. Bardzo szybki i przebojowy, po kontuzji stracił walory, które go wyróżniały. Od powrotu na boisko tylko dwukrotnie wystąpił w pełnym wymiarze czasowym. Coraz częściej mówi się na Bernabeu o wypożyczeniu lub sprzedaży Kanaryjczyka. Spośród rezerwowych jedynie Isco i Varane nie zawodzą pokładanych w nich nadziei. Chociaż w tym przypadku trudno mówić o rezerwowych. Obaj młodzi piłkarze są raczej członkami pierwszej „trzynastki”, o której możemy mówić wobec rotacji składem i licznych kontuzji.













