Dobry start może być pozytywnym sygnałem, ale nigdy nie powinien zostać odebrany jako pewnik do utrzymania równej dyspozycji. W szczególności w tak konkurencyjnej lidze, jaką jest Premier League. Choć Liverpool i Chelsea po ostatniej kolejce wciąż nie straciły choćby punkty, to gra obu zespołów jest daleka od ideału. Na tym etapie sezonu liczą się jednak efekty, nie zaś środki.
Liverpool kompaktowy w defensywie
Czwartą kolejkę rozpoczęli podopieczni Juergena Kloppa, którzy pierwszy raz w historii swoich występów w Premier League wygrali cztery pierwsze ligowe starcia. Choć gra Liverpoolu ponownie pozostawiała wiele do życzenia, to Mane i spółka wywieźli komplet punktów z trudnego terenu, jakim niewątpliwie jest King Power Stadium.
Sukces Liverpoolu w początkowych meczach sezonu nie jest efektem gry, do której ekipa Kloppa zdążyła przyzwyczaić. Drużyna z Anfield po raz pierwszy za kadencji niemieckiego trenera imponuje regularną stabilizacją w grze defensywnej, która skutkuje niewielką liczbą okazji bramkowych, które kreują przeciwnicy.
Taki stan rzeczy jest oczywiście efektem wydatków, których klub dokonywał w ostatnim czasie. Nawet pomimo ogromnego błędu przy bramce Ghezzala Alisson wprowadził do formacji obronnej wiele spokoju i wzajemnej pewności. Brazylijczyk jest również na posterunku, gdy jego defensorzy dopuszczą do groźnych sytuacji. Innymi słowy Alisson – pomimo błędu – jest wartością dodaną.
Efekt powyższych działań jest niezwykle istotny. Liverpool nie tylko dobrze broni, ale przede wszystkim wreszcie potrafi przetrzymać napór przeciwnika. Nie jest to jednorazowy wybryk, bowiem Crystal Palace, Brighton oraz Leicester miały w starciach z Liverpoolem momenty dominacji, podczas której nie potrafiły jednak kreować sytuacji podbramkowych.
Niezła forma w defensywie przykrywa nieco słabszą formę formacji ofensywnej. Firmino, Mane i Salah nie znajdują się jeszcze w optymalnej dyspozycji i wciąż marnują wiele dogodnych sytuacji, popełniając sporo błędów w trzeciej strefie. Pomimo tego każdy z nich dysponuje taką jakością, że nawet w gorszych dniach są oni w stanie przechylić szalę zwycięstwa na stronę zespołu. Byłoby to jednak niemożliwe, gdyby obrona dopuszczała do utraty wielu bramek.
Przykład solidności defensywnej podopiecznych Kloppa widzieliśmy w starciu z Leicester, kiedy gospodarze uparcie dążyli do zdobycia gola. Po trafieniu kontaktowym – kiedy w teorii drużyna Puela powinna być najgroźniejsza – Liverpool przyjął postawę obronną, nie dopuszczając rywali do kolejnych okazji. Było to efektem głębokiej i świetnie ustawionej linii defensywnej, która miała wsparcie trójki środkowych pomocników.

Na ilustracji wyraźnie widać, w jak sprytny sposób goście zagęszczali fragment boiska, w którym znajdowała się futbolówka. Swoją rolę odgrywali również napastnicy, którzy kreując kontrataki, chwilowo odciążali obrońców.















