Norwegia na tych Mistrzostwach Świata przeżywa najlepszy okres w swojej historii. Wikingowie idą przez turniej bardzo pewnie, po drodze pokonując Brazylię i odsyłając ją do domu. Po tym spotkaniu w polskich mediach rozpoczęła się dyskusja. Pojawiły się głosy, że Norwegowie pod względem jakości kadry są w pewnym stopniu podobni do naszej reprezentacji. Mimo tych podobieństw jedna drużyna szykuje się do meczu z Anglią, a druga ogląda cały turniej z domu. Skąd więc tak duża różnica między Norwegią a Polską?
Norwegia, a Polska – czy naprawdę nie mamy mocniejszej kadry?
Norwegia w końcu doczekała się mocnego pokolenia piłkarzy. To generacja, która sprawia, że regularna gra na wielkich turniejach powinna być dla niej już czymś zupełnie naturalnym. W kadrze prowadzonej przez Ståle Solbakkena można znaleźć gwiazdę światowego formatu, taką jak Erling Haaland, który na tym mundialu strzelił już siedem bramek. Dodatkowo istotnymi elementami zespołu są bez wątpienia Martin Ødegaard (kapitan), Antonio Nusa czy Ørjan Nyland, który dotychczas rozgrywa świetny turniej.
Gdy spojrzymy na całą kadrę, znajdziemy aż 15 zawodników wycenianych na ponad 10 milionów euro według portalu Transfermarkt. Jeszcze pięć lat temu takich piłkarzy było zaledwie siedmiu. Jasno to pokazuje, jak ogromny postęp zrobiła piłka nożna w tym kraju. Sama gra Norwegów również może się podobać. A gdy połączymy ją z niesamowitymi kibicami, otrzymujemy reprezentację, której mecze po prostu chce się oglądać. Nie jest to jednak kadra bez wad. Świetną linię ataku i dobrą pomoc uzupełnia bowiem bardzo przeciętna defensywa. Wikingów bardzo często ratuje wspomniany wcześniej Nyland. Jednak już podczas meczu z Brazylią było widać pewne braki jakości w tej formacji.
Po drugiej stronie jesteśmy my, Polacy. Pod względem wartości rynkowej Norwegowie biją nas na głowę, dysponując kadrą wycenianą niemal trzykrotnie wyżej od naszej. Jednocześnie nasz zespół wydaje się bardziej zbalansowany i nie ma aż tak dużych spadków jakości pomiędzy poszczególnymi formacjami, jak ma to miejsce w reprezentacji Norwegii. Warto również uwzględnić fakt, że największe gwiazdy naszej kadry mocno straciły na wartości. Jeśli jednak porównamy wyłącznie poziom sportowy, Norwegia jest lepszym zespołem, ale nie o kilka klas. Nie jest przecież tak, że piłkarze Ståle Solbakkena prezentują poziom najlepszych drużyn w historii, a mimo to na boisku dzieli nas wyraźna różnica.
Skoro poziomem jesteśmy do siebie zbliżeni, a mimo to nasze reprezentacje znajdują się dziś w zupełnie innym miejscu, problem leży gdzie indziej. Sukces Norwegii nie jest wyłącznie efektem utalentowanego pokolenia, które „akurat się trafiło”. To lata konsekwentnej pracy sprawiły, że Norwegowie przeżywają swój wielki turniej, podobnie jak my podczas Euro 2016. Jakie są więc największe różnice między Polską a Norwegią w piłce nożnej?
Chciałbym doczekać chwili, gdy reprezentacja Polski będzie grała tak jak reprezentacja Norwegii na mundialu😍 Z pomysłem, energią, golem, a przede wszystkim – z odwagą. Zasłużyli Wikingowie na medal, rooooooooooo!
— Sebastian Staszewski (@s_staszewski) July 5, 2026
Norwegia nie zatrudnia trenera na rok
Ståle Solbakken jest selekcjonerem reprezentacji Norwegii od grudnia 2020 roku. Po blisko sześciu latach pracy w końcu awansował na swój pierwszy wielki turniej, który jak dotąd układa się dla jego zespołu znakomicie. Norweski szkoleniowiec ma na swoim koncie również niepowodzenia, takie jak brak awansu na mistrzostwa Europy w 2024 roku, jednak temat jego zwolnienia praktycznie nigdy nie istniał. Oczywiście presja w norweskich mediach była spora, ale ze strony związku Solbakken niezmiennie otrzymywał pełne zaufanie. Dziś widać, że ta cierpliwość bardzo się opłaciła. Sam awans do ćwierćfinału i mecz z Anglią można już uznać za sukces. Jednak apetyt Wikingów rośnie z każdym kolejnym spotkaniem. Gdyby Norwegom udało się dotrzeć aż do strefy medalowej, byłoby to ogromne osiągnięcie. Zarówno dla reprezentacji, jak i dla samego trenera, który przyznał, że w pewnym momencie rozważał rezygnację.
Teraz wyobraźmy sobie sytuację, w której selekcjoner reprezentacji Polski trzy razy z rzędu nie zdołał awansować na wielki turniej. Taki trener byłby u nas po prostu skończony i trudno uznać to za przesadę. Każdy pamięta choćby okres Paulo Sousy, który mimo proponowania ciekawego futbolu był bardzo mocno krytykowany. W reprezentacji Polski od 2018 roku brakuje stabilności i jest to jeden z głównych powodów obecnego położenia naszej kadry. Norwegowie w ciągu ostatnich ośmiu lat mieli zaledwie dwóch selekcjonerów, podczas gdy reprezentację Polski prowadziło ich aż sześciu.
Bez długofalowego projektu opartego na jednym trenerze Norwegia prawdopodobnie nie odnosiłaby dziś takich sukcesów. Oczywiście Solbakken dysponuje znacznie większym potencjałem kadrowym niż jego poprzednicy, jednak nie można powiedzieć, że przyszedł „na gotowe”. Styl gry Norwegów pozostaje spójny i mimo wielu niepowodzeń z poprzednich lat nie zdecydowano się na zmianę kierunku. Reprezentacja Polski w tym samym czasie próbowała być wszystkim naraz. Raz liczyły się wyłącznie wyniki, później przede wszystkim efektowny futbol, następnie szukano równowagi, a na końcu nastała era Michała Probierza. Jeśli chcemy osiągać takie sukcesy jak obecnie Norwegowie, musimy dać czas trenerowi. Jan Urban może nie jest idealnym wyborem, ale na tym etapie ponowne wywracanie wszystkiego do góry nogami nie ma większego sensu.
Norweski system szkolenia
Norwegia od lat rewolucjonizuje swój system szkolenia. Obecne hasło Norweskiego Związku Piłki Nożnej można przetłumaczyć jako: „Jak najwięcej, jak najdłużej, jak najlepiej”. To właśnie te trzy założenia stanowią fundament norweskiej filozofii szkolenia we wszystkich dyscyplinach sportu.
Jednym z najważniejszych elementów szkolenia młodzieży jest całkowity zakaz prowadzenia oficjalnej selekcji, publikowania tabel ligowych oraz klasyfikacji strzelców w najmłodszych kategoriach wiekowych (do 13 lat). Młodzi zawodnicy mają przede wszystkim rozwijać swoje umiejętności piłkarskie, fizyczne oraz mentalne. Celem jest to, aby nikogo nie skreślać zbyt wcześnie, zwłaszcza że Norwegia liczy zaledwie nieco ponad pięć milionów mieszkańców. Następnie najbardziej utalentowani piłkarze trafiają do programu Landslagsskolen („Szkoła Reprezentacji”), który podzielony jest na 18 okręgów. Tam zawodnicy mogą trenować pod okiem koordynatorów młodzieżowych Norweskiego Związku Piłki Nożnej, jednak nie oznacza to opuszczenia swoich klubów. Ich główny rozwój nadal odbywa się w lokalnych akademiach, a sam program pełni funkcję dodatkowego etapu obserwacji i selekcji do reprezentacji młodzieżowych.
Norweska Federacja korzysta również z nowoczesnych narzędzi analitycznych, aby jak najbardziej ujednolicić rozwój młodych piłkarzy. W 2026 roku podpisała umowę z platformą Kitman Labs, która ma stworzyć system umożliwiający klubom z całej Norwegii bezpośrednie nominowanie zawodników i tworzenie ich wstępnych profili. Jednocześnie okręgi oraz trenerzy reprezentacji będą mogli zarządzać zawodnikami i drużynami młodzieżowymi w jednym, wspólnym środowisku. Dzięki odpowiednio przypisanym uprawnieniom każdy podmiot będzie miał dostęp wyłącznie do danych niezbędnych do swojej pracy. A pełna historia rozwoju zawodnika będzie towarzyszyć mu na każdym etapie kariery.
„Celem jest usunięcie tarć w sposobie identyfikacji, oceny i rozwoju zawodników w norweskich klubach, okręgach i drużynach narodowych.”Thomas Bock Brantsæter, dyrektor ds. identyfikacji talentów w Norweskim Związku Piłki Nożnej, dla Kitman Labs.
Działania rozpoczęte w 2007 roku przyniosły bardzo wyraźne efekty. Norwegowie doskonale wiedzą jednak, że futbol cały czas się rozwija, dlatego metody szkolenia również muszą ewoluować. Nieustannie inwestują w rozwój lokalnej infrastruktury, ponieważ mają świadomość, że nawet w niewielkiej norweskiej miejscowości może dorastać przyszły reprezentant kraju. W Polsce szkolenie również zrobiło postęp na przestrzeni ostatnich lat. Jednak nadal istnieje problem, którego skutki od dawna widać w pierwszej reprezentacji.
Polska mentalność
Pod tym względem Norwegia bije nas na głowę, jednak nie jest to problem wyłącznie pierwszej reprezentacji. To zjawisko można zauważyć praktycznie w każdej dziedzinie życia, nie tylko podczas rozmów o sporcie. Skupiając się jednak na piłce nożnej, wydaje się, że właśnie mentalność jest jednym z głównych powodów, dla których polski futbol wygląda dziś tak, a nie inaczej.
Od najmłodszych lat na wielu treningach piłkarskich panuje przekonanie, że błąd jest czymś, za co zawodnika należy od razu ganić. W ten sposób rodzi się lęk przed popełnieniem błędu, który później towarzyszy piłkarzowi na każdym etapie jego rozwoju. Norwescy trenerzy pod tym względem wydają się znacznie bardziej wyrozumiali, ponieważ w najmłodszych kategoriach wiekowych nie ma presji na wynik. Jeśli norweskie dziecko popełni błąd, który zakończy się utratą gola, nie jest za to karane. W Polsce natomiast praktycznie każda pomyłka wydaje się mieć ogromne znaczenie. Bo już od najmłodszych lat liczy się przede wszystkim wynik.
Tworzy to swego rodzaju błędne koło, które w dłuższej perspektywie nie sprzyja wychowywaniu piłkarzy odważnych, pewnych siebie i charyzmatycznych. Polski system szkolenia może pochwalić się sukcesami na turniejach młodzieżowych, jednak dorosła piłka znacząco różni się od tej juniorskiej. Oczywiście pojawiają się zawodnicy tacy jak Pietuszewski, jednak wydaje się, że są oni raczej pozytywnymi wyjątkami niż efektem dobrze funkcjonującego systemu. Świętej pamięci Leo Beenhakker diagnozował u polskich piłkarzy „strach przed wyjściem z cienia”. Wielu zagranicznych trenerów chwali polskie szkolenie pod względem czysto piłkarskim. Niestety bez odpowiedniego przygotowania mentalnego już od najmłodszych lat same umiejętności techniczne często okazują się niewystarczające. Za system szkolenia odpowiada przede wszystkim PZPN i zrzucanie całej odpowiedzialności na kluby wydaje się co najmniej nie na miejscu. Zresztą sam PZPN również jest jednym z głównych powodów obecnej sytuacji.
Szkolic my nawet potrafimy
problem jest w naszej mentalności xd
Gdyby Kaminski zagral taka pierwsza polowe jak wczoraj Nusa to by zostal ukamienowany przez Tomaszewskiego
Zatrudnianie 6 w 8 lat tez srednio pomaga a kto wie moze za rok bedzie 7— Wojtek Gryz (@WojtekCyferki) July 6, 2026
NFF a PZPN
Norwegia również lepiej wypada pod względem sposobu wyboru prezesa związku. Szefem NFF nie zostaje osoba wyłącznie dzięki swoim kontaktom, lecz kandydat, który przejdzie wieloetapowy proces oceny swoich kompetencji. Przed wyborami potencjalni kandydaci są oceniani przez niezależny organ o nazwie Valgkomité. Dopiero na podstawie jego rekomendacji piłkarski parlament wybiera prezesa związku, którego kompetencje są jednocześnie wyraźnie ograniczone przez strukturę całej federacji. Dodatkowo długość kadencji nie jest jednakowa. Pierwsza trwa cztery lata, a każda kolejna dwa. W praktyce bardzo trudno objąć to stanowisko wyłącznie dzięki znajomościom. Valgkomité przeprowadza szereg rozmów, wywiadów oraz analiz kandydatów. Od 2022 roku funkcję prezesa NFF pełni Lisa Klaveness.
PZPN stanowi pod tym względem niemal całkowite przeciwieństwo norweskiego modelu. Cezary Kulesza umocnił swoją pozycję, co najlepiej pokazały ostatnie wybory, w których nie miał żadnego kontrkandydata. Sam związek od lat mierzy się z mniejszymi i większymi kontrowersjami, które nie przekładają się na realne zmiany we władzach organizacji. Cały ten obraz sprawia wrażenie systemu rodem z poprzedniej epoki pokazuje, jak przestarzały jest obecny model wyboru władz. Dodatkowo sposób funkcjonowania PZPN-u nie zawsze sprawia wrażenie odpowiednio kontrolowanego, a niektóre wydarzenia bardziej przypominają polityczne rozgrywki niż zarządzanie związkiem piłkarskim.
Im dłużej analizuje się różnice pomiędzy obiema federacjami. Tym łatwiej dojść do wniosku, że obecny poziom polskiej piłki nie jest przypadkiem. Bez gruntownych zmian na praktycznie każdej płaszczyźnie trudno będzie zrobić kolejny krok naprzód, nawet jeśli ponownie trafi nam się bardzo utalentowane pokolenie zawodników. Na razie niewiele wskazuje jednak na to, by takie zmiany miały nastąpić. Polski Związek Piłki Nożnej sprawia dziś wrażenie organizacji, w której przeprowadzenie głębokich reform jest wyjątkowo trudne.

Norwegia chce wskoczyć na ten poziom na stałe
Tym sposobem Norwegia pokazuje, że nawet awans do ćwierćfinału mundialu jest dla niej dopiero początkiem. Już dziś ta reprezentacja prezentuje się bardzo dobrze, a następna dekada może być dla niej jeszcze lepsza. Trener z mocną pozycją zarówno w związku, jak i wśród piłkarzy, dalszy rozwój systemu szkolenia oraz stale rosnące zainteresowanie piłką nożną przynoszą wymierne korzyści. Norwegowie mają ambicję na stałe dołączyć do światowej czołówki i niewykluczone, że za cztery lub pięć lat będą już uznawani za jedną z najlepszych reprezentacji na świecie.
Obecnie mecz z Anglią może dać im historyczny awans do strefy medalowej. Takie osiągnięcie byłoby najlepszym dowodem na to, że konsekwentna praca kompetentnych ludzi przynosi efekty. Wielu komentatorów twierdzi, że Wikingowie przeżywają swoje „Euro 2016”. Wydaje mi się jednak, że to nie do końca trafne porównanie. Kolejne turnieje mogą pokazać, że dla Norwegii ten mundial nie będzie jednorazowym sukcesem, lecz początkiem nowej piłkarskiej rzeczywistości.
Polska za to stoi w miejscu – czyli się cofa
Jako kibic reprezentacji Polski nadal wierzę, że mimo wielu problemów w przyszłości osiągniemy sukces. Sama dobra infrastruktura nie wystarczy jednak do wychowania piłkarzy grających w sposób, jaki dziś prezentują Norwegowie. Sami utalentowani zawodnicy również nie odmienią naszej piłki, jeśli trenerzy na każdym szczeblu będą myśleli wyłącznie o wyniku ze względu na strach przed utratą pracy. To właśnie takie podejście doprowadziło nas do miejsca, w którym obecnie się znajdujemy. Dziś wyglądamy na przeciętną reprezentację. Tym bardziej frustruje fakt, że pod względem potencjału moglibyśmy być znacznie mocniejszym zespołem. Bez zmian na samym szczycie trudno jednak oczekiwać poprawy. Osoby pracujące w PZPN-ie rzadko decydują się na rewolucyjne zmiany, ponieważ często oznaczałoby to utratę wpływów.
W Polsce stanowiska we władzach związku wciąż sprawiają wrażenie bardziej politycznych niż sportowych i wiążą się z wieloma przywilejami. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić, co może na dłużej skazać naszą piłkę na przeciętność. Zmarnowaliśmy bardzo dobre piłkarskie pokolenie, którego nie da się odtworzyć z dnia na dzień. Dziś jeszcze można porównywać nas z Norwegią. Jednak za dwa lub trzy lata różnica pomiędzy obiema reprezentacjami może być już znacznie większa. Na ten moment musimy oswoić się z myślą, że Polska walczy o przeciętność, podczas gdy Norwegia będzie rywalizować o najwyższe cele.