Jose Mourinho będzie szkoleniowcem Interu także w kolejnym sezonie. Spekulacje na temat jego przyszłości to zasłona dymna przed finałem LM oraz efekt obsesji „Królewskich”.
Korespondencja z Madrytu
Sobotni finał Ligi Mistrzów to środek, a nie cel piłkarskiego weekendu w Hiszpanii. Przynajmniej według mediów. Cały kraj zdaje się bardziej oczekiwać na ogłoszenie Jose Mourinho szkoleniowcem Realu Madryt, aniżeli na piłkarski spektakl na stadionie „Królewskich”. I raczej się nie doczeka.
Portugalski technokrata to najbardziej utytułowany trener dekady. Od sukcesów z FC Porto po sobotni finał w Madrycie, minione lata wykreowały Jose Mourinho na szkoleniowca numer jeden w futbolu. Po sukcesach w Premier League oraz Serie A, Primera Division pozostała dla obecnego trenera Interu ostatnią wielką ligą do podbicia.
Najbardziej przekonują o tym hiszpańskie media, które głównie wokół osoby Portugalczyka relacjonują przygotowania do sobotniego finału Ligi Mistrzów na Estadio Santiago Bernabeu. Że jego rodzina już jest gotowa na przeprowadzkę do stolicy Hiszpanii, że do Mediolanu wróci tylko na oficjalne świętowanie zwycięstwa (nikt bowiem w Hiszpanii w zwycięstwo Interu nie wątpi), że Jorge Mendes ustalił już nawet szczegóły transferu. Już pozamiatane?
Wszystko, niczym w najlepszej teorii spiskowej, dopracowane do ostatniego szczegółu. Mourinho do finału LM potrafi dojść nawet z zespołem opartym na piłkarzach na Madryt za słabych: Sneijderze, Samuelu, Cambiasso czy nigdy niechcianym Eto’o. Finału, w drodze do którego zatrzymał FC Barcelona. Znienawidzony już i tak do ostatniego źdźbła murawy Camp Nou, uratował Real Madryt przed największą możliwą kompromitacją – zwycięstwem Katalończyków na Santiago Bernabéu i pierwszą w historii udaną obroną trofeum Ligi Mistrzów.
Śmiem twierdzić, że spekulacje dotyczące José Mourinho oraz Realu Madryt nie znajdą jednak potwierdzenia i Portugalczyk kolejny sezon rozpocznie na Stadio Giuseppe Meazza. Dlaczego idę na przekór wszystkim doniesieniom mediów?
Po pierwsze, Mourinho doskonale odciąga uwagę dziennikarzy od przygotowania piłkarzy do meczu. Nie po raz pierwszy są oni w cieniu swojego mistrza, który bierze na siebie całą presję przedmeczowych relacji prasy. Nikt nie mówi o zaledwie dwóch golach Samuela Eto’o podczas ponad tysiąca minut Ligi Mistrzów w tym sezonie ani o coraz częstszych błędach Lucio na środku obrony. Solidnego śledztwa wymaga też określenie obecnej sytuacji Mario Balotellego w klubie. Podczas konferencji prasowych, jak choćby dzisiaj, uwagi dziennikarzy nie skupiała taktyka Interu na Bayern, a przyszłość popularnego „Mou”.
Po drugie, Madrytem rządzi teraz obsesja. Wielokrotnie w ostatnim tygodniu Mourinho podkreślał: „pasja, nie obsesja”. Real padł ofiarą dwóch obsesji: transferów oraz trofeów. Ostatnie lato pokazało, że klub z Estadio Santiago Bernabeu gotów jest wydać każde pieniądze na najlepszych tego świata. Najlepszych, których Mourinho nigdy nie chciał. Szewczenko i Ballack na Stamford Bridge pojawili się pomimo sprzeciwu Portugalczyka, który już w Interze bez żalu pozbył się Ibrahimovicia. Mourinho gwiazdy tworzy, nie kupuje.









