Dla takich meczów istnieje właśnie Liga Mistrzów. Mimo że rywale znają się z La Liga, tej otoczki nigdzie nie znajdziemy. To był kolejny piękny wieczór z najlepszą ligą świata. Real Madryt pokonał Atletico Madryt 1:0 po golu Javiera Hernandeza i wywalczył awans do półfinałów Ligi Mistrzów.
„Los Blancos” przystąpili do spotkania zdziesiątkowani kontuzjami. W ciągu tygodnia urazów doznali Modrić, Benzema i Bale. Do tego zabrakło zawieszonego Marcelo. Już brak Chorwata, który niedawno wrócił do podstawowego składu, wróżył ciężką przeprawę na Bernabeu. Media kreśliły wiele wariantów dzisiejszej jedenastki, na którą mógł się zdecydować Ancelotti. Włoch postawił od początku na Coentrao, Chicharito oraz Ramosa, który zagrał w jednej linii z Tonim Kroosem i Isco.
Od początku czuć było, że stawka spotkania jest bardzo wysoka. Pierwsze minuty to maksymalna koncentracja i organizacja w obu zespołach. „Los Blancos” kontrolowali grę, wymieniając podania na połowie „Los Rojiblancos”. Piłkarze Simeone skupili się na obronie, stawiając podwójne zasieki przed bramką Oblaka. Real szybko rozprowadzał futbolówkę, ale nie wiązały się z tym żadne stuprocentowe okazje. Następnie nadszedł czas Atletico. Banda Simeone przejęła pałeczkę i przez długi czas nie wypuszczała podopiecznych Carletto za linię połowy boiska.
Po przerwie „Los Blancos” dalej przeważali i próbowali skutecznie ukąsić swojego rywala. Ataki Realu jednak nie przynosiły efektu. Raz po raz próbowali Ronaldo, Ramos czy Chicharito, ale piłka jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki Oblaka, który bronił w magiczny sposób.
W ekipie z Concha Espina ewidentnie brakowało Luki Modricia, który swoją dynamiką i zmianami rytmu nadałby inny wymiar grze „Los Merengunes”. Zamiast niego grał Sergio Ramos, który bardzo nieswojo czuł się w parze z Kroosem. Widać było tę niepewność w ruchach nominalnego obrońcy. Spotkanie było bardzo intensywne. Boisko było pełne małych wojenek pomiędzy piłkarzami. Swoje role odegrali Coentrao czy Arda Turan.. Nikt nie odpuszczał, ponieważ jeden błąd mógł być katastrofalny w skutkach. Kolejne minuty to znany z polskiej ekstraklasy „mecz walki”. Piłkarze ścierali się ze sobą, ale nie przynosiło to wymiernych skutków. Minuty upływały, a na Bernabeu dalej utrzymywał się remis. Próbowali Ronaldo, Ramos czy Chicharito. Z drugiej strony odgryzał się Koke. Tempo nadal było wysokie, ale niektórzy upatrywali końcowego wyniku w dogrywce albo rzutach karnych.










