Faza grupowa Ligi Mistrzów za nami, 20 grudnia poznamy pary 1/8 finału, a 7 stycznia FIFA ogłosi laureata plebiscytu Złotej Piłki 2012. Jak dobrze wiemy, w finałowej trójce znaleźli się Cristiano Ronaldo, Lionel Messi i Andres Iniesta. Przyjrzyjmy się więc, który z nich ma największe szanse na jej otrzymanie. Czy Messi przejdzie do historii i zdobędzie ją po raz czwarty z rzędu? Eksperci już znają odpowiedź: tak.
Wspomniani eksperci, do których zaliczamy tutaj również selekcjonerów reprezentacji, którzy głosują na najlepszego piłkarza świata, są wręcz przekonani, że statuetka po raz kolejny powędruje do „La Pulgi”. Swoje decyzje mogą argumentować, co też właśnie robią, w głównej mierze tym, że patrzenie na grę Messiego jest niezapomnianym doznaniem. I faktycznie, nikt nie potrafi czarować z piłką przy nodze tak jak Argentyńczyk. FIFA wyraźnie zaznacza jednak, że najważniejszym kryterium wyboru winny być trofea zdobyte przez poszczególnych zawodników, a dopiero później talent, a także współczynnik fair-play. I jeśli chodzi o talent, to Messi nie ma sobie równych. Przecież od wiek wieków mówi się o tym, że Leo po prostu tak genialny piłkarsko się urodził. Cristiano Ronaldo na swoje umiejętności i pozycję ciężko pracował przez wiele lat. A Iniesta? – Obecność Iniesty wśród trójki kandydatów do zdobycia Złotej Piłki wydaje się tylko koniecznym uzupełnieniem tego zaszczytnego grona – mówi zastępca redaktora naczelnego iGola, Grzegorz Ignatowski. Nic dodać, nic ująć. Nie umniejszamy niczego reprezentantowi Hiszpanii, ale nie ma on żadnych szans w starciu z Cristiano i Leo. A przecież dla wielu trzecie nominowane nazwisko w ogóle było zaskoczeniem, o czym mówi Mateusz Wittig z działu marketingu: – W gronie najlepszych piłkarzy świata może nam brakować takich nazwisk jak Ibrahimović czy Casillas, którzy ostatnimi czasy pokazują się z bardzo dobrej strony, ale trzeba także wiedzieć, iż jest to spowodowane jedynie zasadami konkursu, które pozwalają na wybór tylko trzech piłkarzy do ścisłego finału.

Na chwilkę wypada zatrzymać się przy wspomnianym Ikerze Casillasie, który sam niejednokrotnie mówił o tym, że „pozycja bramkarza jest deprecjonowana i w przyszłości trzeba to zmienić”. Faktycznie, jeśli istniał lepszy moment na nagrodzenie kapitana Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii, to był nim właśnie tegoroczny plebiscyt. Mistrzostwo Europy, mistrzostwo Hiszpanii, Superpuchar Hiszpanii… Talent? Proszę bardzo, nawet najzagorzalsi fani Barcelony nie pisną złego słówka w kierunku Ikera, bo jest to po prostu profesjonalista pełną gębą, który chyba urodził się z rękawicami bramkarskimi na rękach i nadludzkim refleksem. Tak czy owak, Hiszpana w finałowej trójce nie ma, a osobiście uważam, że zasłużył na to zdecydowanie bardziej niż Don Andres. Iniesta zdobył w tym roku już jedną nagrodę – dla najlepszego piłkarza w Europie UEFA. Ta decyzja również była zaskakująca. Co więcej, była początkiem wielkiego smutku Cristiano Ronaldo, o którym swego czasu tak hucznie rozpisywała się hiszpańska prasa. Złota Piłka to jednak Złota Piłka. Umówmy się, miniony sezon wcale nie był w wykonaniu „Bladej twarzy” z Barcelony jakoś szczególnie wybitny. Dwa gole i dziewięć asyst w lidze nie rzucają na kolana, zwłaszcza że sama „Blaugrana” zdobyła w sezonie 2011/2012 „tylko” Puchar Króla (dorzucamy do tego klubowe mistrzostwo świata). Już Xavi Hernandez miał zdecydowanie lepsze statystyki od swojego rodaka. Ba, Ricardo Kaka, o którym Jose Mourinho w Realu Madryt przez 3/4 sezonu prawie w ogóle nie myślał, może pochwalić się bardzo zbliżonymi indywidualnymi osiągnięciami. Iniesta broni się jednak mistrzostwami Europy, na których spośród hiszpańskich gwiazdorów błyszczał najjaśniej. Ten turniej należał do niego, wychowanek „Barcy” trafił z formą wręcz idealnie i poprowadził swoich kolegów do historycznego triumfu.











