W środę wieczorem rozegrano kilka arcyciekawych spotkań. Głośno było miedzy innymi o grupie A. O 18:45 rozpoczęło się starcie w Amsterdamie, zakończone wynikiem 4:0 dla tamtejszego Ajaksu. Prawdziwa gratka rozpoczęła się jednak trochę ponad dwie godziny później. Niepokonane w tym sezonie Napoli mierzyło się z Liverpoolem, który ostatnio spisuje się za to poniżej oczekiwań.
Napoli dość dobrze weszło w sezon ligowy. Zespół Luciana Spallettiego ma na swoim koncie na tę chwilę trzy zwycięstwa i dwa remisy, czym zagwarantował sobie pozycję wicelidera we włoskiej Serie A. Zresztą nie jest to przypadek. Drużyna z Neapolu co prawda straciła przed sezonem kilku gwiazdorów (m.in. Lorenza Insigne, Kalidou Koulibalego, czy Fabiana Ruiza), ale skutecznie zastąpili ich inni. Napoli wygląda dobrze, więc i wyniki się zgadzają. Dla Włochów ten mecz to powrót do Champions League po dwóch latach. Liverpool to już stały bywalec i finalista poprzedniej edycji.
„The Reds” niespodziewanie weszli w ten sezon dużo gorzej. Poprzedni, mimo braku najważniejszych trofeów, zaliczyli za to genialny. W tym widać już spory regres. Wcześniej wygrywali mecz za meczem, teraz zajmują odległe siódme miejsce w lidze. W grze ekipy Juergena Kloppa widać przebłyski – szczególnie ostatnio. To jednak mimo wszystko jeszcze nie to samo, do czego piłkarze Liverpoolu przyzwyczaili w ubiegłych latach. Przed starciem na Stadio Diego Armando Maradona z racji doświadczenia to oni byli faworytami. Słaba forma z Premier League jednak powieliła się i w Lidze Mistrzów. Trzy punkty zostały we Włoszech.











