Media często wspominają o wyimaginowanych wymaganiach artystów muzycznych, którzy nierzadko życzą sobie nietypowych rzeczy. Tak oto garderoba Madonny musi wyglądać dokładnie jak pomieszczenie w jej własnym domu, meble Paula McCartneya nie mogą być skórzane, a Bloodhoung Gang poprosili o małpę w garderobie. Piłkarze również mają wysokie wymagania wobec klubów albo i odwrotnie – kluby w stosunku do piłkarzy. Przypomnijmy więc sobie kilka naprawdę kuriozalnych zapisków kontraktowych albo sytuacji z nich wynikających.
Oprócz stałych tygodniówek zarówno piłkarze, jak i kluby mają możliwość zawierania w umowie dodatkowych szczegółów i warunków danego kontraktu. Tak oto Krzysztof Piątek zagwarantował sobie w kontrakcie z AC Milan, że za każde pięć bramek zdobyte dla „Rossonegrich” otrzyma dodatkową premię pieniężną. W przypadku Piątka jest to jednak standardowa, niczym niewyróżniająca się klauzula. Ilu piłkarzy, tyle kontraktowych zapisów, a historia futbolu zna już wiele nietypowych przypadków.
Prywatny Legoland
Ustalając warunki z nową drużyną, warto być szczegółowym, bo małe niedopowiedzenie może powodować kuriozalne sytuacje. Przekonał się o tym Giuseppe Reina, niemiecki napastnik. Podpisując kontrakt z Arminią Bielefeld, zażyczył sobie nowego domu za każdy sezon gry na SchücoArena. Reina zdziwił się, jak hojny jest jego nowy klub, gdyż władze Arminii zdecydowały się zaakceptować postawione przez niego warunki.
Jeszcze większe zaskoczenie spotkało go, gdy przyszło mu odebrać obiecane wcześniej domy. Napastnik stał się posiadaczem trzech nowo zbudowanych domków z klocków Lego. Nie było bowiem ustalone, że mają być to domy nadające się do mieszkania. Gdyby piłkarz zdecydował się zostać w Bielefeld na dłużej, możliwe, że dorobiłby się większej liczby domów za kolejne lata gry. Prywatny Legoland? Dlaczego nie! Po trzech latach gry dla Arminii Niemiec odszedł jednak do Borussii Dortmund. Miasto z klocków w Bielefeld nie powstało, ale mogę założyć się, że Reina nadal trzyma na półce wywalczone w kontrakcie domki.
Betis nie lubi czerwieni
16 czerwca 2016 roku do ligi hiszpańskiej powracał Rafael van der Vaart. Transfer byłego zawodnika Realu Madryt był głośnym wydarzeniem, a hiszpańskie media uwielbiały rozpisywać się na temat jego powrotu na Półwysep Iberyjski. Holender, podpisując umowę z Betisem, musiał obiecać, że podczas swojej przygody z „Verdiblancos” nie założy w oficjalnych spotkaniach… czerwonego obuwia.
Pewnie nietrudno domyślić się, że władzom Betisu kolor czerwony kojarzy się z barwami lokalnego rywala – Sevilli. Były reprezentant Holandii miał zarobić dzięki temu dodatkowe 114 tysięcy euro miesięcznie. Całkiem sporo jak na unikanie tylko jednej barwy obuwia.
Lęk przed lataniem
To chyba najbardziej znany przypadek nietypowej klauzuli w piłkarskim kontrakcie. Dennis Bergkamp zastrzegł sobie w umowie z londyńskim Arsenalem, że klub nie będzie przymuszał Holendra do latania samolotem. Bergkamp prawie zawsze miał zapewniony alternatywny środek transportu. Niektóre źródła podają, że Holender był w stanie poświęcić nawet sto tysięcy euro swojej pensji, by zapis ten znalazł się w kontrakcie.











