Wisła Płock pod wodzą nowego trenera zgodnie z oczekiwaniami znacznie poprawiła swój styl gry. Poprawie uległy także wyniki. Cztery zwycięstwa i remis w pięciu pierwszych spotkaniach mogą robić wrażenie. Drużyna, która jeszcze niedawno balansowała na granicy przeciętności, teraz nie tylko zdobywa punkty, lecz także budzi w kibicach realne nadzieje na powrót do PKO BP Ekstraklasy. Choć na ocenę całego sezonu jest jeszcze za wcześnie, początki pracy Misiury w Płocku mogą napawać optymizmem.
Objęcie sterów Wisły Płock przez 43-latka było pewnym zaskoczeniem, ale też nadzieją na lepsze wyniki i wypracowanie stylu gry. Pod wodzą Dariusza Żurawia zespół prezentował mało wyrazisty, monotonny futbol. Dla postronnego kibica w grze „Nafciarzy” nie było nic godnego uwagi. Brakowało pomysłu na ofensywę, a defensywa często zawodziła. Misiura od samego początku postawił na bardziej ofensywne ustawienie, grając na dwóch napastników, co wprowadziło nową jakość do gry Wisły. Zespół, choć wciąż nieco niedokładny i marnujący wiele sytuacji, prezentuje się ciekawie w ataku i dość solidnie w obronie. Widać, że drużyna dopiero się kształtuje, ale już teraz można dostrzec znaczną poprawę w porównaniu z poprzednim sezonem.
Wisła dobrze trafiła z transferami
Przed sezonem „Nafciarze” dokonali kilku znaczących wzmocnień. Maciej Gostomski i Bojan Nastić zapewniają spokój w defensywie, a Edmundsson dobrze odnajduje się w rotacji. Kun z miejsca stał się jednym z kluczowych zawodników, Pomorski wygląda nie najgorzej, a Famulak pomimo zaledwie jednego występu w podstawowej jedenastce zdołał już zdobyć bramkę na wagę remisu. Młodzi – jak Misiak, Kukułka czy Brzozowski – powoli zbierają cenne minuty.
Kluczowym nabytkiem okazał się natomiast Dani Pacheco. Hiszpan od pierwszych spotkań stał się liderem zespołu, znakomicie rozgrywa i nie boi się brać gry na siebie. Jego umiejętność kontrolowania tempa meczu i kreatywność w ataku wyróżniają go na tle innych zawodników. Również Jime, który w poprzednim sezonie dołączył do Wisły Płock, w tym roku pokazuje, na co go stać, zdobywszy już cztery bramki. To, co kiedyś było jego słabością – brak regularności – teraz stało się jego atutem. To ten hiszpański duet w połączeniu z dość stabilną defensywą odpowiada za sukces Wisły w pierwszych spotkaniach.










