
Trener, który uczył się w Niemczech, Madrycie i Chinach, a w Polsce awansował ze Zniczem Pruszków do I ligi i z Wisłą Płock do Ekstraklasy.
Mariusz Misiura urodził się 1 czerwca 1981 roku w Szczecinie. Do Pogoni trafił jako dziecko, w jednej grupie z Arkadiuszem Mysoną. Przed piłką była inna dyscyplina: jak mówi, został juniorskim wicemistrzem Europy w tenisie stołowym, choć finału z Czechem nie pamięta. Zapamiętał za to partie z ojcem na drzwiach zdjętych z szafy, z książkami zamiast siatki. Ojciec nigdy nie dawał mu wygrać, a on przegrywał i płakał.
W pierwszym zespole Pogoni znalazł się jesienią 2001 roku, gdy klub zdobywał wicemistrzostwo Polski. Za wzór piłkarza uważał Bartosza Ławę, a w Ekstraklasie zadebiutował 16 marca 2002 w meczu z Polonią Warszawa, wchodząc za Jacka Bednarza. Rozegrał w niej 11 spotkań. Latem 2002 roku, gdy stara Pogoń się rozpadała, był jednym z dwóch zawodników z poprzedniego składu w pierwszym sparingu nowej drużyny. Potem grał w Zniczu Pruszków, Gwardii Koszalin, ŁKS Łomża, Świcie Nowy Dwór Mazowiecki i w niższych ligach niemieckich. Gdy klub upadał, razem z Dariuszem Adamczukiem i Grzegorzem Matlakiem współtworzył odbudowywaną od najniższych lig Pogoń Nową; przez rok grał w niej za darmo i awansował do okręgówki. Siebie nazywa „Portowcem” na dobre i na złe.
Pierwszą poważną pracę dostał w 2007 roku w kobiecym Gryfie Szczecin, na trzy tygodnie przed startem sezonu. Zmienił system z 3-5-2 na 4-4-2 i zespół zajął trzecie miejsce w I lidze, choć celem było utrzymanie. W 2010 roku klub, już jako Pogoń Women, awansował do Ekstraligi i trzykrotnie grał w finale Pucharu Polski. Misiura był w nim trenerem i prezesem jednocześnie; w marcu 2013 roku klub rozpadł się z powodów finansowych. Rok 2009 spędził jako asystent selekcjonera reprezentacji Polski kobiet, Roberta Góralczyka. Po latach mówił, że ta praca ukształtowała go jako człowieka: nauczyła wrażliwości w doborze słów i zwracania uwagi na ambicję zawodniczek. Wspomina mecz, po którym zawodniczki, jak uważał, nie biegały bez piłki. Następnego dnia na rozruchu w Parku Kasprowicza ustawił dwadzieścia stożków, kazał każdej stanąć przy jednym i przez kwadrans nic nie mówił. Na pytanie, czy to przyjemne, usłyszał „fatalne”, i odpowiedział, że właśnie tak widział poprzedni mecz.
Kilka tygodni po końcu Pogoni Women został trenerem Blau-Weiss Hohen Neuendorf z 2. Bundesligi kobiet. Przez trzy sezony utrzymywał zespół, sprowadził kilka reprezentantek Polski i, jak policzył, 23 jego zawodniczki zadebiutowały w różnych kadrach. Równolegle jeździł na szkolenia niemieckiej federacji do Kolonii i Dortmundu, razem z trenerami męskiej Bundesligi, i kończył w Polsce licencję UEFA A. W ostatnim roku prowadził też juniorki U17, które awansowały do Bundesligi. W czerwcu 2017 roku, po utrzymaniu w lidze, klub ogłosił zmianę trenera; według niemieckiej prasy zawodniczki same poprosiły o to zarząd, bo rysy między trenerem a zespołem widać było od dawna. Misiura miał zostać przy juniorkach, ale wyjechał do Chin.
Na kursie w Niemczech w 2014 roku usłyszał od dyrektora, że mistrzowie świata źle szkolą i muszą uczyć się od Hiszpanów i Portugalczyków. Zdecydował, że musi pojechać do Hiszpanii. Na szkoleniach w Niemczech ktoś zaproponował mu pracę w Realu Madryt. W 2016 roku zaczął jako skaut piłkarzy z Europy Wschodniej, po kilku miesiącach powiedział szefowi, że skauting nie jest dla niego, i przeniósł się do metodologii zawodników w wieku 12–16 lat. Zapamiętał, że w Realu zawodnika sprawiającego problemy wychowawcze nie kazano wychowywać, tylko przygotowywać do transferu. Odbył też kilka staży w Benfice. W tym samym 2016 roku dwukrotnie rozmawiał z Michałem Świerczewskim o pracy w Rakowie Częstochowa; prezes wybrał Marka Papszuna. Misiura był wtedy zły, ale dziś uważa, że nie był gotowy, a ta porażka nakręciła go do dalszej nauki.
Potem trafił do chińskiego Guizhou HengFeng, gdzie trenerem pierwszej drużyny był Hiszpan Gregorio Manzano, a Misiura został koordynatorem akademii. Do Jordiego Cruyffa, u którego odbył staż, dotarł przez Adriana Mierzejewskiego; chciał wycisnąć z niego „każdą godzinę jak cytrynę”, bo jako kibic Barcelony ciągnęło go do La Masii. Po kilku miesiącach chciał wracać, ale przyszły sukcesy, między innymi medal na olimpiadzie do lat 21. Gdy wybuchła pandemia, razem z żoną wyleciał z Chin na Filipiny na planowane kilkutygodniowe wakacje i został tam kilka miesięcy. W 2020 roku wrócił do Polski i, jak mówi, prezesi i dyrektorzy nie chcieli się z nim spotykać. Na kurs UEFA Pro w 2022 roku nie został przyjęty, bo doświadczenia za granicą regulamin nie punktował. Zebrał potem 58 punktów przy skali do 50.
W sierpniu 2020 roku zatrudniła go trzecioligowa Warta Gorzów, po Pawle Wójciku. Do zespołu dołączył dzień przed meczem, odbył jeden trening i przegrał 0:3 w Chorzowie z Ruchem, obiecując, że w rewanżu Warta będzie „trudniejsza”. Jesień skończyła w strefie spadkowej, ale zespół się utrzymał i w czerwcu 2021 roku Misiura odszedł do Znicza Pruszków.
W Pruszkowie ostrzegano go, żeby nie rozpakowywał walizki, bo trenerów zwalnia się tam co trzy–cztery miesiące. Zaczął od czterech porażek, a w piątym meczu z Garbarnią Kraków drużyna odwróciła wynik 0:1; mówił, że bez tego mógłby stracić pracę i zwątpić w swoje podejście. Wspierał go prezes Sylwiusz Mucha-Orliński. Pierwszy sezon w II lidze skończył na 14. miejscu. W 2022/2023, z jednym z najmniejszych budżetów w lidze i w dużej mierze z piłkarzami niechcianymi gdzie indziej, zajął drugie miejsce. Szansę dał między innymi Jakubowi Wójcickiemu, Pawłowi Moskwikowi i Piotrowi Misztalowi, a Maciej Firlej i Dawid Barnowski dotarli pod jego opieką do Ekstraklasy. Awans do I ligi dała wygrana 1:0 w ostatniej kolejce z Hutnikiem Kraków 3 czerwca 2023 roku, po golu Krystiana Pomorskiego w 80. minucie. Z Pomorskim, jak mówi, nigdy nie odbył indywidualnej rozmowy o wymaganiach; wolał układać treningi tak, żeby ten sam doświadczał tego, czego od niego oczekuje. W trzech latach przewinęło się przez Pruszków około dwudziestu trenerów na stażach. W I lidze Znicz był typowany do spadku, a zajął 13. miejsce. Na ostatnim meczu z Arką Gdynia w 90. minucie Misiura miał łzy w oczach. W maju 2024 roku klub ogłosił jego odejście; wcześniej podpisał przedwstępną umowę z Wartą Poznań, która straciła moc po jej spadku z Ekstraklasy.
Od 1 czerwca 2024 roku prowadził Wisłę Płock, spadkowicza, który rok wcześniej nie dostał się nawet do baraży. Zespół trenował dwadzieścia minut jazdy od stadionu, a budżetowo, jak oceniał, był piątym–szóstym klubem I ligi. Zajął w niej trzecie miejsce, w barażach pokonał Polonię Warszawa 2:1 i Miedź Legnica 2:0, a awans 1 czerwca 2025 roku, w 44. urodziny trenera, był dla niego największym sukcesem. Do Płocka ściągnął Marcina Kamińskiego, wysyłając mu wcześniej filmik z jego prostą interwencją i gestem radości; pierwsza rozmowa trwała pół godziny, a przy stole w klubie dwie. Daniego Pacheco przekonywał słowami, że Górnik go skreślił, a on w niego wierzy. W Ekstraklasie 2025/2026 Wisła była liderem po jesieni, wiosną miała serię porażek, ale klub zostawił trenera, a sezon skończyła na ósmym miejscu. Przed meczem w Szczecinie w kwietniu 2026 roku, na który przyjechało ponad czterdzieści osób z jego rodziny, mówił, że kiedyś chciałby poprowadzić Pogoń: „Trzeba coś nareszcie postawić w tej szczecińskiej, pustej gablocie”. W lutym 2026 roku ukończył kurs UEFA Pro razem z asystentami Tomaszem Jasikiem i Bartoszem Bochińskim.
W czerwcu 2026 roku odszedł z Płocka. Według niego nowe warunki uzgodnił w kwietniu, ale klub nie przedstawił ich do podpisu; prezes Maciej Wiącek mówił, że spór dotyczył warunków umowy. 18 czerwca został trenerem Motoru Lublin po Mateuszu Stolarskim i przyprowadził pięciu współpracowników, w tym czterech z Wisły.
Misiura stawia na grę ofensywną i widowiskową. Przejął to, co nazywa hiszpańskim spokojem: piłkarze są dla niego jak marynarze płynący bez mapy, którym trzeba mówić o sztormach, ale pozwolić odkrywać nowe lądy. Jako przykład podaje zawodnika z Peru w drużynie U-16 Realu, który świetnie dryblował, ale nie widział długiego podania: zamiast tłumaczyć, wysyłano go po treningu na kilkanaście minut do bramkarzy ćwiczących długie piłki. Pozwala popełniać błędy i dużo rotuje: w I lidze Wisła dokonała najwięcej zmian w składzie (182), a po zwycięstwach zdarzało mu się wymieniać pięciu zawodników. W szatni nie ma tablicy taktycznej, bo woli opowiadać, że „dziesiątka” naciska na lewego środkowego obrońcę, a wahadłowy obniża się do skrzydłowego, żeby piłkarze widzieli to w głowach. Nie chce im ułatwiać życia. W Chinach, gdzie tłumacz słabo znał piłkarski język, zszedł do dwóch–trzech prostych reguł i podobnie robił później w Zniczu, choć w Polsce uważa, że może wymagać więcej. W Zniczu wprowadził też zasadę, że drugi zespół gra tym samym systemem co pierwszy.
W Zniczu i w Wiśle grał trójką obrońców, z bocznymi pomocnikami jako ważnym elementem ataku. Wisła w Ekstraklasie 2025/2026 najczęściej grała 3-5-2 i oddawała rywalom piłkę. Misiura tłumaczy, że posiadanie nie jest dla niego miarą: ważniejsi są zawodnicy, którzy na połowie rywala ryzykują, nawet za cenę strat i więcej biegania w fazach przejściowych. Pisał o tym w 2016 roku w pracy na kursie UEFA: piłkarz przez mecz jest przy piłce średnio około dwóch i pół minuty, więc o kontroli decyduje ruch bez niej. Chce bronić wysoko i nie „stawiać autobusu”, a w polskiej piłce brakuje mu gry jeden na jeden. Szukał dla Wisły „trochę szalonej” dziewiątki, która z dziesięciu prób większość straci, ale w mniejszości zrobi coś magicznego.
W Motorze Lublin zapowiedział, że zachowa strukturę zbudowaną przez Gonçalo Feio, ale na dwóch lub trzech pozycjach chce innych zawodników, między innymi wyższych na stałe fragmenty. W sezonie 2026/2027 ustawia drużynę najczęściej z czwórką obrońców, w 4-1-4-1.
Piłkarzy dobiera według profili na pozycjach. Przed sezonem 2023/2024 obejrzał ze swoim asystentem Danielem Kokosińskim 120 meczów na żywo i kilkaset w internecie, a przed transferem robi wywiady środowiskowe. Chce, żeby gracze mówili do niego po imieniu: szacunek to dla niego nie tytuł, tylko to, że w ważnym momencie ktoś za nim pójdzie. Po urlopie w Kenii pokazał drużynie slajd z wieloma kolorowymi drzwiami, żeby uświadomić, że w Polsce zatrzymać piłkarza może tylko lenistwo. W wolnym czasie ogląda mecze godzinami i analizuje drużyny, które mu imponują, jak Leeds Marcelo Bielsy i zespoły Unaia Emery'ego; chciałby porozmawiać z Pepem Guardiolą o zarządzaniu dużymi ego. Chodzi też na mecze trzeciej i czwartej ligi. Każdemu, kto prosi o spotkanie, stara się poświęcić czas na kawę i rozmowę o piłce, bo po powrocie z Chin kluby odmawiały spotkania jemu.
„Nie lubię iść utartymi ścieżkami. Wolę samemu wytyczać szlak.” (Sport.pl, sierpień 2024)
„Nie zamierzam strzelać gola na 1:0 i się murować, wybijać po autach.” (1liga.org, wrzesień 2024)
14
meczów
1,21
punktu na mecz
4
zwycięstwa · 5 remisów, 5 porażek
| Okres | Klub | Pkt/mecz | |||
|---|---|---|---|---|---|
| od czerwca 2026Ekstraklasa | Ekstraklasa | 14 | 4-5-5 | 1,21 | |
| 2024–2026od 1 ligi do Ekstraklasy | od 1 ligi do Ekstraklasy | 72 | 32-20-20 | 1,61 | |
| 2021–2024od 2 ligi do 1 ligi | od 2 ligi do 1 ligi | 106 | 40-23-43 | 1,35 |
wtorek, 27 października · Puchar Polski, 1/16 finału
piątek, 30 października · Ekstraklasa, 13. kolejka





