Cały sezon 2020/2021 nie jest z pewnością wymarzoną kampanią dla Sergio Ramosa. Kapitan „Los Blancos” więcej nie gra, niż gra, i to pierwsza taka sytuacja w jego karierze na Bernabeu. Pierwszy raz od transferu z Sevilli nie przekroczy nawet bariery dwóch tysięcy rozegranych minut. W tle wciąż toczy się walka o nowy kontrakt dla Ramosa, ale z każdym kolejnym dniem jego karty w ręce tracą znacząco na swojej wartości.
Historia Sergio Ramosa w Realu Madryt to historia zakochania od pierwszego wejrzenia. Dosłownie. Na Bernabeu przyszedł w ostatnim dniu okienka transferowego latem 2005 roku za 27 milionów euro. Pytanie, czy się opłacało, byłoby istną ignorancją dla osiągnięć kapitana „Królewskich”, który z klubem z Madrytu zdobył wszystko, co tylko mógł. Zapisał się w historii jako jeden z najlepszych środkowych obrońców i za kilkanaście lat przy rozważaniach o jedenastce najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej z pewnością będzie bardzo mocnym kandydatem.
Wydaje się, że jego czas na Bernabeu dobiega końca, choć nic jeszcze nie jest pewne. Kibice „Los Blancos” wciąż żyją nadzieją, że któregoś dnia zobaczą na oficjalnej stronie Realu Madryt „Comunicado Official: Sergio Ramos”, a w środku przeczytają, że ich kapitan odnowił kontrakt. Real, tracąc Ramosa, straci na przestrzeni trzech lat, dwóch największych liderów, jacy byli w tej szatni w ostatniej dekadzie. Najpierw odejście Cristiano Ronaldo, teraz czas na Ramosa?
Madryckie początki
Sergio Ramos do stolicy Hiszpanii zakupiony został przez nikogo innego jak Florentino Pereza. Legendarny prezes Realu Madryt bez wahania zapłacił za Hiszpana oczekiwane prawie 30 milionów euro po zaledwie jednym pełnym rozegranym sezonie w barwach Sevilli. Jak historia pokazuje, był to strzał w dziesiątkę. Florentino sprowadził na Bernabeu obrońcę, który naznaczył ponad dekadę w piłce nożnej i wciąż to robi.
Aklimatyzacja, problemy z wejściem do pierwszego zespołu, adaptacja do szatni pełnej gwiazd? Nic z tych rzeczy. Sergio Ramos do Realu Madryt wszedł z drzwiami i nikogo nie pytał o zgodę. Od początku widać było jego mentalność lidera. To jest cecha, która odróżnia wielkich od najwybitniejszych. Ramos zalicza się do tych drugich i co do tego nikt nie ma wątpliwości. W swoim pierwszym sezonie rozegrał ponad CZTERY TYSIĄCE MINUT.
Dla porównania Raphael Varane, który sprowadzany był w podobnym wieku, ledwo przekroczył tysiąc minut. Co istotne, Ramos na początku swojej przygody w białej koszulce traktowany był jako piłkarz bardzo uniwersalny. Najczęściej grał jako środkowy obrońca, ale zdarzało się, że grywał jako defensywny pomocnik czy także prawy obrońca. W końcu to jako prawy obrońca zdobył tytuł mistrza Europy w 2008 roku. Trenerzy w Realu się zmieniali, zawodnicy się zmieniali, sędziowie się zmieniali, nawet prezesi Realu Madryt się zmieniali, a Ramos? „El Capitano” wciąż grał i robił to wyśmienicie.
https://www.youtube.com/watch?v=mof-KdnTrZ8
Ramos i jego „królewskie” liczby
Właściwie wystarczyłoby napisać liczbę występów Sergio Ramosa w Realu Madryt i na tym moglibyśmy skończyć jakiekolwiek rozważania nad jego postacią, ale to nie za to kochają go kibice. Hiszpan w barwach klubu ze stolicy Hiszpanii rozegrał spotkań. Dzięki temu plasuje się na 4. miejscu na liście wszech czasów jedynie za wychowankami Realu: Raulem, Casillasem oraz Manolo Sanchisem. Za jego plecami są chociażby Fernando Hierro czy Emilio Butragueno, a więc bezwzględnie jedni z największych w historii Realu Madryt.











