Cracovia zaskoczyła czy to tylko chwilowy powiew zaangażowania i dobrego futbolu? Oglądamy ostatnio całkiem inny zespół niż ten sprzed kilku kolejek, a mecz z bydgoskim Zawiszą, który nadal jest wiceliderem rozgrywek, nie był przypadkiem.
W wyżej wspomnianym spotkaniu „Pasy” odprawiły z kwitkiem zbyt pewnego siebie Zawiszę z Bydgoszczy. Jak wcześniej nie było trudno zauważyć, że Cracovia gra w kratkę i większych szans na awans nie ma, tak teraz powoli krystalizuje się styl gry tego zespołu. Warto skupić się na dwóch zawodnikach, którzy w tym momencie naprawdę dają z siebie wszystko.

Zacznijmy od tego słabszego z lepszych. Damian Dąbrowski przychodził do Cracovii nie z Zagłębia Lubin, które gra w T-Mobile Ekstraklasie, lecz z KS-u Polkowice, w którym grał ogony i z którym spadł do II ligi. I tak to właśnie wszystko wyglądało na początku sezonu, gdy Dąbrowskiemu trudno było rozegrać jakiekolwiek spotkanie. Stopniowo, małymi kroczkami wkracza do zespołu. Najpierw zaczął od końcówek, potem wchodził w przerwie, a od kilku meczów gra od początku i naprawdę decyduje o obliczu środka pola w defensywie swojego zespołu. W pojedynku z „Zetką” wiele spokoju, odbiorów i celnych podań. Przypomina się młody-stary „Dąbro” z czasów, gdy debiutował w Zagłębiu.
Kolejny piłkarz, który zasługuje na komentarz, to Vladimir Boljević. Chłopak ma 24 lata, czyli młodzianem nie jest, przeszłość klubowa wręcz mizerna, ponieważ przed Cracovią grał jedynie w czarnogórskim FK Zeta. Gdy rozpoczął grę w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, po kilku spotkaniach bardzo wielu ludzi (i chyba słusznie) zaczęło uważać go za przebierańca pokroju Koena van der Biezena. W obecnym sezonie radzi sobie bardzo dobrze – po dziesięciu występach ma na koncie sześć bramek, co jak na pomocnika jest naprawdę dobrym wynikiem.
Trener Stawowy pokazał, że warto stawiać na młodszych zawodników, choć na efekty trzeba było trochę poczekać.











