Obecnie całą Europę bardziej niż boiskowe wydarzenia interesują doniesienia medialne i plotki. Trudno się temu dziwić, gdyż w środę otwarte zostało letnie okno transferowe. Niektórzy zawodnicy zmieniają kluby z nadzieją na piłkarski rozwój. Jednak nie wszystkie transfery się udają. Zdarza się, że dany zawodnik po przejściu do nowego klubu w ogóle nie może się odnaleźć, co rzutuje na jego przyszłość. O transferach, które okazały się kompletną klapą, w ramach cyklu „Na trybunie” dyskutują: Tomasz Bejnarowicz, Artur Kocurek, Łukasz Koszewski i Piotr Matuszak.
Ł.K.: Przejście do nowego klubu zawsze wiąże się z wielkimi nadziejami, ale także z wielkim niebezpieczeństwem. Istnieje przecież prawdopodobieństwo, że transfer się nie uda, co ma wpływ na dalszą karierę zawodnika. Często zdarza się, że taki gracz już nie wraca do dobrej formy. Czy możecie podać przykłady takich piłkarzy?

T.B.: Jeżeli chodzi o pomyłki transferowe, to narzuca mi się w pierwszej kolejności postać Gaizki Mendiety. Był on bohaterem Valencii, najlepszym zawodnikiem hiszpańskiego klubu. W sezonie 2000-2001 ze swoim zespołem dotarł do finału Ligi Mistrzów (przegranym po rzutach karnych z Bayernem Monachium) i został uznany najlepszym pomocnikiem tej edycji Champions League. Niestety po udanym okresie przyjął ofertę Lazio Rzym (37,8 mln dolarów) i tak naprawdę słuch o nim zaginął. W Serie A rozegrał 20 spotkań, w których spisywał się bardzo słabo. Później był już tylko tłem w FC Barcelona oraz Middlesbrough.
P.M.: Myślę, że piłkarskim światem nieco wstrząsnęła kariera Michaela Owena. Przez długie lata był supergwiazdą w Liverpoolu, bohaterem i niekwestionowanym liderem zespołu. Jego przejście do Realu Madryt zszokowało Anglię i wszyscy zachodzili w głowę, jak „Liver” mógł pozwolić odejść Owenowi. Kibice oczekiwali upadku wartości sportowej angielskiego zespołu, a tymczasem to nowy napastnik „Królewskich” upadł. Dziś ma szansę na odrodzenie w Manchesterze, ale kilka lat wspaniałej kariery z pewnością Owenowi uciekło.
A.K.: Myślę, że w lidze angielskiej największymi niewypałami transferowymi są piłkarze przychodzący do Anglii z ligi włoskiej. Najlepszym chyba tego przykładem jest transfer Andrija Szewczenki do Chelsea Londyn. Ukrainiec miał być idealnym partnerem w linii ataku dla Didiera Drogby. Jednak kompletnie zawiódł oczekiwania Jose Mourinho, jak również kibiców, którzy liczyli bardzo na instynkt strzelecki „Szewy”. W 75 spotkaniach napastnik zdobył zaledwie 22 bramki. Warto też wspomnieć o Juanie Sebastianie Veronie, który też przyszedł z ligi włoskiej i zasilił Manchester United. Argentyńczyk miał być jednym z głównych filarów pomocy „Czerwonych Diabłów”, jednak nie sprostał temu zadaniu.











