Sezon 2020/2021 jest drugim sezonem dla Jose Mourinho w Tottenhamie. Ciężko oceniać dotychczasową przygodę Portugalczyka na Tottenham Hotspur Stadium, gdyż obejmował tę drużynę w trakcie sezonu, kiedy ekipa z Londynu przechodziła przez wielki kryzys. Charyzmatyczny szkoleniowiec drużynę z kryzysu wyciągnął i zakończył sezon na dobrym 6. miejscu. Były trener m.in. Manchesteru United czy Chelsea ma teraz większe pole do popisu. Przepracował z zespołem pełny okres przygotowawczy oraz pozyskał nowych zawodników pasujących do jego koncepcji. Krótko mówiąc – ułożył drużynę po swojemu. Czy to zwiastuje włączenie się do walki o puchary?
Aby aspirować o najwyższe cele, Tottenham potrzebował zmian w kadrze. Jose Mourinho doskonale zdawał sobie z tego sprawę i poczynił odważne ruchy w przerwie pomiędzy sezonami. Portugalczyk pozyskał dwóch bocznych obrońców – Sergio Reguilona oraz Matta Doherty’ego. Środek pomocy wzmocnił walczak, Pierre-Emile Højbjerg, a wielki powrót do Londynu zaliczył też Gareth Bale. W ostatni dzień okienka transferowego udało się także dopiąć transfer środkowego obrońcy – Joe Rodona, występującego dotychczas w Swansea City.
Nowy sezon, duże oczekiwania
Po tak wielkich ruchach poczynionych latem i jesienią na rynku transferowym, trzeba oczekiwać od takiej drużyny jak Tottenham progresu i dobrej gry. Dla wielu kibiców zakończenie sezonu w TOP4 to obowiązek i każdy inny wynik będzie raczej lekkim rozczarowaniem.
– Tottenham na początku sezonu przypomina trochę Manchester United Mourinho z jego pierwszego sezonu na Old Trafford – tworzący dużo sytuacji podbramkowych, często po składnych, zespołowych akcjach, ale też skłonny do wypuszczania punktów w spotkaniach, gdzie był zdecydowanie lepszy od rywali – komentuje w rozmowie z naszym portalem Kacper Klasiński, redaktor Angielskieespresso.pl
I trudno się z tym porównaniem do „Czerwonych Diabłów” nie zgodzić. Klub z Old Trafford często wygrywał mecze z trudnymi rywalami, a punkty gubił w meczach z drużynami, z którymi potencjalnie powinien spokojnie wygrywać. Podobnie jest też z Tottenhamem. – Starcia z Newcastle, a zwłaszcza to z West Hamem mogły pozostawić gigantyczny niedosyt, ale The Special One, pomimo przegranej z Evertonem, pokazuje, że nie można go skreślać i futbol jego zespołu wcale nie musi być trudny do oglądania. Naprawdę dobrze się patrzy na Koguty, nawet jeśli dwukrotnie głupio wypuściły zwycięstwa z rąk – dodaje nasz rozmówca.











