Po pierwszym meczu półfinałowym zdecydowanym faworytem do awansu jest Barcelona , która wypracowała sobie trzy bramki przewagi. Czy Bayern stać na nawiązanie walki? A może będziemy świadkami kolejnego świetnego meczu w wykonaniu Barcelony?
Piłkarze z Monachium w ostatnim czasie nie zachwycają formą. Przegrali oni trzy mecze z rzędu, a do tego doszła porażka po rzutach karnych w półfinale Pucharu Niemiec. Atmosfera w klubie przez to też nie jest najlepsza. W mediach mówi się o rzekomym odejściu Guardioli, podobno piłkarze przestali wierzyć w jego koncepcję futbolu. Jednak podczas wczorajszej konferencji Hiszpan rozwiał wszelkie wątpliwości.
Moim zdaniem winy Guardioli w tym, że Bayern przegrał na Camp Nou praktycznie nie ma żadnej. Od jakiegoś czasu jego zespół zmaga się z fala kontuzji. Robben, Ribery, Javi Martinez czy Daniel Alaba, to tylko niektórzy z piłkarzy, którzy byli, bądź są w ostatnim czasie kontuzjowani. Trudno jest zbudować zespół, gdy w jednym czasie wypada ci kilku zawodników z podstawowego składu. Widoczny jest przede wszystkim brak tych dwóch pierwszych graczy, których wymieniłem. Można by rzec, że Bayern ma podcięte skrzydła, grając bez Robbena i Ribery’ego. Są to zawodnicy, którzy nawet gdy nie są w najwyższej formie, to i tak są w stanie rozstrzygać o losach spotkania. Bayern z nimi w składzie jest zespołem bardziej nieprzewidywalnym, a bez nich traci bardzo dużo ze swoich atutów.
Jeżeli powrócimy jeszcze raz do tego pierwszego spotkania, to zdamy sobie sprawę, że do momentu straty pierwszej bramki Bawarczycy prezentowali się naprawdę dobrze. Grali konsekwentnie i starali się ograniczać Barcelonie drogę do bramki. O tym meczu powiedziano już bardzo dużo, ale warto jeszcze raz wspomnieć o tym, że było to fantastyczne spotkanie, które można pokazywać młodym adeptom futbolu. Wracając jednak do sedna sprawy: to dopiero po stracie pierwszego gola podopieczni Pepa Guardioli gdzieś stracili koncentrację i przestali spełniać założenia taktyczne zalecone przez swojego trenera.
O Barcelonie w ostatnim czasie jest wszędzie bardzo głośno, ponieważ znajduje się ona w wręcz kosmicznej formie. Pokazała to także w tym meczu z Bayernem. Podopieczni Luisa Enrique na siłę nie dążyli to strzelenia gola, tylko czekali na odpowiednią okazję, a gdy taka się przydarzyła, to otworzyli wynik spotkania, a dwoma następnymi golami dobili przeciwnika. Klasę pokazał wtedy Leo Messi, który strzelił dwie bramki i zaliczył asystę, a sposób, w jaki to zrobił, był wręcz fantastyczny.










