W czasie, gdy cała Polska żyje jeszcze potyczką Legii Warszawa z Realem Madryt, nieco w cieniu pozostaje osiągnięcie młodszych kolegów mistrzów Polski. Juniorzy stołecznego klubu minimalnie przegrali z Hiszpanami, po raz kolejny zostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie. Czy po latach pewnej posuchy nadchodzi wreszcie utalentowana generacja legionistów?0:2 z Borussią Dortmund u siebie, 2:2 ze Sportingiem i 2:3 z Realem na wyjazdach. Gdyby ktoś zaproponował Legii takie wyniki przed startem rozgrywek, trener Krzysztof Dębek zapewne wziąłby je w ciemno. Mając jednak świadomość stylu, jaki prezentują jego piłkarze w UEFA Youth League, osiągane rezultaty (w rozgrywkach młodzieżowych przecież nie aż tak istotne) nie do końca mogą satysfakcjonować. Młodzieżowy mistrz Niemiec wykorzystał początkową niepewność swoich polskich rówieśników, później gra była albo wyrównana, albo przeważali warszawianie, Felix Passlack – grający na co dzień w pierwszym zespole BVB – niespecjalnie wyróżniał się na tle swojego vis-a-vis, czyli Sebastiana Szymańskiego. W Portugalii wielki talent potwierdził Miłosz Szczepański, z Realem znakomicie funkcjonował środek pola, a do licznych okazji dochodził Sandro Kulenović. Trochę więcej szczęścia i zuchwałości, a zamiast jednego punktu po trzech meczach byłoby pięć.
Potrzeba matką wynalazków
Zanim rozpoczęły się rozgrywki UEFA Youth League, sztab młodej Legii obawiał się, że zespół z przyczyn proceduralnych będzie mocno cierpiał. Jak się bowiem okazało, jedyny ograny prawy obrońca (Jakub Szrek) nie może zostać zgłoszony do rozgrywek z powodu zbyt krótkiego stażu w klubie. Z braku innych opcji do defensywy wycofano niewystępującego wcześniej w tylnej formacji Tomasza Nawotkę. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania – młody skrzydłowy do atutów ofensywnych dołożył dużą waleczność, dzięki czemu stanowił jasny punkt zespołu. Może warto pozostać na tej pozycji na stałe?
W Madrycie zabrakło Mateusza Hołowni, prawdziwej jednoosobowej instytucji po drugiej stronie obrony. Lewy defensor cierpi z powodu przeciążenia. Trzecioligowe rezerwy, Centralna Liga Juniorów, młoda Liga Mistrzów i kadra narodowa – trochę tego za dużo jak na osiemnastolatka. W efekcie szansę na grę otrzymał Maciej Ostrowski, nominalny stoper. I też nie było źle, co dowodzi sporej wszechstronności wychowanków akademii Legii. Wcześniejszym potwierdzającym regułę przypadkiem był występ warszawian z Borussią, w którym po kontuzji Mateusza Żyry przez dobrą godzinę gospodarze grali z zaledwie dwoma nominalnymi defensorami.










