Mistrzostwa świata pocałunkiem śmierci dla selekcjonerów. Czy w tym roku padnie historyczny rekord?


Mistrzostwa świata jak zwykle obfitują w zmiany na stanowiskach selekcjonerów reprezentacji narodowych

21 lipca 2026 Mistrzostwa świata pocałunkiem śmierci dla selekcjonerów. Czy w tym roku padnie historyczny rekord?
radionewshub.com

Zakończone właśnie mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku będą rekordowe pod wieloma względami. Poza oczywistymi rekordami wynikającymi z powiększenia turnieju, takimi jak największa liczba meczów, goli czy kibiców zgromadzonych na stadionach i przed telewizorami w oczy rzuca się jedna statystyka. Aż siedemnastu selekcjonerów opuściło swoje reprezentacje po odpadnięciu z mundialu, a przecież ta liczba z dużym prawdopodobieństwem jeszcze urośnie.


Udostępnij na Udostępnij na

Fala zmian na ławkach trenerskich w trakcie lub po zakończeniu wielkiej imprezy to oczywiście nic nowego. Patrząc na poprzednie lata, kilka czy nawet kilkanaście takich odejść to coś, co już przed turniejem można brać za pewnik. W końcu wiele krajowych federacji podpisuje kontrakty w taki sposób, że wygasają one tuż po zakończeniu turnieju i nie zostają przedłużone w razie nieudanego występu. Tegoroczny mundial może się jednak okazać prawdziwym ewenementem. Na ten moment odeszło aż siedemnastu selekcjonerów, a przecież wysyp takich ogłoszeń często następuje w ciągu kilku dni lub tygodniu od ostatecznych rozstrzygnięć. Końcowy wynik może się więc okazać absolutnym rekordem wszech czasów.

Bogata lista „ofiar” mundialu

Przyjrzyjmy się teraz pełnemu zestawieniu trenerów, których przygoda z reprezentacją zakończyła się wraz z odpadnięciem z mundialu:

  1. Zlatko Dalić (Chorwacja)
  2. Miroslav Koubek (Czechy)
  3. Hong Myung-Bo (Korea Płd.)
  4. Julian Nagelsmann (Niemcy)
  5. Javier Aguirre (Meksyk)
  6. Hugo Broos (RPA)
  7. Roberto Martinez (Portugalia)
  8. Sebastian Beccacece (Ekwador)
  9. Pape Thiaw (Senegal)
  10. Ronald Koeman (Holandia)
  11. Sabri Lamouchi (Tunezja)
  12. Herve Renard (Tunezja)
  13. Steve Clarke (Szkocja)
  14. Marcelo Bielsa (Urugwaj)
  15. Carlos Queiroz (Ghana)
  16. Sebastien Migne (Haiti)
  17. Didier Deschamps (Francja)

Część z tych nazwisk nie powinna dziwić nikogo, kto uważnie śledzi rozgrywany za oceanem turniej. Chociażby Szkoci czy Czesi zaprezentowali się fatalnie, więc zmiana na stanowisku selekcjonera wydaje się w ich sytuacji naturalna. Najciekawszy jest jednak przypadek reprezentacji Tunezji. Orły Kartaginy postanowiły puścić hamulce, zwalniając Sabriego Lamouchiego już po otwierającym meczu, przegranym 1:5 ze Szwecją. Zatrudniony na szybko Herve Renard nie dokonał cudu i odniósł dwie kolejne porażki, po czym sam zrezygnował z dalszej pracy. Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, gdy Tunezyjczycy decydują się na zmianę szkoleniowca w trakcie mundialu. Podobną zagrywkę wykonali już podczas fazy grupowej w 1998 roku, gdy po dwóch porażkach z posadą pożegnał się Henryk Kasperczak.

Pożegnania wielkich nazwisk

W tym szerokim gronie nie brakuje także selekcjonerów z niezwykle bogatym CV. Na pierwszy plan wysuwa się Zlatko Dalić, czyli autor historycznych sukcesów reprezentacji Chorwacji. To właśnie on sięgnął z drużyną z Bałkanów po srebro na MŚ w Rosji oraz brąz na kolejnym turnieju w Katarze. Tegoroczna impreza nie była już jednak podobnie udana. Chorwaci ulegli Portugalii w 1/8 finału, a Dalić po prawie dziewięciu latach na stanowisku selekcjonera postanowił powiedzieć „pas”. Mimo nieidealnego zakończenia, rodzima federacja pożegnała trenera z wielkim szacunkiem i uznaniem dla jego dokonań z ostatnich lat.

„Panie trenerze, dziękujemy za wszystko. Za zwycięstwa, osiągnięcia, awanse do mistrzostw, medale, jedność, szacunek oraz Pana niezachwiane zaangażowanie w walkę o Chorwację, zarówno na boisku, jak i poza nim” – czytamy w pożegnalnej wiadomości opublikowanej przez chorwacką federację piłkarską.

Dalić z pewnością będzie w swoim  kraju wspominany jako legenda. Co innego można powiedzieć o Julianie Nagelsmannie. Niemiec, uważany za jednego z najzdolniejszych trenerów młodego pokolenia, miał jedno zadanie – zmazać plamę po kompromitujących występach na dwóch poprzednich mundialach, na których Niemcy nawet nie wyszli z grupy. Stało się jednak zupełnie odwrotnie. Die Mannschaft znów pożegnali się z turniejem wcześnie, bo już w 1/16 finału, sensacyjnie ulegając Paragwajowi po serii rzutów karnych. Początkowo Nagelsmann unikał wypowiedzi na temat swojej przyszłości, jakby chciał opóźnić to, co nieuniknione. Krytyka niemieckiej prasy, zarzucająca mu przewidywalność taktyczną i uparte stawianie na zawodników będących w słabej formie, takich jak na przykład Leroy Sane, nakłoniła go jednak do ogłoszenia rezygnacji. Wszystko wskazuje na to, że jego następcą będzie kolejne duże nazwisko, a więc Jurgen Klopp. Niemiec wróciłby na ławkę trenerską po dwóch latach pełnienia funkcji „globalnego szefa piłki nożnej” w strukturach Red Bulla.

Utracona szatnia i ucieczka z kraju

Gorzkie pożegnanie nie tylko z mundialem, ale również z posadą selekcjonera zaliczył także prowadzący reprezentację Urugwaju Marcelo Bielsa. 70-letni Argentyńczyk ma w piłkarskim środowisku łatkę ekscentryka, człowieka balansującego na granicy między geniuszem a szaleństwem. Jest znany z katorżniczych treningów, obsesyjnego zwracania uwagi na szczegóły oraz utrzymywania dystansu w relacjach z piłkarzami. Tegoroczny mundial brutalnie pokazał, że w dzisiejszym futbolu, w szczególności reprezentacyjnym, filozofia Bielsy stała się po prostu przeterminowana. Urugwaj nie jest już oczywiście taką potęgą jak dawniej, aczkolwiek dwa punkty i odpadnięcie w fazie grupowej to wynik kompromitujący. Na domiar złego Argentyńczyk całkowicie stracił poparcie piłkarzy, opuszczając drużynę dwukrotnych mistrzów świata w atmosferze konfliktu.

Łatwego życia po zakończeniu udziału swojej drużyny w mundialu nie ma także były już selekcjoner reprezentacji Korei Południowej Hong Myung-bo. Azjaci, mający w kadrze kilku zawodników grających w czołowych europejskich klubach okazali się kompletnym rozczarowaniem i w słabym stylu wrócili do domu już po fazie grupowej. Powrót ten okazał się wyjątkowo trudny dla trenera, który najpierw został przywitany na lotnisku agresywnymi okrzykami i gwizdami ze strony zgromadzonych tam kibiców, a w kolejnych dniach miał regularnie otrzymywać pogróżki i groźby dotykające także jego rodziny. Sytuacja stała się na tyle napięta, że Koreańczyk postanowił tymczasowo wyemigrować do Stanów Zjednoczonych, aby tam w spokoju poczekać, aż emocje w kraju opadną.

Porównanie historyczne

Sprawdźmy teraz, jak tegoroczny mundial wygląda na tle poprzednich imprez rozgrywanych w XXI wieku.

Mistrzostwa świata 2002: 18 odejść

2006: 20

2010: 18

2014: 14

2018: 13

2022: 13

2026: 17 (stan na 20.07)

Oczywiście liczby te mogą się różnić w zależności od przyjętej metodologii. Dla uproszczenia postanowiłem brać pod uwagę zarówno zwolnienia, dymisje, jak i wygasające umowy, które nie zostały odnowione po zakończeniu turnieju. W takim przypadku wyraźnie wybijają się mundiale rozgrywane na początku stulecia, w szczególności ten z 2006 roku, kiedy z pracy odeszło aż 20 selekcjonerów.

Ostatnie lata były już pod tym względem dużo spokojniejsze. Być może coraz więcej krajowych federacji dochodzi do wniosku, że w pracy z reprezentacją, która spotyka się w pełnym składzie raz na kilka tygodni lub nawet miesięcy, ciągłość na stanowisku selekcjonera jest kluczem do budowania drużyny na lata, a nie na lato. Zwiększenie liczby uczestników mundialu z 32 i 48 i wpuszczenie na mundial mniejszych reprezentacji, które znacznie częściej wymieniają trenerów, poskutkowało jednak widocznym odwróceniem tego trendu. Na ten moment licznik „ofiar” amerykańskiej imprezy wskazuje liczbę 17. Tak poważne decyzje padają często kilka dni lub nawet tygodni po zakończeniu turnieju, gdy emocje zdążą już opaść, stąd nie zdziwiłbym się, gdyby koniec końców rekord z 2002 roku został wyraźnie pobity.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze