Cracovia kończyła poprzednią kampanię w bardzo nerwowej atmosferze. „Pasy” walczyły o pozostanie w lidze do samego końca, a wybawcą okazał się nowy szkoleniowiec. Bartosz Grzelak zastąpił na stanowisku trenera pięciokrotnego mistrza Polski Lukę Elsnera na ostanie pięć kolejek PKO BP Ekstraklasy. Piłkarze ze stadionu im. Józefa Piłsudskiego mieli bardzo dobrą rundę jesienną, gdy przewodzili przez chwilę całej stawce. Wiosna już tak dobra nie była. Nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa klubu z początkiem lipca i nasuwa się jedno pytanie: na co stać Cracovię w nadchodzących rozgrywkach?
Misja Austria!
Cracovia pojawiła się w Austrii po raz pierwszy od czterech lat. Filip Trybulski – dyrektor generalny klubu – argumentował ten wybór bodźcem dla samych piłkarzy oraz satysfakcją z tamtejszych kompleksów. Bartosz Grzelak i spółka spędzili 10 dni w Ampflwang im Hausruckwald.
„Pasy” kształtowały swój model gry z szeroko rozumianą pierwszą drużyną. Oskar Wójcik wyjechał z drużyną do Austrii, lecz nie dokończył obozu z racji transferu. Na liście zawodników brakuje Amira Al-Ammariego, ale ten gracz brał udział w mistrzostwach świata.
Testowanie
Cracovia rozegrała swoje trzy mecze sparingowe podczas swojego obozu przygotowawczego w Ampflwang im Hausruckwald i były to poważne starcia. „Pasy” sprawdzały własne umiejętności ze znanymi zespołami, o których słyszeliśmy niejednokrotnie z racji występów w europejskich pucharach. Pafos i Basaksehir testowały formę podopiecznych Bartosza Grzelaka. Ekipa z Cypru okazała się lepsza, ale Turcy nie poradzili sobie z najstarszym klubem w Polsce. Te dwa mecze miały olbrzymią wartość dla 47-letniego szkoleniowca, ponieważ rotował całą jedenastką. Możliwość gry dostali młodsi zawodnicy i, jak podkreślał trener, jakość zespołu nie spadała. Cała drużyna wiedziała, jak ma zachowywać się na boisku.
Cracovia ograła 2:0 Pardubice na puentę czasu w Austrii, ale szkoleniowiec znalazł mankamenty swojej ekipy. Bartosz Grzelak chciałby, aby jego piłkarze bronili wyżej. Jednak należy wyróżnić dwa czyste konta przed inauguracją rozgrywek w wykonaniu klubu ze 120-letnią historią.
Sevilla przyjechała, aby razem z biało-czerwoną częścią Krakowa świętować jubileusz. Miał to być mecz sparingowy, a atmosfera była niesamowicie zacięta i agresywna. Do tego zmieniała się nam przyjemność z oglądania, a piłkarzom z grania, ponieważ przez stolicę Małopolski przeszły dwa razy bardzo intensywne opady deszczu. W międzyczasie pojawiło się słońce i w takiej scenerii ujrzeliśmy przepiękne trafienie z rzutu wolnego. To było jedyne trafienie w tamtym meczu, bo druga połowa stała pod znakiem piłki wodnej, a nie nożnej.












