Wiemy już, że w 1/16 finału Ligi Europy Legia Warszawa zmierzy się z Ajaksem Amsterdam. Po pierwszej walce, tej w social media, prowadzi klub z Polski.Bogusław Leśnodorski już nie raz i nie dwa udowadniał, że potrafi poruszać się na Twitterze. Nie gorszy w tym jest Arkadiusz Milik. Obaj panowie wymienili „uprzejmości” poprzez ten portal społecznościowy. Według nas górą na razie prezes warszawskiego klubu.
Wracając do samego losowania – nastroje powinny być wyważone. Podobnie jak przed Celtikiem. Poważna firma, z niezłymi piłkarzami, ale jednak już nie tak mocna jak jeszcze kilka lat temu. Oczywiście to nadal poziom wyżej niż wspomniany już Celtic, ale Legia pokazała, że przed nikim nie będzie klękać. Jeśli tylko zimą nie dojdzie do żadnych osłabień, to możemy być przekonani, że warszawianie przynajmniej w tym dwumeczu powalczą.
Jest jeszcze jeden akcent, który może wpłynąć na podgrzanie atmosfery. A na pewno wpłynąłby, gdyby mecz odbywał się przy zapełnionym stadionie. Chodzi oczywiście o niedawne wyzwiska na meczu ADO Den Haag – Ajax, kiedy w stronę Milika poleciała znana z polskich boisk przyśpiewka „Milk! Co? Ty k***o!”. W domyśle wykrzyczana przez kibiców Legii, bo to oni są zaprzyjaźnieni z fanami Den Haag.
W swojej historii Legia jeszcze nie grała z Ajaksem, ale zdarzyło już jej spotykać się z holenderskimi zespołami. W ostatnim wypadku dwukrotnie pokonała Utrecht: 4:1 w Warszawie i 3:1 na wyjeździe. Gole strzelali wtedy m.in. Cezary Kucharski i Dirk Kuyt. Z kolei Ajax jedyny raz zagrał z polskim zespołem w sezonie 1969/1970. Wtedy w Pucharze Miast Targowych pokonał w dwumeczu Ruch Chorzów 9:1. Jedyną bramkę dla „Niebieskich” strzelił Antoni Piechniczek.











