Milan potwierdził, że tezy o kryzysie włoskiej piłki nie są wyssane z palca. Mediolańczycy bezbramkowo zremisowali z Tottenhamem, przez co są drugim zespołem z Półwyspu Apenińskiego, który w tym tygodniu pożegnał się z Ligą Mistrzów.
Zmuszeni do odrobienia jednobramkowej straty z pierwszego meczu Włosi wyszli na murawę w niezwykle ofensywnym ustawieniu z trzema napastnikami. To właśnie oni mieli inicjatywę, byli bardziej zdeterminowani do strzelenia bramki. Nie pozwoliła im jednak solidna gra defensywna gospodarzy, którzy nie dość, że nie dali wbić sobie gola, to kilkukrotnie zagrozili golkiperowi rywali.

Bardzo aktywny był Van der Vaart, który nękał przeciwników głównie strzałami z dystansu. Najgroźniejszy miał miejsce w 37. minucie, poprawną interwencją wykazał się jednak Abbiati. Znacznie więcej do roboty miał Gomes, który może mówić o dużym szczęściu. W 26. minucie Pato, wykorzystując swoją szybkość, minął bramkarza, po czym dograł do lepiej ustawionego Robinho. Strzał Brazylijczyka zmierzał w światło pustej bramki i byłby gol, gdyby… nie interwencja Gallasa, który w ostatniej chwili wybił futbolówkę z linii bramkowej. Golkiper gospodarzy zrehabilitował się sześć minut później, bezbłędnie interweniując przy groźnym strzale Pato.
Po wznowieniu meczu obraz gry wcale się nie zmienił. Milan nadal próbował atakować, konsekwencja taktyczna londyńczyków uniemożliwiała mu jednak stworzenie zagrożenia. Anglicy w drugiej połowie skupili się niemal jedynie na defensywie – jedynym schematem ofensywnym, jaki praktykowali, było zagrywanie długich piłek do Croucha, który z kolei miał je zgrywać do wbiegających w pole karne partnerów. Ani razu akcje te nie przyniosły jednak skutku w postaci strzału na bramkę.
Bez powodzenia kończyły się także akcje ofensywne gości. Najlepszą okazję na otwarcie wyniku miał w 65. minucie Robinho. Strzał Brazylijczyka wypluł przed siebie Gomes, po czym zakotłowało się w polu bramkowym gospodarzy. Ostatecznie napastnik Milanu wyłuskał futbolówkę, lecz jego strzał okazał się niecelny. W 77. minucie przed szansą znalazł się Pato. Jego uderzenie z szesnastu metrów o centymetry minęło jednak słupek. Piłkę meczową miał na swojej nodze Robinho, piłka posłana przez niego sprzed pola karnego przeleciała minimalnie ponad poprzeczką.
Mimo iż w tym spotkaniu nie padły bramki, nie można powiedzieć, że był to nudny mecz. Dużo działo się w środku pola, akcje często przenosiły się spod jednej bramki do drugiej. Piłkarze Tottenhamu do samego końca trzymali w niepewności swoich kibiców, wypełniających do ostatniego miejsca trybuny na White Hart Lane. Anglicy są w ćwierćfinale i wszystko wskazuje na to, że jeszcze namieszają w stawce tej edycji Ligi Mistrzów.










