Wystarczyło zaledwie jedno okienko transferowe, aby z potentata ligowego Monaco stało się drużyną ze strefy spadkowej. Efekt jest niespodziewanie bolesny. Tak się kończy myślenie jedynie o pieniądzach, bez konkretnego planu na przyszłość. Styczeń będzie kluczowym miesiącem dla ratowania klubu od degradacji.
Pozbycie się z klubu największych gwiazd nigdy nie kończy się niczym pozytywnym. Klub opuściła większość piłkarzy sięgających po ostatnie mistrzostwo kraju, a było to zaledwie niecałe dwa lata temu. Korzyści finansowe z tego były niemałe, ale zawodnicy sprowadzeni w ich miejsce nie są nawet w połowie tak dobrzy.
Kłopoty finansowe
Gdy Monaco wracało do najwyższej klasy rozgrywkowej byli wielką siłą finansową, jedynym klubem, który mógł rywalizować na tej stopie z PSG. Sprowadzanie młodych gwiazd za duże pieniądze było na porządku dziennym. Ściągnęli z przed nos Realowi Madryt Radamela Falcao, najjaśniejszą gwiazdę Atletico. Pieniądze sprawiły, że z miejsca stali się jednym z faworytów do czempionatu.
Wszystko popsuło się wraz z początkiem kłopotów rosyjskiego właściciela AS Monaco. Dmitry Rybolovlev musiał zrzec się połowy majątku na rzecz swojej byłej żony. Stąd zamiast inwestować w klub musiał zacząć czerpać z niego zyski. W trakcie dwóch okienek zarobili ponad 300 milionów euro na samych transferach, niestety musieli przez to oddać Kyliana Mbappe do największego rywala.
Brak alternatyw
Sprzedawanie największych gwiazd w świecie piłki nie jest niczym nowym. Takie ruchy transferowe praktykuje od lat FC Porto czy SL Benfica, dalej pozostając na szycie wielkiej piłki. Udaje się to dzięki tak zwanemu „gabinetowi cieni”, jest to zespół, który ma za zadanie znaleźć odpowiedniego zawodnika będącego w stanie z miejsca zastąpić odchodzącą gwiazdę.
Jest to coś czego zabrakło w AS Monaco. Na miejsce odchodzących sprowadzani byli piłkarze z łapanki. Jeśli ktoś był chętny na transfer i mógł dołączyć za nieduże pieniądze, to był witany z otwartymi ramionami, bez zbędnych pytań. W ten sposób Lemar został zastąpiony przez Samuela Grandsira, zawodnika o wiele niższej klasy.
Porządki Henry’ego
Zaniedbania sprawiły, że Monaco z wicemistrza kraju stało się jednym z faworytów do bezpośredniego spadku z ligi. Całego tego bałaganu nie był w stanie ogarnąć nawet Leonardo Jardim, najmniej winny, ale najbardziej poszkodowany w tej degrengoladzie. Jego miejsce zajął Thierry Henry, świeża krew na ławce trenerskiej.
Wzbudza szacunek u każdego człowieka, nieważne jakiego statusu. Nie udało mu się odmienić gry zespołu, ale zdołał przekonać klub do zmian już w styczniu. Wiele w tym zasługi tragicznej formy aktualnie grających tam zawodników, ale z pewnością Henry dołożył do tego swoje trzy grosze. Tak więc w najbliższym czasie szykuje nam się zupełnie nowe Monaco.
Zmiany na każdej płaszczyźnie
Przed transferami nowych zawodników klub zadbał o wsparcie dla Henry’ego. Na stanowisku asystenta zatrudniony został Franck Passi. Człowiek, który ma duże doświadczenie w doradzaniu wielu szkoleniowcom, ma za zadanie wesprzeć legendę francuskiej piłki w czasie zmian zachodzących w klubie. W przypadku odmiany gry zespołu będzie można mniemać, że zostanie on cichym bohaterem drużyny.











