Blisko dwa lata mijają, odkąd Michał Skóraś przeniósł się z Lecha Poznań do belgijskiego Club Brugge. Odchodził z PKO BP Ekstraklasy jako gwiazda i młody, perspektywiczny reprezentant Polski. Jego zagraniczna przygoda nie potoczyła się jednak tak, jak oczekiwałby sam zawodnik. Mimo kiepskiego początku, kiedy to realia piłkarskie okazały się dużo trudniejsze niż w polskiej lidze, Skóraś notował przebłyski i pokazywał, że wciąż drzemie w nim ukryty talent. Drobne kontuzje spowodowały, że wypadł z radaru trenera i już do końca pozostawał na peryferiach wyjściowego składu.
Michał Skóraś nie mógł liczyć na zadowalającą liczbę minut w coraz to większym, popularniejszym i silniejszym Club Brugge. Klub, który urósł do miana potentata ligi belgijskiej, mierzył w coraz wyższe cele. Potrzebował do tego coraz silniejszych piłkarskich nazwisk. W tym zestawieniu nieubłaganie Skóraś przesuwał się ku dolnej części listy graczy aspirujących do pierwszej jedenastki.
Zawodnikowi z Jastrzębia-Zdroju pozostało szukać innych opcji na grę już poza klubem z Brugii. Z uwagi na sprawy osobiste związane z narodzinami dziecka nie wchodziło w grę opuszczenie Belgii. Wybór padł na KAA Gent, klub do niedawna regularnie występujący w eliminacjach Ligi Mistrzów, dziś walczący o odzyskanie utraconego blasku. Jak się okazuje, przyjście Michała Skórasia może przynieść korzyści dla obu stron.












