Po emocjonującym meczu Olympique Marsylia wygrał z MSK Zilina 1:0 po golu Souleymane’a Diawary. Obie drużyny miały swoje okazje, jednak o tego jednego gola lepsi okazali się gospodarze.
Przed spotkaniem doszło do kilku zmian w podstawowych jedenastkach obu zespołów. Didier Deschamps w środku pomocy nie postawił na defensywne ustawienie z Edouardem Cisse i Benoitem Cheyrou, lecz na ofensywne z Lucho Gonzalezem i Andre Ayewem po bokach pomocy. Jedynym graczem typowo defensywnym został Stephan M’Bia. Goście ze Słowacji wyszli na Marsylię z dwoma napastnikami. Do Tomasa Majtana dołączył Momodou Cessey. Na lewej obronie natomiast Pavel Hapal postawił na Leitnera, choć mówiło się, że zagrać może Mraz.

Pierwszą dobrą akcję w tym meczu wyprowadzili marsylczycy. W 4. minucie bramkarza gości strzałem z pola karnego próbował zaskoczyć Andre-Pierre Gignac, lecz golkiper odbił piłkę na rzut rożny. Pięć minut później swojego szczęścia znów próbowała drużyna gospodarzy, tym razem z rzutu wolnego Heinze, jednak ponownie dobrze zachował się zawodnik Dubravka. Chwilę później mogło być już 1:0, ale nie dla OM, a dla Ziliny. Po indywidualnej akcji jednego z zawodników słowackiej drużyny sędzia główny odgwizdał przewinienie w polu karnym. Do „jedenastki” podszedł Cessey i nie zdołał pokonać Mandandy, dzięki czemu wynik nadal pozostawał bezbramkowy.
Po tej sytuacji Marsylia powróciła do dobrej gry. W 13. minucie swoją szansę na gola miał Gignac, ale nie zdołał jej wykorzystać. Kolejne szanse piłkarze mistrza Francji mieli po stałych fragmentach gry, ale ostatecznie nic z nich nie wyszło. W 25. minucie Mathieu Valbuena ograł dwóch graczy przeciwnika, podał do lepiej ustawionego Ayewa, lecz ten nie trafił nawet w bramkę.
Z każdą minutą piłkarze gospodarzy się rozkręcali. Próbowali m.in. Lucho z wolnego, Gignac, Brandao, Taiwo. Cóż z tego, skoro efekt był ten sam. Na sam koniec pierwszej odsłony spotkania Marsylia mogła zostać wynagrodzona za dobre widowisko. W rogu pola karnego sfaulowany został Andre-Pierre Gignac. Piłkę na „wapnie” ustawił Brandao. I gol? Nic z tego, Brazylijczyk spudłował, co spowodowało, że ostatecznie do przerwy nie ujrzeliśmy bramek.
Początek drugiej odsłony okazał się o wiele lepszy dla Marsylii, która w 48. minucie wyszła na prowadzenie. Po rzucie rożnym gola głową strzelił Souleymane Diawara. Bramka nie podziałała na francuski klub jakoś szczególnie, kolejne minuty należały do Ziliny, która dwukrotnie zagroziła bramce rywali, jednak skończyło się na strachu. W 77. minucie po rzucie rożnym uderzał Leinter, ale dobrze zachował się Diawara, blokując piłkę.
Mimo jednobramkowego prowadzenia, stać było jeszcze Marsylię na dobre akcje. Szczególnie wprowadzonego w drugiej połowie Loica Remy’ego, który swoją szybkością niepokoił defensorów gości. Ostatnie słowo w tym meczu należało do Słowaków, którzy do ostatnich sekund walczyli o korzystny rezultat. Będący na granicy spalonego Oranec uderzył na bramkę mistrzów Francji, ale świetnym refleksem popisał się Mandanda, który sparował piłkę na poprzeczkę i uratował swój zespół od straty punktów.










