Powrót Mario Goetzego do BVB jest już ponoć przesądzony. Według informacji niemieckich mediów wychowanek zespołu z Dortmundu uzgodnił już z działaczami Borussii warunki indywidualnego kontraktu i czeka na porozumienie obu klubów. Czeka, by wrócić tam, gdzie zaczynał, tam, gdzie zachwycał, i tam, gdzie – po odejściu do Bayernu – został znienawidzony. Brzmi wyniośle, ale czy to pierwszy taki przypadek?
No a polskie podwórko?
Tam przecież nie ma rzeczy niemożliwych, tak więc i historia choć trochę przypominająca tę Mario Goetzego musiała się ostatnimi laty przydarzyć. Patryk Małecki – kojarzycie takiego gościa? Piłkarsko wychował się w Wiśle, chciał zostać krakowskim Tottim, a skończyło się na paru wypożyczeniach, odejściu do Pogonii… i powrocie na Reymonta.
Do kadry pierwszej drużyny „Białej Gwiazdy” Małecki został włączony jeszcze zimą 2006 roku przez Dana Petrescu. Już po dwóch latach przyszedł czas na wypożyczenie do Zagłębia Sosnowiec, a następnie po powrocie do Wisły „Małego” czekała roczna wycieczka do tureckiego Eskisehirsporu.

I tak sobie „największy talent klubu z Reymonta ostatnich lat” tułał między macierzystym zespołem a wypożyczeniami. W końcu doszło także do dłuższych przenosin. W 2014 roku po konflikcie z ówczesnym trenerem Wisły, Franciszkiem Smudą, Małecki zdecydował się odejść i związać 2,5-rocznym kontraktem z Pogonią Szczecin.
No i pograł sobie w tej Pogoni… aż do wygaśnięcia umowy. A potem rzecz jasna powrót na Reymonta – w końcu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Dla Małeckiego może i rzeczywiście, bo w Wiśle przynajmniej ma wsparcie od kibiców. Tyle że odrobinę dziwi ono ponoć nawet i samego zainteresowanego…
Koloński bohater
O tym, że w Bayernie Monachium bardzo trudno jest o indywidualny sukces, przekonał się przed Mario Goetzem inny niemiecki piłkarz, Lukas Podolski. Rozpoczynający swoją przygodę z futbolem w FC Koeln napastnik przeniósł się do Bawarii w 2006 roku, by już trzy lata później wrócić do swojego macierzystego klubu.

W Monachium Podolski przegrywał rywalizację o miejsce w pierwszym składzie z Miroslavem Klose i Lucą Tonim. O powrocie do Koeln zdecydował więc przede wszystkim sam. Argumentował, iż ważniejsza od sukcesów jest dla niego regularna gra, a dodatkowo w Kolonii mieszka jego rodzina, niedawno urodził mu się syn, a z klubem z tego miasta jest związany od dziecka. Piękna historia, nieprawdaż?
Podolski nie wracał więc do macierzystego klubu jako typowy przykład syna marnotrawnego. W Kolonii do dziś go uwielbiają, kibicowali mu, gdy przenosił się do Bayernu, i wspierali, gdy powrócił do Koeln. Pod wieloma względami jego sytuacja była o niebo lepsza od tej Mario Goetzego.










