Zagłębie Lubin, rozstając się z Waldemarem Fornalikiem, podjęło decyzję o wpisaniu się w trend, który ku naszej uciesze, panuje od pewnego czasu w polskiej elicie. Następcą doświadczonego „Kinga” został ktoś, kto do tej pory nigdy nie miał okazji pracować z pierwszą drużyną seniorską. Marcin Włodarski zaliczył nadspodziewanie dobry start, lecz z biegiem czasu musi mierzyć się z coraz poważniejszymi wyzwaniami. Czy 42-latkowi na dłuższą metę uda zmienić się oblicze zespołu z polskiej stolicy miedzi?
Wśród kibiców Zagłębia Lubin brakowało optymizmu, gdy klub przed sezonem ogłosił parafowanie nowej umowy z Waldemarem Fornalikiem. W końcu, oprócz protekcji Piotra Burlikowskiego, niewiele tę decyzję broniło. Jaki był obraz „Miedziowych” za kadencji wspomnianego szkoleniowca, zapewne wielu pamięta. Nudny dla oka styl, brak widocznego progresu i wyniku sportowego. Nie zgadzało się praktycznie nic, czego można by było oczekiwać od tak obytego w polskiej ekstraklasie trenera. Po dziewięciu kolejkach obecnej kampanii, wraz z porażką 1:5 z Rakowem, czara goryczy się przelała. Na Dolnym Śląsku doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi, a za pracę podziękowano zarówno Fornalikowi, jak i dyrektorowi pionu sportowego Piotrowi Burlikowskiemu.

Prezes Paweł Jeż zdecydował postawić na dotychczasowego selekcjonera kadr młodzieżowych. Trzeba przyznać, że wybór ten jest korzystny dla obu stron, a Marcin Włodarski wydawał się wręcz osobą skrojoną pod warunki, na jakie może liczyć w Lubinie. Dobrze funkcjonująca akademia, z której można garściami pozyskiwać zawodników identyfikujących się z klubem i dającym szansę na rozwój drużyny, mogła być dla klubu kartą przetargową w walce o usługi 42-latka. W rzeczy samej, samo Zagłębie potrzebowało Włodarskiego bardziej niż Włodarski Zagłębia. W końcu oddano długofalowy projekt w ręce kogoś, kto ma coś do udowodnienia na nowym rynku.
Problemem kadra i terminarz?
Wyniki, jakimi przywitał się ze swoimi kibicami Marcin Włodarski, były nadspodziewanie dobre. Już po jednym dniu pracy udało mu się awansować do następnej rundy Pucharu Polski, a w ekstraklasowym debiucie sięgnął po trzy punkty, tryumfując nad Radomiakiem Radom. W sumie w swoich pięciu pierwszych meczach 42-latek odniósł trzy zwycięstwa, przegrał z aktualnym mistrzem Polski i raz zremisował.
Włodarskiego szybko spotkały jednak typowe problemy, z którymi musi mierzyć się każdy szkoleniowiec. Od dłuższego czasu bowiem „Miedziowi” zmagają się z brakami kadrowymi, które znacznie odbijają się na jakości zespołu. Desygnując wyjściową jedenastkę na domowy mecz z Motorem Lublin, Włodarski zmuszony był wystawić na szpicy Arkadiusza Woźniaka. Tak. W 2024 roku. I to tylko skromny ułamek tego, z czym borykać musi się sztab lubinian. Z kontuzjami zmagają się Kajetan Szmyt, który od przeprowadzki na Dolny Śląsk wystąpił tylko w czterech spotkaniach, Mateusz Grzybek, Adam Radwański, Marcel Reguła i Michał Nalepa. W spotkaniu z beniaminkiem dodatkowo ze składu za kartki wypadł kapitan Damian Dąbrowski, a z chorobami zmagali się Ławniczak i Vaclav Sejk.












