Angielska herbata: małe mistrzostwo Anglii, czyli wielka sprawa


Bój o czwartą lokatę w Premier League ciekawszy niż o tytuł?

12 lutego 2019 Angielska herbata: małe mistrzostwo Anglii, czyli wielka sprawa

Znaczenie ostatniego miejsca (obecnie już) gwarantującego grę w Lidze Mistrzów w Premier League urosło przez lata do mitycznych rozmiarów. Walka o czwartą lokatę nierzadko bywała ciekawsza od wyścigu po tytuł mistrzowski. W obecnym sezonie sytuacja przedstawia się podobnie. Jest rywalizacja, jest dramatyzm i zespół, który jakby czekając dotąd w cieniu, ma szansę na niespodziewany sukces.


Udostępnij na Udostępnij na

Paradoksalnie wyścigiem po mistrzowski tytuł szybko można się znudzić. W angielskiej ekstraklasie zazwyczaj dwa lub rzadziej nawet trzy zespoły toczą batalię w szaleńczej pogoni za spełnieniem marzeń. Po zwycięstwo w Premier League. I tak wygrywają kolejne spotkania, bijąc rekordy, gromiąc rywali i tocząc wojnę nerwów. Kto pierwszy się złamie? Kto straci punkty, które być może będą kosztować utratę marzeń o tytule? Na pewno są w tym emocje i pewna doza dramatyzmu. Jednak jakby spojrzeń niżej w tabeli angielskiej ekstraklasy, to nie tyle co w walce o czwartą lokatę.

Znaczenie ostatniego miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów (przed reformą UEFA tylko w eliminacjach) przez lata urosło do mitycznych rozmiarów. Słabo wszedłeś w sezon? Szanse na tytuł z każdą kolejką stają się czysto iluzoryczne? Ratuj sezon, zajmując czwartą lokatę. Tak by zapewnić sobie „przynajmniej” udział w tych elitarnych rozgrywkach. By zminimalizować straty nieudanego sezonu. Albo takiego, w którym zespół przechodzi większe zmiany. Wtedy kibice wybaczą, a finanse klubu będą się zgadzać.

Problem w tym, że w Premier League miejsc gwarantujących grę w następnej edycji Ligi Mistrzów jest cztery, a chętnych (z odpowiednimi możliwościami) aż sześciu. Wszyscy się nie zmieszczą. W każdym sezonie kibice są więc świadkami walki na łokcie. Tak by przepchać zazwyczaj dwóch pozostałych rywali (którym też kampania nie wyszła) i zająć to niezwykle pożądane czwarte miejsce. Od lat pożądane do tego stopnia, że ochrzczone nawet mianem małego mistrzostwa Anglii.

Małe mistrzostwo Anglii

Przed obecnym sezonem w zespołach Arsenalu oraz Chelsea zaszły spore zmiany. Zmienili się szkoleniowcy, doszło do licznych ruchów transferowych. Niby nikt rozsądny walki o tytuł nie oczekiwał, ale przypadek Antonio Conte (gdy pracował na Stamford Bridge) dawał nadzieję na niespodziankę. Mimo obiecujących początków realizm zwyciężył. Obu londyńskim klubom pozostała walka o małe mistrzostwo Anglii. Gdzieś tam daleko za horyzontem potykał się Manchester United. Nieporadnie drepcząc w miejscu, gubiąc punkty i czasem się kompromitując. Czynnik trzeciego sezonu Jose Mourinho robił swoje.

Arsenal oraz Chelsea zaczęły jednak solidarnie rozdawać punkty. I to jeszcze grubo przed okresem świątecznym. Jakby oba kluby były wręcz przekonane, że marazm na Old Trafford będzie trwał i z odnoszeniem kolejnych zwycięstw nie trzeba się spieszyć. Minimalizm? Po części może też. Swoje zrobił na pewno także czas potrzebny na wprowadzenie nowej filozofii i twarzy do zespołu. Tak czy inaczej obie drużyny niedyspozycja w ostatnich miesiącach może drogo kosztować.

Wejście Solskjæra

Na Old Trafford Portugalczyka pożegnano ponad tydzień przed Boxing Day. Misja ratowania sezonu została powierzona Ole Gunnarowi Solskjærowi. Jednak bez większej presji i wymagań, bo strata do czwartego miejsca była naprawdę spora. To ewidentnie pomogło zawodnikom Manchesteru United. Od zwycięstwa do zwycięstwa „Red Devils” nakręcali się coraz bardziej. A że Arsenal i Chelsea miłosiernie rozdawali punkty, to czemu nie spróbować? Efekt jest taki, że wydarzyło się coś wręcz nieprawdopodobnego.

Obecnie czwartą lokatę gwarantującą małe mistrzostwo Anglii zajmuje Manchester United. Mimo że do końca pozostało dwanaście kolejek, to powrót zespołu z Old Trafford z zaświatów trzeba docenić. Tym bardziej iż misja niemożliwa Ole Gunnara Solskjæra przerodziła się w bardzo prawdopodobną. Chelsea dopiero co podnosi się z podłogi po tęgim laniu od sąsiadów United z Etihad Stadium. Arsenal dalej gra w kratkę. To przemawia na korzyść Manchesteru United. Trzeba jednak zadać pytanie, czy seria spotkań bez porażki „Red Devils” potrwa wystarczająco długo.

Jeśli nie (co bardziej prawdopodobne), wyścig o małe mistrzostwo Anglii nabierze jeszcze większych rumieńców. Czwarty Manchester United od szóstej Chelsea dzieli różnica zaledwie jednego punktu. To pokazuje, że każdy z trzech zespołów ma szansę na uratowanie sezonu. Na zajęcie czwartej lokaty gwarantującej grę w następnej edycji Ligi Mistrzów. Na wygranie małego mistrzostwa Anglii.

Mniej istotne, ale też ciekawe:

  • W minionej kolejce Manchester City urządził pokaz siły. Gromiąc Chelsea 6:0, podopieczni Pepa Guardioli pokazali, że wrzucają wyższy bieg. „The Citizens” stale wywierają presję na liderującym Liverpoolu, który ostatnio się pogubił. Choć trzeba wspomnieć, iż zdecydowana wygrana z Bournemouth znacznie polepszyła nastroje na Anfield Road. Wszystko jednak wskazuje na to, że wyścig po tytuł mistrzowski może potrwać nawet do ostatniej kolejki. Chyba iż któryś z zespołów wyłoży się na ostatniej prostej. Może tym razem nie będzie to Liverpool?
  • Coraz mniej wesoło jest na Craven Cottage. Można nawet stwierdzić, że jest przygnębiająco. Zwycięstwo z Brighton & Hove Albion wlało wiadro nadziei w serca sympatyków „The Cottagers”. Po dwóch ostatnich porażkach nadzieja jakby jednak uleciała. Osiem punktów straty (licząc tragiczny bilans bramkowy, to nawet dziewięć) do ostatniego bezpiecznego miejsca to dużo. Magia Claudio Ranieriego gdzieś się zgubiła. Dla dobra Fulham lepiej, żeby na Craven Cottage szybko ją znaleźli. Bez niej „The Cottagers” najprawdopodobniej szybko wrócą do Championship.
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski