Gest Kozakiewicza Marka van Bommela w kierunku kibiców Realu Madryt i bardzo kontrowersyjne sędziowanie arbitra Ovrebo to wydarzenia, które od razu przypominają się, kiedy spojrzymy na pary 1/2 finału Ligi Mistrzów. Czas zacząć wielkie granie o finał – Bayern Monachium podejmuje Real Madryt, Chelsea Londyn zaś Barcelonę.
Bayern Monachium – Real Madryt
Na starcie „Bawarczyków” z „Królewskimi” czeka absolutnie cały piłkarski świat. To będzie futbolowa uczta, bo być nią po prostu musi. We wtorkowy wieczór rozegrane zostanie pierwsze z dwóch starć o wielki finał. Podopieczni Jose Mourinho liczą na to, że ten pojedynek nie będzie ostatnim, jaki w tym sezonie podejmą na Allianz Arena. Bez wątpienia są lekkim faworytem dwumeczu, choć historia pokazała już, że Bayern grać z Realem potrafi. Jeśli dodamy do tego fakt, iż finał Ligi Mistrzów rozgrywany będzie właśnie w Monachium, to wyjdzie nam niesamowicie zmotywowana drużyna Juppa Heynckesa. Szkoleniowiec wierzy w pokonanie rywala, zdając sobie jednak sobie sprawę, że nie będzie to łatwe. – Rozegramy ten mecz po swojemu. Mamy jasną strategię, ale nigdy nie wiadomo, czy uda się ją zrealizować – mówił na przedmeczowej konferencji prasowej trener wicemistrza Niemiec.

Obydwie ekipy podejdą do wtorkowej konfrontacji w mieszanych nastrojach. Monachijczycy mają już tylko matematyczne szanse na zdobycie mistrzostwa kraju, ale ciągle mogą w tym sezonie zdobyć dublet. Madrytczycy nadal przewodzą w lidze hiszpańskiej, mając cztery punkty przewagi nad Barceloną, ale eksperci, a nawet sam Josep Guardiola, twierdzą, iż tytuł dla Barcelony jest dużo bardziej prawdopodobny niż jeszcze kilka tygodni temu. Jedno jest pewne, ani Bayern, ani Real, nie prezentowały się w ostatnich tygodniach z najlepszej strony, ale mają zamiar udowodnić, że nie ma mowy o jakimkolwiek spadku formy właśnie w tym pierwszym z wielu najważniejszych meczów w roku.
Mario Gomez, najlepszy strzelec Bayernu, wspominał już, że kibice stworzą na Allianz Arenie istne piekło. O to możemy być spokojni – bawarscy fani nie przepadają za Realem Madryt i bez wątpienia dadzą mu to do zrozumienia. Ostatnie starcie pomiędzy niemiecką a hiszpańską drużyną odbyło się w dość pokojowej atmosferze, ale tylko dlatego, iż był to mecz towarzyski. „Królewscy”, już z Jose Mourinho na ławce trenerskiej, pokonali rywala 4:2 po serii rzutów karnych. Po dogrywce było 0:0. Emocje związane z pojedynkiem dwóch gigantów w przeszłości miały już swoje miejsce. Do historii przeszedł już dwumecz w 1/8 finału tych rozgrywek z sezonu 2006/2007. Na Estadio Santiago Bernabeu Real Madryt prowadził już 3:1, jednak na dwie minuty przed końcem kontaktową bramkę zdobył Mark van Bommel. Holender przesadził jednak nieco z celebracją gola, pokazując w kierunku kibiców (choć sam twierdzi, iż do kilku zawodników „Los Blancos”) słynny już gest Kozakiewicza. W rewanżu monachijczycy wygrali 2:1 i cieszyli się z awansu do ćwierćfinału. Na tym samym etapie zespoły spotkały się również w sezonie 2003/2004. Wówczas lepsi byli madrytczycy, którzy w Monachium zremisowali 1:1 i wygrali 1:0 przed własną publicznością. Hiszpanie najmilej wspominają jednak ćwierćfinałowy dwumecz z 2002 roku. W pierwszej rozgrywce Bayern wygrał u siebie 2:1, jednak na Bernabeu stracił dwie bramki, nie zdobywając ani jednej, i odpadł z rozgrywek. W tamtym też roku ekipa Realu Madryt sięgnęła po ostatni tytuł najlepszej klubowej drużyny Starego Kontynentu.













